08.08.2024, 21:36 ✶
Magiczne rożności -> Wyroby Pani Zamfir
Wiedział co chce kupić, miał na to plan, ale ta cała bójka porządnie go wytrąciła z równowagi. Znajdzie to czego szuka w innym miejscu.
Leon rzucił swoje niby pożegnanie i wyraził chęć wspólnej ucieczki przed chaosem. Ruszyli więc przez targowisko, a Neil nie myślał wiele o kierunku czy celu. Słuchał więc tłumaczeń, od czasu do czasu patrząc tylko czy nie zbliża się krawężnik czy brak kostki brukowej.
- Ludzie się zmieniają po szkole. - wzruszył ramionami. - W końcu wtedy była dzieckiem, nastolatką. - ile oni mieli lat? Jakoś wypadło mu to z głowy. Ważne było to, że wiedział, że to jacy ludzie byli w szkole przedawnia się w ciągu tygodnia, maksymalnie dwóch od ukończenia szkoły.
Dotarli do stanowiska, a Neil od razu się zaczął rozglądać po tym co mają w ofercie. Wiele rzeczy przypominało mu o spiżarni jego rodziców.
Do sprzedawczyni uśmiechnął się miło i skinął jej głową. Uznał, że będzie tu po prostu na doczepkę, jako ozdoba dla Leona, szczególnie, że nie miał pojęcia jak się wkleić do dość prywatnej rozmowy. Czy wypadało mu słuchać o zdrowiu kobiety jakiej nie znał? Zerknął w bok i udawał, że patrzy na dżemy. Z resztą zaraz Leon zaczął zamawiać, to i sensownym było, że tam patrzy.
- I to ja mam się zastanowić nad tym co chcę kupić? - zaszeptał do sąsiada, z lekkim uśmiechem. Trochę chciał mu wytknąć rozrzutność, ale z drugiej strony skoro tyle brał, to może skończyło mu się w domu, a z resztą to są jego pieniądze, może je wydawać na cokolwiek chce.