Sugestia może i była absurdalna, ale niestety - Penny właśnie w ten sposób się czuła. Wydawało jej się, że dla Terry'ego była obecnie jedynie problemem. Kimś, kogo u swojego boku nie chciał widzieć. Kimś, kto uparcie zawracał mu głowę i ciągle przeszkadzał. Zarazem Trelawney nie mógł się jej tak po prostu pozbyć. Może nie był w stanie tego zrobić? Nie potrafił powiedzieć jej tego wprost? Mogła mu w tym pomóc.
Może nawet pomóc mu w tym powinna?
Była przy tym jak najbardziej poważna. Naprawdę czuła ten cały smutek. Odrzucenie. I inne, niezbyt przyjemne emocje. Całą ich gamę. Nie trzeba było wiele, żeby zauważyć, że coś było z nią nie tak. Nie w porządku. Być może właśnie dlatego.
– Tak, dokładnie o to… - te słowa ją cholernie zabolały. Nie odebrała tego jako żart. Zamiast tego wzięła to do siebie. Potraktowała aż nadto poważnie. I to mimo tego, że Trelawneya znała przecież od dawna. Wydawało się, że powinna być w tym przypadku po prostu... po prostu mądrzejsza? Niestety, Penny wcale taka nie była.
I właśnie z tego powodu, tak trudno było teraz się z nią porozumieć. Terry zadawał pytania, a ona skupiona pozostawała na swoich emocjach. Na tym, co właśnie czuła. Jak się czuła. Nie chciała współpracować. Chciała płakać. A może nawet rzucić się na prosto na trawę i płakać. Z tego też powodu na pierwsze pytanie nawet nie odpowiedziała. Czy ona je w ogóle zarejestrowała? Można było mieć co do tego wątpliwości. Nie wyglądało bowiem na to, żeby do Weasley docierało zbyt wiele.
Zareagowała dopiero w chwili, kiedy sięgnął do jej ręki. Odwróciła się w jego stronę. Spojrzała na przyjaciela. Ten zaś mógł zauważyć spływające po policzkach łzy oraz błyszczące wręcz od nich oczy. Zarejestrować zaczerwieniony lekko nos, którym ruda pociągała. Starała się nad sobą zapanować? Nawet jeśli, to z dość marnym skutkiem. Ot, nie za bardzo jej to wychodziło.
- Co? Co to ma do... - nie dokończyła. Nie była też pewna jak powinna na to zareagować. Zabrać rękę? Cofnąć się? Posłać Terry'ego w diabły? Tak bardzo chciała, żeby się nie odsuwał. Tak bardzo chciała, żeby nie pozwolił jej się odsunąć.
Zainteresowany tym, jakie błyskotki Penny na sobie miała, mógł dostrzec na jej nadgarstku i palcach to, co nosiła zwykle. Na szyi też nie było nic nowego. Ot, tylko wisiorek z jaspisem. Bransoletkę miała z jakimiś kamieniami. Czy to istotne? Kilka pierścionków na palcach. Naprawdę nie wyglądało na to, żeby do tego dość licznego grona dołączyło coś nowego. Ale może wcale dołączyć nie musiało?
- N-nie ch-chce Twojej litości. - nadal zasmarkana, nadal zapłakana, nie chciała tak po prostu się na to zgodzić. I to pomimo tego, że wszystko w niej zdawało się wołać, że właśnie tego teraz potrzebowała. Jego wsparcia. Bliskości. Ciepłego napoju, który nie tylko ogrzałby ręce, ale też rozgrzał rudą od środka. Może jeszcze warto byłoby dodać do tego koc, którym mogłaby się po prostu otulić. Tak dla większego komfortu.
Mimo wypowiedzianych słów, nie protestowała szczególnie gorąco. Nie próbowała się Terry'ego pozbyć. Odsunąć od siebie. Odepchnąć. Nie była w stanie tego zrobić. Pociągając kolejny raz nosem, pozwoliła mu otoczyć się ramieniem. W zasadzie, to przy tej okazji nawet sama się w Terry'ego wtuliła. I jeśli tylko zaczął ją prowadzić w znanym zapewne sobie kierunku, to niczego mu tutaj nie utrudniała.
A przynajmniej nie utrudniała na tyle, żeby to stanowiło faktyczny problem.