09.08.2024, 03:30 ✶
Szeptucha, oczywiście, miała rację, ale w ten niewygodny dla Ambrosii sposób, gdzie blondynka zdawała sobie sprawę że coś jej umykało. A kobieta nie miała najmniejszej ochoty mówić w języku ludzi normalnych i przyziemnych, dokładając tylko więcej kwiecistych i górnolotnych słów. Ale pomimo pewnej irytacji, nie wiedzieć czy ukierunkowaną w stronę Szeptuchy czy jej samej, McKinnon uśmiechnęła się do niej lekko, kiedy ta zwróciła się do niej nieco miększym tonem.
- Nie przyprowadzę - powiedziała, kładąc dłoń na zaciskających się na jej ramieniu palcach i w zapewniającym geście ściskając jej rękę.
Ruszyła w kierunku Louvaina, kiedy krępująca jego ruchy roślinność zaczęła ustępować i oddawać mu wolność. Mieli swój mały układ, ale w tym momencie miała trochę nadzieję, że zamiast tego Las Wisielców zmiażdży go i pochłonie w całości, na wieki zakopując jego szczątki gdzieś w swoim sercu. To jednak, byłoby zbyt piękne żeby być prawdziwym i blondynka wreszcie zatrzymała się przed nim, ale w ten niecierpliwy sposób, dając mu znać że nie chciała - nie - że nie powinni tu zostać zbyt długo.
- Wszystko wróci na swoje miejsce - podsumowała, bo prawdę powiedziawszy, Szeptucha nie powiedziała jej nic ponad to. Nic, co by się faktycznie liczyło i byłoby przydatne, albo raczej co byłoby przydatne dla Louvaina. - Limbo nie jest jej domeną, ale twierdziła że cokolwiek stamtąd wynieśliście, w końcu wróci na swoje miejsce. Jeśli wasz Pan coś z tego limbo zabrał, to zasady powinny stosować do wszystkich, którzy tam weszli. Czyli nie tyle czegoś wam brakuje, co macie czegoś za dużo.
- Nie przyprowadzę - powiedziała, kładąc dłoń na zaciskających się na jej ramieniu palcach i w zapewniającym geście ściskając jej rękę.
Ruszyła w kierunku Louvaina, kiedy krępująca jego ruchy roślinność zaczęła ustępować i oddawać mu wolność. Mieli swój mały układ, ale w tym momencie miała trochę nadzieję, że zamiast tego Las Wisielców zmiażdży go i pochłonie w całości, na wieki zakopując jego szczątki gdzieś w swoim sercu. To jednak, byłoby zbyt piękne żeby być prawdziwym i blondynka wreszcie zatrzymała się przed nim, ale w ten niecierpliwy sposób, dając mu znać że nie chciała - nie - że nie powinni tu zostać zbyt długo.
- Wszystko wróci na swoje miejsce - podsumowała, bo prawdę powiedziawszy, Szeptucha nie powiedziała jej nic ponad to. Nic, co by się faktycznie liczyło i byłoby przydatne, albo raczej co byłoby przydatne dla Louvaina. - Limbo nie jest jej domeną, ale twierdziła że cokolwiek stamtąd wynieśliście, w końcu wróci na swoje miejsce. Jeśli wasz Pan coś z tego limbo zabrał, to zasady powinny stosować do wszystkich, którzy tam weszli. Czyli nie tyle czegoś wam brakuje, co macie czegoś za dużo.
she was a gentle
sort of horror
sort of horror