08.08.2024, 19:47 ✶
W głowie Enzo mogło pojawić się wiele myśli na temat wspólnej kolacji, lecz skoro nie powiadomił nowego kolegi o dress-codzie, mogło to znaczyć, że taki nie istniał! Dla dorosłego mężczyzny nie musiał jednak istnieć powód, by odstawić się jak goblin na otwarcie kopalni! Ubiór reprezentował człowieka i zawsze należało wyglądać jak najlepiej.
Reakcja na różę zdecydowanie zdziwiła Lorenza. Uniósł wysoko brwi.
- Uczulony na róże! Co za szkoda. - Pokręcił lekko głową i zacmokał z niezadowoleniem. Nie znaczyło to jednak, że zamierzał porzucić kwiat! Obrócił się na pięcie i jego wzrok szybko padł na kolejną ofiarę.
Starsza pani zajmowała się swoim interesem wychodząc ze stacji metra. Powoli przebierała nogami, pozostając w tyle między pędzącymi mugolami. Był to czas kończenia pracy i w metrze jak zwykle były tłumy, ona jednak wybijała się na tle szarych garniturów przez kolor swojego deszczaka.
- Przepraszam panią! - Odezwał się Remington do mugolki. - Bardzo przepraszam, że zajmuję czas. Ach, nie mogłem po prostu zignorować tego, jak szalenie szykownie pani wygląda! Jak promień słońca w pochmurny dzień! - Uśmiechnął się szeroko, a kobieta spojrzała na niego z pewną dozą niepewności, ale również zainteresowania. Przynajmniej stanęła w miejscu. - Ten żółty kubraczek tak dobrze pasuje do pani cery!
- Nie rozdaję pieniędzy, młody człowieku. - Mugolka oburzyła się odrobinę, zakładając, że do tego dąży rozmowa.
- Nie, nie śmiałbym prosić o pieniądze! Wręcz przeciwnie, proszę przyjąć tę różę, to zdecydowanie pani kolor! - Cieszył się, kładąc dłoń na ramieniu staruszki w spoufalałym geście, drugą zaś oferując prezent. - Nie zatrzymuję dłużej, przepraszam za najście! Życzę pani wybornego wieczoru!
Kobiecina przyjęła kwiat, choć jeszcze przez moment patrzyła nieufnie tak na dar, jak i na obdarzającego. W końcu pozwoliła sobie jednak na uśmiech i kiwając głową, podziękowała Enzo, życzyła mu błogosławieństwa swojego Boga i odeszła z różą, oglądając się jeszcze i unosząc dłoń w pozdrowieniu. Pozbawiony alergenu, Enzo odwrócił się na powrót do Neila.
- Idziemy? - Zapytał, jakby przed momentem w ogóle nie napastował staruszki. - Och, twoja mama jest niemagiczna? - Zdziwił się wyraźnie, zerkając na kolegę. Łatwiej było zakładać, że każdy, kogo zna, ma magicznych rodziców. - Mamy takie szczęście mogąc poznać oba światy! Każdy ma wiele do zaoferowania. Restauracja, do której chcę cię zabrać, jest parę minut drogi stąd. Mam nadzieję, że masz wygodne buty, mój skarbie. Jak ci minął ten tydzień? Miałeś czas, by pomyśleć o naszej sprawie?
Reakcja na różę zdecydowanie zdziwiła Lorenza. Uniósł wysoko brwi.
- Uczulony na róże! Co za szkoda. - Pokręcił lekko głową i zacmokał z niezadowoleniem. Nie znaczyło to jednak, że zamierzał porzucić kwiat! Obrócił się na pięcie i jego wzrok szybko padł na kolejną ofiarę.
Starsza pani zajmowała się swoim interesem wychodząc ze stacji metra. Powoli przebierała nogami, pozostając w tyle między pędzącymi mugolami. Był to czas kończenia pracy i w metrze jak zwykle były tłumy, ona jednak wybijała się na tle szarych garniturów przez kolor swojego deszczaka.
- Przepraszam panią! - Odezwał się Remington do mugolki. - Bardzo przepraszam, że zajmuję czas. Ach, nie mogłem po prostu zignorować tego, jak szalenie szykownie pani wygląda! Jak promień słońca w pochmurny dzień! - Uśmiechnął się szeroko, a kobieta spojrzała na niego z pewną dozą niepewności, ale również zainteresowania. Przynajmniej stanęła w miejscu. - Ten żółty kubraczek tak dobrze pasuje do pani cery!
- Nie rozdaję pieniędzy, młody człowieku. - Mugolka oburzyła się odrobinę, zakładając, że do tego dąży rozmowa.
- Nie, nie śmiałbym prosić o pieniądze! Wręcz przeciwnie, proszę przyjąć tę różę, to zdecydowanie pani kolor! - Cieszył się, kładąc dłoń na ramieniu staruszki w spoufalałym geście, drugą zaś oferując prezent. - Nie zatrzymuję dłużej, przepraszam za najście! Życzę pani wybornego wieczoru!
Kobiecina przyjęła kwiat, choć jeszcze przez moment patrzyła nieufnie tak na dar, jak i na obdarzającego. W końcu pozwoliła sobie jednak na uśmiech i kiwając głową, podziękowała Enzo, życzyła mu błogosławieństwa swojego Boga i odeszła z różą, oglądając się jeszcze i unosząc dłoń w pozdrowieniu. Pozbawiony alergenu, Enzo odwrócił się na powrót do Neila.
- Idziemy? - Zapytał, jakby przed momentem w ogóle nie napastował staruszki. - Och, twoja mama jest niemagiczna? - Zdziwił się wyraźnie, zerkając na kolegę. Łatwiej było zakładać, że każdy, kogo zna, ma magicznych rodziców. - Mamy takie szczęście mogąc poznać oba światy! Każdy ma wiele do zaoferowania. Restauracja, do której chcę cię zabrać, jest parę minut drogi stąd. Mam nadzieję, że masz wygodne buty, mój skarbie. Jak ci minął ten tydzień? Miałeś czas, by pomyśleć o naszej sprawie?