Stoły z żarciem z Samem
- Wydaje mi się, że masz swoich znajomych Sam. - Powiedziała lekko, bo przecież to nie tak, że byli podpisani jako jej, czy coś.
Słuchała uważnie tego, co do niej mówił. Tak właściwie to nie wymienił zbyt wielu osób, ona zdecydowanie miała większą listę. Będzie musiała popracować nad jej skróceniem, aby nie zrobić z tego ślubu zbyt wielkiego spędu. Tak właściwie to nie lubiła przepychu, wolała bardziej kameralne spotkania. - Jak to jest drzewem? Można być drzewem? - To ją nieco zaskoczyło, dlatego też dopytała się o co właściwie chodzi, jeszcze nie było dane jej spotkać człowieka drzewa, ale może to tylko kwestia czasu.
Mrugnęła szybko, gdy wspomniał o tym, żeby zorganizować to za tydzień. Za tydzień? Przecież to strasznie mało czasu, chyba Sam nie do końca zdawał sobie z tego sprawę. Znaczy, rozumiała z czego to wynika, jednak nie ma szans, że zbiorą się w tydzień. Zresztą jak przystało na osobę z branży zamierzała zorganizować jedno z piękniejszych przyjęć.
- Za tydzień brzmi trochę abstrakcyjnie. - Podzieliła się z nim swoimi obawami. - Wiesz, trzeba zaprosić gości, wybrać miejsce, zorganizować jedzenie, wszystko. To nie takie proste. - Póki co jeszcze zresztą nie poruszali tego tematu, może dobrze, że stało się to teraz. - Możemy jednak pomyśleć o jesieni, jesień jest ładna i kolorowa. - a do tego powinni zdążyć ze wszystkim. Nigdzie im się zresztą nie spieszyło, przecież nie zamierzali od siebie już uciekać.
Uśmiechnęła się na te słowa. Oczywiście, że go znała, jak mogłoby być inaczej.
Udało im się w końcu dojść do tego stołu, przy którym było jedzenie. Panna Figg póki co była średnio głodna, więc patrzyła na to, jak Samuel jadł, wyglądał na bardzo szczęśliwego, że dotarli do tego stołu.
Nie wiedzieć, czy był to wpływ chwili, idealny moment, czy presja tego ślubu, o którym chwilę wcześniej rozmawiali, Norce wymsknęły się kolejne słowa. - To nasze młode Sam. - Dopiero po chwili do niej dotarło, co powiedziała.