Ucieczka w tej chwili byłaby zapewne tylko trochę mniej straszna niż przeprosiny za pocałunek, który zresztą samemu się zaczęło. Albo mówienie, że to był błąd. Och, jeśli Sauriel tylko prowadził listę najgorszych rzeczy, które z pewnością wpłynęłyby na tę relację i to nie w sposób „ale będzie tak, jak dawniej?” to było to właśnie to. Ale Victoria nie była głupia i wręcz… spodziewała się, że Rookwood mógłby odwalić taki numer. Nie to, że celowo najpierw ją całować, a potem uciekać, ale w tym, jaki był pogubiony i wystraszony wielu rzeczy – byłby do tego zdolny.
I jednocześnie Victoria miała wielką nadzieję, że tego nie zrobi, bo by chyba nie zniosła kolejnego zamętu w… sercu i głowie. Ledwo poukładała sobie jedną rzecz, jakoś wzięła się w garść, ale dostać taki cios teraz… Chyba nawet nie wiedziałaby jak zareagować. Już teraz nie wiedziała co ma zrobić! A to przecież nie tak, że to był jej pierwszy w życiu pocałunek – a jednak… trochę tak się czuła. Dlaczego? Może dlatego, że miał większe znaczenie niż każdy poprzedni? Bo był z osobą, do której żywiła uczucia? Sama nie potrafiła tego nazwać i wcale nie oczekiwała, że nagle Sauriel będzie miał na to odpowiednie słowa – kto jak kto, ale nie tego się po nim spodziewała. Nie, znając historię ich relacji. Burzliwej? Skomplikowanej? A może właśnie całkowicie prostej, bo to się chyba robiło bardzo proste…
– Aha? – wyrwało jej się nie mniej mądrze na jego odzywkę o połykaniu. W jego ustach zabrzmiało to zdecydowanie bardziej dwuznacznie niż mogło i chyba nie chciała sobie tego wyobrażać w ten sposób. Wypuściła powietrze przez usta. – Na szczęście tego połykać nie musisz – w niej też była niepewność, to nie tak, że to było jednostronne, a może nawet była tym większa, bo niewiele już rozumiała z tego, co się między nimi działo i co odczuwał Sauriel, albo czego od niej chciał czy raczej czego nie chciał (a nic od niej przecież nie chciał… tak powiedział, a potem ją pocałował).
Chyba nigdy nie czuła się tak niepewnie, jak teraz. Tak niezręcznie po pocałunku. Tak, że nie wiedziała, co ma robić, czy robić cokolwiek, a może coś powiedzieć? Może lepiej było się nie odzywać i poczekać… Tylko poczekać na co właściwie? Aż Sauriel coś powie? A co jeśli nigdy nie powie nic? Mieli udawać, że w sumie, to nic nie miało miejsca? Wymazać to sobie z pamięci? A może on czekał aż ona coś powie…? Bo to nie tak, że było jej źle, że wolałaby udawać, że to się nie wydarzyło. Ale bała się cokolwiek powiedzieć i zapytać, żeby nie było tak, jak ostatnio. Nie chciała usłyszeć, że jest inspiracją do życia, której nie kocha, a później usłyszeć, że w sumie to nie ma szans, a później patrzeć jak ta ukochana osoba próbuje się zabić – i wszystko przez jedno niewinne pytanie. Może jednak lepiej czasami nic nie mówić…
Tylko czy to milczenie i udawanie służyło komukolwiek z nich? Póki co jednak milczała i kotłowała się w myślach, nie potrafiąc się jednak nie uśmiechnąć leciutko – bo to przecież było bardzo, bardzo miłe. Uskrzydlające wręcz i wcale nie obrzydliwe. Milczała i tylko te jej uderzenia serca mogły wyznaczać czas i rytm miejsca, kiedy Sauriel stał w tych okularach, z bezoarem w buzi, i nie była w stanie z niego absolutnie nic wyczytać.
– Wcale żadne z nas nie jest czarodziejem i wystarczy jeden ruch, żeby go wysuszyć – odparła, kiedy wyciągnęła dłoń po bezoar i kamyk po chwili znowu był w jej ręce. – Nape- – och, dobrze ją znał. Bo już otworzyła buzię i zaczęła mówić, ale urwała w półsłowa, kiedy Sauriel tak bardzo zaakcentował, że wszystko jest dobrze. Była to pewna ulga i Victoria westchnęła ponownie, po czym pokiwała głową i schowała kamyk do pudełka. Dopiero wtedy ponownie spojrzała na Rookwooda i musiała przyznać, że jest na straconej pozycji. On miał okulary, a ona nie i czarnowłosy mógł sobie z niej czytać jak z otwartej księgi… pomijając, że była oklumentką. Przygryzła dolną wargę, może nawet nieco nerwowo, ale to wcale nie ze strachu – bo zęby, jakie jej teraz pokazał, wcale nie powodowały, że miała ochotę uciec.
– Dziękuję – nie dziękowała za to, że oddał jej bezoar. Nie był głupi, przecież musiał wiedzieć za co… Victoria nie wiedziała, co mogłaby innego powiedzieć, alternatywą było nie mówić nic, albo zapaść się pod ziemię.