10.08.2024, 13:39 ✶
Miałem wrażenie, że wśród innych cyrkowców zaczynałem czuć się lepiej, jakoś tak luźniej. Nie to, co w tej ciemnej, pustej przyczepie nad dokumentami. Nie otwierałem ostatnio okna, więc był zaduch... Może po prostu brakowało mi powietrza? Pełnego chałstu, a nie tych przepełnionych bólem skrawków?
Cóż, było mi lżej. Nawet nie pomyślałem o tych ciastkach, co to je zjadłem, że to one mogły zawierać niedozwolone już specyfiki. I jeszcze tak elegancko trafiłem w sęk, że czego można było chcieć więcej...? Co najwyżej kuponu na loterię, tylko teraz faktycznie wygranego i przy tym nieprzeterminowanego.
Flynn milczał. Jakżeby inaczej! Ale nie psułem sobie tym humoru. Skupiłem się na obgryzaniu kukurydzy i... przybyciu Jima, bo ten jego gest faktycznie sprawił, że zamarłem. Spodziewałem się komunikatu o tym, że na biednego zaspanego Nicholasa szykował się Sąd Ostateczny za bycie śpiochem, ale... Ale na szczęście bądź nieszczęście - to nie to. Coś o wiele gorszego...Czułem tę woń, znałem ją aż za dobrze.
Wskazałem paluchem na zadowolonego Jima... Tym razem to chyba ja zamierzałem ten Sąd wezwać, bo to się naprawdę prosiło o gromy z niebios. Zerknąłem na biedną Fiery, dla której to chciałem jak najlepiej, czyli wyleczenia się z nałogu, a zaraz potem znowu na Jima. Nie spodziewałem się po nim takich zagrywek.
- JIM! MAMY ZAKAZ ZIOŁA W CYRKU! - krzyknąłem, podnosząc się nieco ze swojego miejsca, ale tylko nieco i w dodatku na chwilę, bo zaraz padłem z powrotem na swoje dupsko, zanosząc się śmiechem. Szczerym, beztroskim śmiechem. Co było takiego zabawnego...? Że się ujarałem. Ujarałem się, mimo że zakazywałem ujarywania się. Kiedy ja jarałem?! Nie jarałem, a się ujarałem. I tak dalej. - Czy ja... Czy ja... Tym... Fiery, dodałaś coś DO TYCH ciastek?! - zapytałem rozbawiony, chociaż wcale nie było to zabawne, ale jednak było. Co począć?! Śmiałem się i było mi tak lekko. Chyba właśnie tego potrzebowałem.
Ale kiedyś będziemy mieli do pogadania. Tak, ale zdecydowanie nie teraz.
Cóż, było mi lżej. Nawet nie pomyślałem o tych ciastkach, co to je zjadłem, że to one mogły zawierać niedozwolone już specyfiki. I jeszcze tak elegancko trafiłem w sęk, że czego można było chcieć więcej...? Co najwyżej kuponu na loterię, tylko teraz faktycznie wygranego i przy tym nieprzeterminowanego.
Flynn milczał. Jakżeby inaczej! Ale nie psułem sobie tym humoru. Skupiłem się na obgryzaniu kukurydzy i... przybyciu Jima, bo ten jego gest faktycznie sprawił, że zamarłem. Spodziewałem się komunikatu o tym, że na biednego zaspanego Nicholasa szykował się Sąd Ostateczny za bycie śpiochem, ale... Ale na szczęście bądź nieszczęście - to nie to. Coś o wiele gorszego...Czułem tę woń, znałem ją aż za dobrze.
Wskazałem paluchem na zadowolonego Jima... Tym razem to chyba ja zamierzałem ten Sąd wezwać, bo to się naprawdę prosiło o gromy z niebios. Zerknąłem na biedną Fiery, dla której to chciałem jak najlepiej, czyli wyleczenia się z nałogu, a zaraz potem znowu na Jima. Nie spodziewałem się po nim takich zagrywek.
- JIM! MAMY ZAKAZ ZIOŁA W CYRKU! - krzyknąłem, podnosząc się nieco ze swojego miejsca, ale tylko nieco i w dodatku na chwilę, bo zaraz padłem z powrotem na swoje dupsko, zanosząc się śmiechem. Szczerym, beztroskim śmiechem. Co było takiego zabawnego...? Że się ujarałem. Ujarałem się, mimo że zakazywałem ujarywania się. Kiedy ja jarałem?! Nie jarałem, a się ujarałem. I tak dalej. - Czy ja... Czy ja... Tym... Fiery, dodałaś coś DO TYCH ciastek?! - zapytałem rozbawiony, chociaż wcale nie było to zabawne, ale jednak było. Co począć?! Śmiałem się i było mi tak lekko. Chyba właśnie tego potrzebowałem.
Ale kiedyś będziemy mieli do pogadania. Tak, ale zdecydowanie nie teraz.