09.08.2024, 10:36 ✶
[align=center]Gdzieś na boku z Norą[/center]
— No można! Niestety, tylko Greengrassowie to umieją, tak mi się wydaje, ale no... kiedy byłem mały bardzo liczyłem na to, że może mam chociaż trochę Greengrasowej krwi, w końcu Knieja jest... ee.. Knieja była całym moim światem i to byłoby naprawdę niesamowicie doskonałe, gdyby po śmierci można było po prostu wzrosnąć jako drzewo i być i czuć i śpiewać czasem pośród iinnyc drzew. — Rozmarzył się trochę, nie dało się tego ukryć, jego niebieskie oczy iskrzyły miłością do lasu, która była w nim od zawsze, ale też religijnością mimowolnie zakorzenioną przez rodziców, która omijała konwen i oficjalne sabaty na rzecz umiłowania przyrody, czy może tej konkretnej puszczy, która roztaczała nad nimi zielone, opiekuńcze parasole, a teraz cierpiała od działań Śmierciożerców.
Dla Samuela była to normalna rozmowa, totalnie nie spodziewał się tego co miało za moment nastąpić, nawet jeśli Nora właśnie powiedziała mu coś, czego po prostu nie zrozumiał zgodnie z jej intencją. Pociągnęła go na bok i posłusznie podążył za nią, ze smutkiem żegnając się ze stołami pełnymi pyszności, które zdążył ledwie posmakować.
— Nora nie musisz mi się tłumaczyć... ale... ale jak to przyjdzie...?— próbował nieudolnie wejść jej w słowo, gdy zaczęła się zwierzać, ale parła przed siebie, gdy tymczasem on spinał się coraz bardziej rozumiejąc w końcu do czego zmierza Nora, choć wciąż nie dopuszczając do siebie myśli, że mogłoby chodzić o niego. Jego wzrok momentanie uciekł w stronę zebanych roześmianych ludzi, w stronę rozmawiających przy barze. Choć obiecał, to odruchowo pomyślał o kim innym jako ojcu Mabel, o kimś kto pozostł przyjacielem, ale przyjaciele czasem ze sobą robili różne rzeczy. Prosił ją żeby oboje byli wobec siebie wierni, nie mógł przecież i nie chciał winić za czas, gdy się rozstali, za pocieszenie, które szukała w ramionach kogo innego. Przecież gdyby to było jego dziecko, powiedziałaby mu, prawda....? Muszla otulała go magią, nerwy jednak zostały mocno szarpnięte lękiem, zazdrością i... kolejnym zdaniem, które padło. Ale przecież... powiedziałaby mu?
Zobaczyła zmianę, ciężar ciszy, która zapadła między nimi, sztywność z jaką obrócił głowę ku niej, szeroko otwarte w zaskoczeniu oczy, wargi rozchylone w niemym pytaniu.
— Co...?— zapytał tylko głupio, nie mogąc wymyślić w tym momencie nic innego — Co chcesz mi powiedzieć?— wydusił po chwili pozbawionej oddechu, pozbawionej radości i swobody z jaką rozmawiał z nią ledwie chwile temu. Stał w nią wgapiony, czekając potwierdzenia wniosku, który powinien być oczywisty dla wielu, wielu osób. Nie był mistrzem matematyki, ale znał cykle rozrodcze wielu zwierząt w tym ludzi. Założył, to co założył gdy tylko dowiedział się o istnieniu Mabel i trzymał się tego żelazną ręką, bo przecież Nora, jego Nora powiedziałaby mu. Powiedziałaby mu, prawda?
— No można! Niestety, tylko Greengrassowie to umieją, tak mi się wydaje, ale no... kiedy byłem mały bardzo liczyłem na to, że może mam chociaż trochę Greengrasowej krwi, w końcu Knieja jest... ee.. Knieja była całym moim światem i to byłoby naprawdę niesamowicie doskonałe, gdyby po śmierci można było po prostu wzrosnąć jako drzewo i być i czuć i śpiewać czasem pośród iinnyc drzew. — Rozmarzył się trochę, nie dało się tego ukryć, jego niebieskie oczy iskrzyły miłością do lasu, która była w nim od zawsze, ale też religijnością mimowolnie zakorzenioną przez rodziców, która omijała konwen i oficjalne sabaty na rzecz umiłowania przyrody, czy może tej konkretnej puszczy, która roztaczała nad nimi zielone, opiekuńcze parasole, a teraz cierpiała od działań Śmierciożerców.
Dla Samuela była to normalna rozmowa, totalnie nie spodziewał się tego co miało za moment nastąpić, nawet jeśli Nora właśnie powiedziała mu coś, czego po prostu nie zrozumiał zgodnie z jej intencją. Pociągnęła go na bok i posłusznie podążył za nią, ze smutkiem żegnając się ze stołami pełnymi pyszności, które zdążył ledwie posmakować.
— Nora nie musisz mi się tłumaczyć... ale... ale jak to przyjdzie...?— próbował nieudolnie wejść jej w słowo, gdy zaczęła się zwierzać, ale parła przed siebie, gdy tymczasem on spinał się coraz bardziej rozumiejąc w końcu do czego zmierza Nora, choć wciąż nie dopuszczając do siebie myśli, że mogłoby chodzić o niego. Jego wzrok momentanie uciekł w stronę zebanych roześmianych ludzi, w stronę rozmawiających przy barze. Choć obiecał, to odruchowo pomyślał o kim innym jako ojcu Mabel, o kimś kto pozostł przyjacielem, ale przyjaciele czasem ze sobą robili różne rzeczy. Prosił ją żeby oboje byli wobec siebie wierni, nie mógł przecież i nie chciał winić za czas, gdy się rozstali, za pocieszenie, które szukała w ramionach kogo innego. Przecież gdyby to było jego dziecko, powiedziałaby mu, prawda....? Muszla otulała go magią, nerwy jednak zostały mocno szarpnięte lękiem, zazdrością i... kolejnym zdaniem, które padło. Ale przecież... powiedziałaby mu?
Zobaczyła zmianę, ciężar ciszy, która zapadła między nimi, sztywność z jaką obrócił głowę ku niej, szeroko otwarte w zaskoczeniu oczy, wargi rozchylone w niemym pytaniu.
— Co...?— zapytał tylko głupio, nie mogąc wymyślić w tym momencie nic innego — Co chcesz mi powiedzieć?— wydusił po chwili pozbawionej oddechu, pozbawionej radości i swobody z jaką rozmawiał z nią ledwie chwile temu. Stał w nią wgapiony, czekając potwierdzenia wniosku, który powinien być oczywisty dla wielu, wielu osób. Nie był mistrzem matematyki, ale znał cykle rozrodcze wielu zwierząt w tym ludzi. Założył, to co założył gdy tylko dowiedział się o istnieniu Mabel i trzymał się tego żelazną ręką, bo przecież Nora, jego Nora powiedziałaby mu. Powiedziałaby mu, prawda?