08.08.2024, 09:38 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.08.2024, 09:41 przez Samuel McGonagall.)
Stoły z żarciem z Norą
– A wiesz, że jakiś mam? Sam jestem zaskoczony. – Uśmiechnął się do niej serdecznie, rozmyślając nad tym gdzie był rok temu, a gdzie jest teraz, na plaży pełnej ludzi obok ukochanej, która przecież dawno temu przepadła. Kiedy spotkał Ginny i Rose pomyślał sobie, że w końcu nie będzie samotny, bo one obie mogły zrozumieć podstawy jego istnienia - bycie chimerą i bezwarunkowym uwielbieniem do Kniei. Ale to co teraz go spotykało było przemiłe. Takie zwyczajne, a jednocześnie wyjątkowe. To nie było jego stado, ale przyjmowali go wystarczająco życzliwie... trochę jak w Warowni, w której nie był domownikiem, ale znalazł sobie przyjemną niszę na jej obrzeżach. Dosłownie i w przenośni. Powoli czerń samotności i biel miłości wypełniała się cieniowaniem. Tego znał lepiej, tego gorzej, z tym się śmiał, a tego straszył. Ludzi było w jego życiu coraz więcej.
– No jeszcze nie jest, ale po śmierci zostanie drzewem Kniei, a drzewa żyją zdecydowanie dłużej niż ludzie, więc w sumie można założyć, że to że jest człowiekiem to tylko forma przejściowa. Taki... kokon, tylko ruszający się. A potem motyl będzie się nie ruszał. Znaczy ruszał, ale nie w takim sensie, w jakim ludzie myślą o ruchu. – próbował jej wyjaśnić swój punkt widzenia, jemu wydawało się wszystko co mówi absolutnie logiczne.
– No tak no tak... dużo rzeczywiście. Ale jesień brzmi pięknie. Całe szczęście że Ty wiesz co robić bo ja haha, no po prostu bym poczekał aż w Kniei nie będzie upiorów i zabrał Cię na naszą polanę i powiedział Boginii co myślę o... o nas. Wiesz. Ale może nie czekajmy na to aż upiorów nie będzie. Nie chcę czekać. – zasępił się trochę, na szczęście mięso przyszło z pomocą, bo wiadomo niedźwiedź głodny to nie tylko zły, ale też smutny. Także jadł sobie radośnie, gdy Nora powiedziała to co powiedziała i...
...Przełknął. Otarł usta rękawem już wyschniętej koszuli i zagarnął Norę do siebie, przytulając ją swobodnie i uśmiechając się łagodnie, z pewnym rozczuleniem, którego być może się nie spodziewała, a przynajmniej nie w takich okolicznościach.
– Och kochana... nie musisz tego robić – powiedział łagodnie całując ją w czoło. – Nie jestem lwem, który po wejściu do nowego stada zagryza młode innego samca. Mabel jest wspaniała, a ja jestem zaszczycony, że mogę z nią spędzać czas i że dajesz mi tyle zaufania, obiecuje Ci, że dołożę wszelkich starań... Ha, trochę wiesz, no nie rozmawialiśmy o tym, ale trochę się boje, że jej ojciec wparuje na nasz ślub i będziemy o Was walczyć, to by było... może musiałbym go zabić, jakby nie mógł zrozumieć, że teraz Ty i ja jesteśmy rodziną? – zastanawiał się zezując na Norę, bo może z tym zabiciem trochę przesadził, ale kto wie? Nagle pomyślał, że koniecznie z Nikolaiem będą musieli poćwiczyć bo ostatnie dwa "starcia" zakończyły się żałośnie dla niego. Tylko sprint mu wychodził, ale to by było strasznie słabe walczyć o miłość swojego życia... uciekając z nią i Mabel w siną dal.