• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 4 5 6 7 8 … 11 Dalej »
[12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esmé

[12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esmé
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
178cm, ciemne

Esmé Rowle
#10
09.08.2024, 03:03  ✶  

Oh, Esmé chciałby być tak nieustraszony, jak figurował w wyobrażeniach Ger. Może nawet w wyobrażeniach innych, którzy mieli okazję zobaczyć go "w akcji" podczas jego wczasów w Windermere. Odwagę łatwo myliło się z brawurą, głupotą i czystym szaleństwem i to co prezentował sobą Rowle było mieszanką każdego z "synonimów". Tak, bał się, ale niczym masochista - czerpał przyjemność z tego strachu. Ekscytował go tym, jak wpływał na jego ciało i umysł. Rzadko miewał okazję odczuwać tak mocne emocje, a apetyt rósł w miarę jedzenia. Chciał więcej i więcej, niczym narkoman, którego tolerancja zaczyna wzrastać. Odwaga, brawura, głupota i szaleństwo. Wszystko w jednym.

Oboje nie mieli do końca równo pod sufitem. Kaletnik nie liczył na spektakularną śmierć, bo ostatecznie niewiele obchodziło go to, by został zapamiętany. Był egoistą, egocentrykiem nawet, który żył prostą zasadą - jeżeli jestem ja, to nie ma śmierci, a jeżeli jest śmierć, to nie ma mnie. Dlaczego zatem miał interesować się wydarzeniami po swojej śmierci? Jego zwichrowany umysł co jakiś czas krążył wokół tematu wrażeń, które niemal gwarantowały śmierć. Jakie uczucie byłoby podczas umierania z przedawkowania, gdy umysł zupełnie nie był w stanie pojąć prostych fizycznych bodźców? A jak to byłoby skoczyć z mostu, bez żadnych lin i magii, po prostu spadać ku swej śmierci? Co to za uczucie? A może walczyć z kimś na śmierć i... śmierć? Walczyć tak długo, aż wyzionie ducha, sprawdzić ile surowej agresji byłby w stanie z siebie wykrzesać, nim uznałby, że to wszystko na darmo. Esmé liczył na śmierć, która przyniesie mu jak najwięcej wrażeń. I jak najbardziej unikalne wrażenia. Nie chodziło tutaj o cierpienie, bo wtedy wybór byłby prosty - spłonąć. Wolał unikać bólu, chociaż zdawał sobie sprawę, że również ciekawym byłoby zmaganie się z bólem tak wielkim, że rozrywającym nasz umysł w strzępy. Szalone, ale... przecież zawsze gonił za wrażeniami, czyż nie? Nikogo nie powinno to dziwić.

Nie, nie traktował ich "wybryku" w Windermere jako coś... poważnego. W żaden sposób. Dlatego właśnie z tego żartował, dlatego teraz zachowywał się, jakby to rzeczywiście był tylko i wyłącznie wybryk. I nic ponad to. Nie czuł się też winny za to, że nie przywiązywał do tamtych chwil żadnych konkretnych uczuć - w końcu była to prośba, którą spełnił, a która miała służyć zapomnieniu. Tak, jak niezobowiązujące dziesięć browarów po fatalnym rozstaniu. Ot metoda jak każda inna. Tutaj nie cierpiał żaden organ, ni wątroba, ni serce. Miał przynajmniej taką nadzieję.

- Niemniej, materiału mam wystarczająco. Rzeczywiście nie musisz już dokładać. - odparł, żeby nie wyszło, że nie ma zupełnie nic przeciwko temu, by zostawała ranna. Był wyuzdany, jasne, ale nowe blizny nawet jakby miały być argumentem dla ich zbliżenia, jakkolwiek absurdalnym, tak nie były mile widziane. Jej ciało wystarczająco się wycierpiało czego dowody dosłownie nosiło na sobie. Tutaj nie było nawet miejsca na dyskusję.

Nie spodziewał się, że właśnie tymi słowami zawstydzi Geraldine. Nie były wcale do tego wyspecjalizowane, a odniosły znacznie lepszy efekt, niż te skrojone pod krępowanie łowczyni. Właściwie powiedział jej o jego drobnej przypadłości, nie robiąc z tego niczego wielkiego, nie widząc w tym jeszcze niczego wielkiego. Uczucia jakimi darzył Ger płynnie zmieniały się wraz z kolejnymi wydarzeniami, a urlop w Windermere wcale nie zmienił ich tak drastycznie, a zwyczajnie... pchnął mocniej w kierunek, w który i tak zmierzały. Kaletnik nie widział w tym zauroczenia czy miłości. No, może jednak trochę z zauroczenia było, lecz był to przede wszystkim podziw. Narastał on od pierwszych chwil, od pierwszych wymienionych słów, a nawet spojrzeń. Wtedy też pojawiło się zainteresowanie samą osobą panny Yaxley. Podziw i zainteresowanie wzrastały z każdym kolejnym spotkaniem, wymienioną korespondencją i spędzoną razem sekundą. I wtedy Windermere krzyknęło "jest wspaniała!", a Esmé, niczym ocknąwszy się ze swoistego rodzaju hipnozy, odparł - "no tak, jest", nie wiedząc jak wcześniej był na to ślepy. Powrót do pracowni osłabił oczywiście to wrażenie fascynacji Geraldine, jednak rzemieślnik uznał to za naturalne - w końcu nie była obok. Chodziła mu po głowie, ale nie była na wyciągnięcie ręki, nie mógł rzucić na nią okiem i uzyskać kolejny dowód na to, że rzeczywiście była tak wyjątkowa, jak twierdził. To wszystko pomogło mu zrozumieć, że łowczyni, tak po prostu, mu imponuje. Wieloma cechami. Cóż, podobała mu się również, tak czysto estetycznie, ale to już dawno zostało zepchnięte na... cholera wie który plan. Cenił ją za znacznie więcej, niż za urodę, w której gustował.

Nie musi być ulotne, co? Czyżby furtka była na wpół otwarta? Oczywiście, jego prosty, męski umysł zwęszył szansę, ale... no właśnie, szacunek. Odczuwał duży szacunek do Geraldine i pewnych rzeczy zwyczajnie nie chciał robić. Nie teraz, kiedy widocznie miała problem, z którym się zmagała. Jasne, mógłby pomóc jej zapomnieć - ale to od niej zależała decyzja. On... był, ale nie chciał sugerować nic ponad to, że jest.

- Zamieszkasz ze mną na Nokturnie? - rzucił pytanie dosyć rozbawionym tonem, bo... żeby nie była tak ulotna, żeby mogła mu towarzyszyć tak, jak te wszystkie "zwidy" i myśli, to musiałaby tutaj mieszkać. Musiałaby spędzać długie godziny w jego, niestety, nieco śmierdzącej pracowni. Niektórzy... właściwie Esmé miał za mało znajomych, by mówić "niektórzy", ale ludzie raczej podejrzewali, że zamieszkuje... gdzieś. Na pewno nie tutaj, w tej pracowni. I mieli rację, lecz nie do końca. "Gdzieś" było... zaraz obok, w tym samym budynku, lecz za ścianą, która dzieliła część mieszkalną od tej roboczej. I nawet nie dało się wejść bezpośrednio do "tamtej" strony - zawsze należało przejść przez jego małe rzemieślnicze królestwo. Nawet wyobraził sobie takie wspólne życie z Ger. On rzemieślnik, Ona łowczyni i ich pies zwierzątko - Beksa. Jak ze snu magicznej, ale tradycjonalistycznej rodziny.

Czasami Rowle udowadniał jak tępy potrafił być. W ogóle nie zadał sobie pytania - kiedy? Kiedy zostały jego wspomnienia sfałszowane przez Doppelgangera? Przecież to było takie oczywiste, rzucające się w myśl pytanie. Tak absurdalnie banalne i ważne. Geraldine również nie znała szczegółów na temat działania tej umiejętności, ale Esmé wciąż mógł zaaplikować czystą logikę i zasady, które obowiązywały prawie wszystkie inne magiczne zjawiska. Coś musiało być "źródłem" tej ingerencji w pamięć. Zazwyczaj był to sam zmieniający je, zatem Doppelganger, ale... jak to ustalić? Przecież mógł podszyć się pod innego klienta Skóry i Kości, zmienić wspomnienia Rowle, a później wrócić pod postacią Thorana, która już figurowała w umyśle kaletnika. Skrzywił się niezadowolony tym, jak łatwo jego Prawda została wypaczona. Niewiele miewał postanowień, lecz teraz następowała ta rzadka chwila - postanowił coś na to zaradzić. Aby nigdy więcej nikt nie mieszał mu w głowie i nie zaburzał obrazu Prawdy.

- Był raz pod postacią Thorana, miał dla mnie zlecenie introligatorskie. Beksa coś zjadł, chyba od niego, dmuchnął ogniem jakby rzeczywiście miał smoki w pokrewieństwie i uszkodził manuskrypt, a twój rzekomy braciszek zaraz znikł, zostawiając mnie z problemem. Nie wiem za to czy nie był u mnie pod inną postacią. - wytłumaczył najlepiej jak potrafił, zdając sobie sprawę z jednej rzeczy - nie wiedział od kiedy pamięta o Thoranie. Czy było to rzeczywiście, gdy ten zjawił się wtedy z manuskryptem? A może dopiero teraz przypomniał sobie o nim, gdy Geraldine odwiedziła go? I kolejnym elementem zmienionych wspomnień było to, kiedy o nim sobie przypomniał więcej? Wszystko po to, by utrudnić śledztwo? Sprawa była naprawdę trudna w rozszyfrowaniu, ale Esmé wiedział, że czasami należało zrobić kilka kroków wstecz, cofnąć swoje postępy, by zbudować dobre fundamenty ku zdecydowanie lepszym... postępom. Wolał poddać pewne rzeczy wątpliwości, niż dać się im oszukać, zmierzając ze śledztwem dalej.
- Nie wiem czy to było rzeczywiście cztery lata temu. Pamiętam, że było to cztery lata temu, a czy było? Czy w ogóle było? Musiałbym z kimś skonfrontować te informacje, bo może się powielają. Niemniej, nawet to nie oznaczałoby, że są pewne. Koniec końców - zaufać da się jedynie rzeczowym dowodom. - uniósł wzrok, leniwie podążając wzrokiem za Beksą, który z uporem maniaka zataczał koła pod sufitem pracowni. Rowle śledził go leniwie, bo zrobiłoby mu się niedobrze, gdyby chciał rzeczywiście patrzeć jak stworzonko z zaskakującą prędkością kręci się w kółko. Dopalił papierosa, którego ugasił, sięgając aż do popielniczki. Okej, może kiepował na ziemię, ale bez przesady, że wyrzuci kiepa na podłogę. Może to był Nokturn, ale nie chlew.
- Posprzątać? - zapytał zaraz po niej, rzucając jej nieco zdziwione spojrzenie, by w końcu pokiwać głową na boki, zaprzeczając czemuś. - Nie, ty nic nie musisz sprzątać. - dodał i wystawił dłoń przed siebie, wewnętrzną częścią do góry, jakby... sprawdzał czy deszcz pada? Ale wewnątrz? Ku zaskoczeniu wszystkich - wewnątrz nie padało. - A już na pewno nie na Nokturnie. - i dalej tkwił z tą wystawioną ręką, teraz już nie patrząc na Ger, a gdzieś mniej-więcej w kierunku Beksy. - Nie ty nabrudziłaś, nie ty namieszałaś ludziom w głowach. Nie masz w tym żadnego udziału, więc czemu miałabyś ty sprzątać? - zaczął tłumaczyć i... zaraz wytłumaczyło się po co trzymał wystawioną dłoń. Zataczający kółka Beksa w końcu dostrzegł go i może nie od razu, ale po chwili wylądował na ręce kaletnika. - Próbując prostować sprawy na Nokturnie tylko pogorszysz wszystko. Doppelganger udowodnił mi i pewnie nie tylko mi, że zbyt łatwo nas oszukać. - kciukiem zaczął gładzić smoczoognika, który wręcz rozpłaszczył się na jego dłoni i pozwalał się głaskać, oczywiście nie zważając na ogon, który co jakiś czas wypuszczał kilka gorętszych iskierek. Niewystarczająco gorących, by sparzyć zgrubiałe dłonie rzemieślnika. - Ludzie tutaj pokładają dumę w przenikliwości i kłamstwie. - bo istotnie ważną cechą było dostrzeżenie kłamstwa, tak samo jak skorzystanie z niego. Szczególnie tutaj, szczególnie na tym marginesie społecznym gdzie takie zdolności były chlebem powszednim, z którego korzystał każdy. Nagminnie. Frajerem był ten, który tego nie robił.
- Mogę przejść się sam. Wypytam ludzi z Nokturnu o Thorana, a Ty tutaj zaczekasz na mnie. Co Ty na to? - posłał jej krótkie spojrzenie, ale zaraz wrócił do jaszczurki, wobec której czuł się trochę winny. Zamknął biednego Beksę w klatce, a ten padł ofiarą podstępu Thorana. I nie był niczemu winny... no prawie. I tak nie powinien zjadać czegoś z rąk nieznajomych.

Natychmiast zwrócił uwagę, że Geraldine mówiła ciszej i ciszej. Jej głos brzmiał mniej pewnie, bardziej drżąco, ale i słowa przekazywały prostą informację - strach. Esmé na moment zastygł w bezruchu, by zaraz podrzucić smoczoognika w powietrze, wypuszczając go z dłoni. Jaszczurka jeszcze chwilę krążyła przy nim, prosząc o dalszą atencję, której kaletnik nie potrafił jej teraz podarować. Jego ciemne, skupione spojrzenie powędrowało na Ger, bo pierwszy raz widział ją w takim stanie. Nie spodziewał się, że całe to zamieszanie z Doppelgangerem odciśnie aż takie piętno na niej. Musiał sporo nie wiedzieć, ale... wiedział tyle, ile się domyślał. Wiedział, że łowczyni mogła nie być przyzwyczajona do tego rodzaju pojedynków z potworami. Ta walka była nieoczywista, była jak z człowiekiem, który chciał cię zniszczyć w społeczeństwie. Ta walka nie należała do tych, które były domeną Ger. Tak podejrzewał Esmé. W tej domenie Rowle również nie błyszczał, lecz posiadał większą swobodę poruszania się.

Przełożył prawą rękę za jej plecy, łapiąc ją za ramię i przysuwając do siebie, pochylając ją w swoją stronę, by oparła się o niego, przytulając ją w ten sposób. Liczył, że nie będzie stawiać oporów, bo zdecydowanie nie posiadał warunków fizycznych, by zmusić Ger do przytulenia. Chwilę nic nie mówił, po prostu trzymał ją w objęciu, gładząc dłonią po jej ramieniu. Czasami lepiej było chwilę pomilczeć, dać wybrzmieć akcjom, a nie słowom.

- Możesz nocować u mnie, póki to się nie skończy. - mruknął półgłosem, bo w tym momencie wcale nie musiał mówić głośniej. - Mam duże łóżko, ale mogę spać na kanapie, jeżeli nie chcesz go dzielić. - nie miał na myśli żadnych intymnych zbliżeń. Nie chciał po prostu, aby Geraldine czuła, że tamten koszmar może się powtórzyć. Że znów będzie leżeć niezdolna do ruchu, gdy potwór był... jak na wyciągnięcie ręki. To uczucie bezsilności musiało być tym bardziej bolesne dla łowcy, który pewnie zawsze odczuwał, że ma możliwości. Nawet jeżeli niewystarczające, to chociaż mógł próbować, mógł walczyć, a nie być sparaliżowanym, czekając na dalszy obrót sytuacji. Zawierzając swoje życie... czemuś. Temu czemuś. - Mówię poważnie. - oferował to jak przyjaciel, a nie jak wspólnik, potencjalny partner czy osoba zauroczona. Poniekąd nie chciał, by się bała, ale głównym powodem była jednak egoistyczna chęć, by nic jej się nie stało. Żadna krzywda, której przecież mógłby zapobiec, gdyby był obok. Fakt, nie znał się na walce, ale oboje mieli większe szanse z tą dziwaczną istotą, niż w pojedynkę.
- Masz kogoś od pieczętowania? Może chociaż takiego rodzaju kontaktów byś potrzebowała? - zmienił temat, by w razie czego Ger nie czuła się przymuszona do zgody lub trwania w niezręcznej sytuacji, gdyby jednak odmówiła. I rzeczywiście chciał wiedzieć czy już ma kogoś, kto pomoże jej powstrzymać Doppelgangera, bo... znał różnych ludzi. Zajmujących się różnymi rzeczami. A oni znali jeszcze różniejszych ludzi. Wystarczyło odezwać się w odpowiednim miejscu, a wiele stawało się możliwe. Ot, urok Nokturnu.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Esmé Rowle (16012), Geraldine Greengrass-Yaxley (13292)




Wiadomości w tym wątku
[12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esmé - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 20.07.2024, 20:53
RE: [12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esme - przez Esmé Rowle - 24.07.2024, 01:28
RE: [12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esme - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 24.07.2024, 11:29
RE: [12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esme - przez Esmé Rowle - 26.07.2024, 03:49
RE: [12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esme - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 26.07.2024, 10:55
RE: [12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esme - przez Esmé Rowle - 31.07.2024, 01:37
RE: [12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esme - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 31.07.2024, 11:10
RE: [12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esme - przez Esmé Rowle - 04.08.2024, 04:26
RE: [12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esme - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 04.08.2024, 20:24
RE: [12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esme - przez Esmé Rowle - 09.08.2024, 03:03
RE: [12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esme - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 13.08.2024, 10:06
RE: [12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esmé - przez Esmé Rowle - 18.08.2024, 16:08
RE: [12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esmé - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 18.08.2024, 21:05
RE: [12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esmé - przez Esmé Rowle - 28.08.2024, 02:33
RE: [12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esmé - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 30.08.2024, 23:42
RE: [12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esmé - przez Esmé Rowle - 08.09.2024, 02:14
RE: [12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esmé - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 14.09.2024, 11:31
RE: [12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esmé - przez Esmé Rowle - 27.09.2024, 03:30
RE: [12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esmé - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 03.10.2024, 11:43

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa