10.08.2024, 00:14 ✶
Podczas, gdy panna Yaxley bawiła się w najlepsze, bawiąc się kosztem staruszków, Erik pozostawał wstrząśnięty spotkaniem, w jakie został uwikłany. Pierwszym uczuciem, jakie go ogarnęło, gdy pozbyli się swoich starszych towarzyszy, było... Współczucie. W stosunku do pary młodej. Nie wyobrażał sobie, jak Perseusz zachowałby się w takiej sytuacji. Zawstydzenie? Wyznaczenie granic kosztem opinii? Niezręczność? Teraz już się nie dowie i, prawdę mówiąc, nawet się cieszył, że wyświadczył Percy'emu i Vesperze tę małą przysługę. Nie chciałby trafić na takich gości na własnym przyjęciu.
— Jeśli przez ''niezłe'' masz na myśli ''przerażające'', to zgadzam się z tobą w pełnej rozciągłości — stwierdził ze wzrokiem utkwionym w zamknięte drzwi. Westchnął ciężko i poprowadził Geraldine powolnym krokiem w stronę schodów, po których chwilę wcześniej sami się wspięli. — Prawdę mówiąc nie wiedziałem, że wśród konserwatystów lot na smoku jest uznawany za tak ważny życiowy przystanek. — Pokręcił powoli głową z minimalnym uśmiechem, który jednak zaraz przemienił się w grymas. — Słyszałaś coś o tym, jak to wygląda w przypadku kobiet?
Może nurkowanie z trytonami?, pomyślał przelotnie, starając się wyobrazić, co według konserwatywnych kobiet byłoby równie ważnym wydarzeniem, co znalezienie męża i urodzenie dziecka. To musiało być coś poważnego. Bądź co bądź, mało który czarodziej miał okazje często ujeżdżać smoka... U czarownic musiało to działać jakoś podobnie. A jeśli były w to zaangażowane jakieś magiczne stworzenia, to niewykluczone, że Geraldine przez swoją profesję wiedziała, o co chodzi!
— Oh, tak. Jesteśmy doskonale do siebie dopasowani. Powinniśmy poprosić Dolohova, żeby postawił nam partyjkę tarota. Kto wie, co byśmy tam zobaczyli? — zażartował, ściskając delikatnie rękę czarownicy. — Chociaż... Wiesz, osobiście uważam, że Geraldine Yaxley brzmi dużo lepiej niż Geraldine Longbottom. Jest bardziej dźwięczne. Nie, żebym nie doceniał propozycji, ale wolałbym nie ryzykować. Moja rodzina mogłaby cię wręcz powalić na kolana na dłuższą metę.
Gdyby nie to, że dużo chętniej oglądał się za przedstawicielami swojej własnej płci, to może nawet coś by z tego było. Geraldine nie dawała sobie w kaszę dmuchać, więc niewykluczone, że stałaby się jedną z niewielu osób, które potrafiła opanować jego głupotę. Inna sprawa, że cała reszta okoliczności mogła niekoniecznie zgrywać się z wizją ich ''idealnego'' związku. Erik pokręcił głową. Nie było sensu nad tym dywagować. Ger była dla niego przede wszystkim przyjaciółką. Sojuszniczką. Prawdopodobnie jedyną kobietą, której mógłby przyłożyć podczas treningu i nie zalać się wyrzutami sumieniami. Po co psuć ten idealny układ?
— Jeśli przez ''niezłe'' masz na myśli ''przerażające'', to zgadzam się z tobą w pełnej rozciągłości — stwierdził ze wzrokiem utkwionym w zamknięte drzwi. Westchnął ciężko i poprowadził Geraldine powolnym krokiem w stronę schodów, po których chwilę wcześniej sami się wspięli. — Prawdę mówiąc nie wiedziałem, że wśród konserwatystów lot na smoku jest uznawany za tak ważny życiowy przystanek. — Pokręcił powoli głową z minimalnym uśmiechem, który jednak zaraz przemienił się w grymas. — Słyszałaś coś o tym, jak to wygląda w przypadku kobiet?
Może nurkowanie z trytonami?, pomyślał przelotnie, starając się wyobrazić, co według konserwatywnych kobiet byłoby równie ważnym wydarzeniem, co znalezienie męża i urodzenie dziecka. To musiało być coś poważnego. Bądź co bądź, mało który czarodziej miał okazje często ujeżdżać smoka... U czarownic musiało to działać jakoś podobnie. A jeśli były w to zaangażowane jakieś magiczne stworzenia, to niewykluczone, że Geraldine przez swoją profesję wiedziała, o co chodzi!
— Oh, tak. Jesteśmy doskonale do siebie dopasowani. Powinniśmy poprosić Dolohova, żeby postawił nam partyjkę tarota. Kto wie, co byśmy tam zobaczyli? — zażartował, ściskając delikatnie rękę czarownicy. — Chociaż... Wiesz, osobiście uważam, że Geraldine Yaxley brzmi dużo lepiej niż Geraldine Longbottom. Jest bardziej dźwięczne. Nie, żebym nie doceniał propozycji, ale wolałbym nie ryzykować. Moja rodzina mogłaby cię wręcz powalić na kolana na dłuższą metę.
Gdyby nie to, że dużo chętniej oglądał się za przedstawicielami swojej własnej płci, to może nawet coś by z tego było. Geraldine nie dawała sobie w kaszę dmuchać, więc niewykluczone, że stałaby się jedną z niewielu osób, które potrafiła opanować jego głupotę. Inna sprawa, że cała reszta okoliczności mogła niekoniecznie zgrywać się z wizją ich ''idealnego'' związku. Erik pokręcił głową. Nie było sensu nad tym dywagować. Ger była dla niego przede wszystkim przyjaciółką. Sojuszniczką. Prawdopodobnie jedyną kobietą, której mógłby przyłożyć podczas treningu i nie zalać się wyrzutami sumieniami. Po co psuć ten idealny układ?
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞