Nie chciała, żeby go bolało. Przerażał i jednocześnie denerwował ją fakt, że jego rodzina, jego bliscy mieli w dupie to, że wampira nadal może boleć, gdy zadać mu rany. Nie umrze, ale boli – i to było realne. Dlatego zawsze ignorowała to jego „zagoi się” i dawała mu eliksiry, które mogłyby to przyspieszyć, odmawiała przyjmowania za normalność fakt, że mógłby po prostu poczekać, pocierpieć i zaoszczędzić na eliksirach. Nie. To nie była dla niej żadna cena, którą chciałaby zachować i zapłaciłaby chyba każdą, by mu tego oszczędzić. Nie podlegało to w ogóle żadnej dyskusji i teraz też martwiła się, że ten eliksir sprawiał mu taki dyskomfort i ból – bo nie miało tak być. Przeszukiwała w głowie wszystkie składniki, jakich użyła, kombinacje, jakie ze sobą tworzyły i miała szczerą nadzieję, że da się to poprawić, bez uszczerbku na poprawnym działaniu eliksiru.
Kiwnęła do niego głową, przyjmując tę wiadomość o uczuleniach, czy raczej ich braku. Nadal istniała szansa, że Sauriel był uczulony na któryś składnik – zapisała sobie w głowie, że będą musieli to sprawdzić i może nie będzie to najprzyjemniejsze doznanie na świecie, sprawdzać każdy z nich osobno po kolei żeby się upewnić, że naprawdę nie ma na żaden z nich uczulenia – ale dla niej jak i dla niego będzie to cenna informacja, która pozwoli na dopracowanie formuły eliksiru… Tak ważnego dla Sauriela, bo pozwalającego mu normalnie żyć w pewnym sensie. Wyjść gdzieś w dzień nie wyglądając jak idiota owinięty szmatami, nie przyciągając na siebie uwagi.
Oczywiście, że się martwiła i Sauriel nie mógł nic na to poradzić. To było jej dzieło, które on wypił, po czym źle się czuł. Bolało go wszystko… - nie miało tak być i Victoria po prostu westchnęła, przyjmując tę część porażki z godnością. Była tu, by go uspokoić, że wszystko będzie dobrze, że panuje nad sytuacją, bo gdyby działo się coś więcej,, to chciała mu podać bezoar i usunąć skutki zatrucia, ale może to ją trzeba było złapać za rękę i uspokoić, bo nic się nie działo.
Albo raczej działo się wszystko. Bo wampir stał w słońcu i nie płonął, zaś ona stała w słońcu i nie czuła ciepła. Byli prawdziwie siebie warci. I był to prawdziwy cud; szumiały korony drzew nieopodal, ptaki w nich skryte śpiewały, woda spadająca z niewielkiego wodospadu hałasowała, koniki polne wygrywały, a oni stali obok siebie w tym słońcu. Sauriel z zamkniętymi oczami chłonąc to, czego nie miał okazji ani prawa czuć przez lata, a ona – wpatrzona w niego, leciutko uśmiechnięta.
– Godzinę? Może trochę dłużej – większość takich eliksirów działała podobną ilość czasu, ale pewności nie miała. To też było coś, co pewnie powinni sprawdzić, żeby mieć dokładną informację na przyszłość. Bo Victoria nie chciała dla Sauriela źle, wiedział to. Wiedziała, że wie, tak samo jak wiedziała, że czarnowłosy bardzo się przy niej stara, chociaż nie rozumiała wielu rzeczy, ale dla niej zawsze był zaskakująco delikatny, tak jak ona dla niego była zaskakująco cierpliwa. – Co czujesz? – zapytała po chwili, jednak nie pytała wcale o samopoczucie fizyczne, wbrew pozorom.