- U nas zwierzęta były odkąd pamiętam, tylko w innej formie. My je zabijamy na rodzinnych przyjęciach. - Dodała całkiem poważnie, bo jednak tutaj nie do końca tak to wyglądało.
Wiele się działo, bardzo łatwo można było się zgubić w tym, co gdzie i kiedy. Czystokrwiści mieli naprawdę bardzo mocno napięte kalendarze, wliczając do tego problemy Yaxley ze wspomnieniami... cóż trochę się w tym wszystkim gubiła. Dobrze było wiedzieć, że nie tylko ona.
- Ja też niezbyt, ale to jedne z tych rodzin, których wolałabym unikać, nie wyglądają na takich, którzy są specjalnie postępowi. - Przynajmniej tak się jej wydawało, ale co ona tam mogła wiedzieć. Sama nie do końca umiała rozgryźć swojego ojca, a co dopiero innych.
- Skoro tak mówisz, to może faktycznie to było zaplanowane, kto wie. - Wcale nie tak łatwo było to ocenić, szczególnie gdy znało się niewielu członków ich rodziny.
Nie miała problemu z tym, żeby udawać, że wie co robi. Para staruszków najwyraźniej nie do końca znała parę młodą, nie wydawało jej się, żeby ktokolwiek mógł się dowiedzieć o tym, że przez chwilę weszła w rolę Vespery. Ona z Erikiem mieli rozrywkę, a para staruszków została zaopiekowana. Brzmiało to, jakby każdy wygrywał w tym układzie, najwyraźniej nie widziała tego, że Longbottom czuje się w tym trochę nieswojo.
Udało im się w końcu znaleźć jakiś pokój. Nie miała pojęcia, czy był zarezerwowany, czy nie. Doprowadzili tam staruszków, którzy pożegnali się z nimi dość czule i rzucili nawet mądre rady na przyszłość. Wspaniale.
Gdy zamknęły się drzwi sypialni odsunęła się od Erika i wybuchnęła głośnym śmiechem.
- Całkiem niezłe to było, nie sądzisz? - Zapytała jeszcze przyjaciela.
- Bylibyśmy idealną parą. - Dodała jeszcze lekkim tonem. Nie dało się zaprzeczyć, że Yaxley i Erik wyglądali razem naprawdę nieźle. Do tego pochodzili z odpowiednich rodzin, cóż ich bliscy na pewno by się cieszyli, gdyby połączyło ich coś więcej.