11.08.2024, 21:04 ✶
Roselyn uśmiechnęła się. Była to mieszanina złośliwości i niewinności - połączenie, które z pozoru było niemożliwe do uzyskania, a jednak jej się udało. Pełne usta były wygięte ku górze, ale w oczach płonęły iskierki. Tęczówki odbijały światło świec oraz leniwie krążący w powietrzu dym. Jednocześnie w spojrzeniu, którym obdarzyła Antka, czaiła się jakaś taka drapieżność, trudna do nazwania i sklasyfikowania. Być może była tam też domieszka mściwości. W końcu to była jego wina, prawda?
- Ciesz się, jeżeli tylko na głowie skończy - powiedziała, przekrzywiając swoją głowę lekko na prawo. Zaciągnęła się lekko, tak jak lekko mówiła o tym, co Thomas mógłby zrobić Borginowi, gdyby się dowiedział, w jakich miejscach przebywa Rose. - Mój ojciec... Cóż, nie powiem, że zna się na ludziach, ale zna się na mnie. Być może nie wierzy do końca w naszą "miłość".
Powiedziała ściszonym głosem, a po raz pierwszy na jej twarzy odbiło się zwątpienie. Bo przecież do tej pory była pewna, że mieli plan idealny. Wszystko było ustalone, rozpisane w kalendarzu (Rose nawet użyła przepięknego, kolorowego atramentu, żeby podkreślić kilka przyszłych dat ich spotkań oraz zasady), ale... Być może za mało się starali?
Jej rozważania przerwał dotyk jego palców. Otoczył jej własne, które ściskały szklankę z whisky. Drgnęła, czując zadziwiające ciepło, bijące od jego skóry. Ciepło, które było zdecydowanie zbyt ciepłe. Alkohol sprawiał, że ludzka temperatura szybowała w górę - to stąd wypieki, stąd uczucie gorąca nawet jeżeli na zewnątrz mróz szczypał policzki trzeźwym ludziom. Anthony zdecydowanie miał dosyć. A jednak zachował na tyle przytomności umysłu, by się targować o jeden malutki łyk. Łyczek wręcz. Roselyn zmrużyła niebieskie oczy, nie zamierzając szarpać się z "narzeczonym" o szklankę. Dobrze, że odpuścił.
- Zmieniasz temat celowo, czy alkohol już tak uderzył ci do głowy, że wychodzi na wierzch twoja prawdziwa natura? - odparowała, odstawiając szklanicę na stół. Jeśli chce, niech ją weźmie. Niech weźmie ten jeden, malutki łyczek. A potem kolejny i kolejny. Znała zaklęcie, które sprawi, że nawet jeżeli padnie jak kłoda, to będzie w stanie go stąd wynieść. Tylko co z ich reputacją, o którą tak bardzo się bali? Posłała mu więc ostrzegawcze spojrzenie. - Jeden.
Sama upiła łyk ze swojej szklanki, przekornie odwracając wzrok. Od niechcenia spoczął on na jej dłoni i palcu serdecznym, na którym nie było w tej chwili żadnego pierścionka. Przez kilka uderzeń serca obserwowała swoją dłoń, myśląc.
- Co to znaczy, że nie jest aż tak oczywisty? - zapytała, po raz kolejny celowo ignorując większość zaczepek, które wystosował w jej stronę. Nie chciała dać się wciągnąć w tę grę, bo nie miała w niej zbyt dużego doświadczenia. Bała się, że Anthony sprowadzi ją do parteru, a potem pokona. A ona nienawidziła przegrywać.
- Ciesz się, jeżeli tylko na głowie skończy - powiedziała, przekrzywiając swoją głowę lekko na prawo. Zaciągnęła się lekko, tak jak lekko mówiła o tym, co Thomas mógłby zrobić Borginowi, gdyby się dowiedział, w jakich miejscach przebywa Rose. - Mój ojciec... Cóż, nie powiem, że zna się na ludziach, ale zna się na mnie. Być może nie wierzy do końca w naszą "miłość".
Powiedziała ściszonym głosem, a po raz pierwszy na jej twarzy odbiło się zwątpienie. Bo przecież do tej pory była pewna, że mieli plan idealny. Wszystko było ustalone, rozpisane w kalendarzu (Rose nawet użyła przepięknego, kolorowego atramentu, żeby podkreślić kilka przyszłych dat ich spotkań oraz zasady), ale... Być może za mało się starali?
Jej rozważania przerwał dotyk jego palców. Otoczył jej własne, które ściskały szklankę z whisky. Drgnęła, czując zadziwiające ciepło, bijące od jego skóry. Ciepło, które było zdecydowanie zbyt ciepłe. Alkohol sprawiał, że ludzka temperatura szybowała w górę - to stąd wypieki, stąd uczucie gorąca nawet jeżeli na zewnątrz mróz szczypał policzki trzeźwym ludziom. Anthony zdecydowanie miał dosyć. A jednak zachował na tyle przytomności umysłu, by się targować o jeden malutki łyk. Łyczek wręcz. Roselyn zmrużyła niebieskie oczy, nie zamierzając szarpać się z "narzeczonym" o szklankę. Dobrze, że odpuścił.
- Zmieniasz temat celowo, czy alkohol już tak uderzył ci do głowy, że wychodzi na wierzch twoja prawdziwa natura? - odparowała, odstawiając szklanicę na stół. Jeśli chce, niech ją weźmie. Niech weźmie ten jeden, malutki łyczek. A potem kolejny i kolejny. Znała zaklęcie, które sprawi, że nawet jeżeli padnie jak kłoda, to będzie w stanie go stąd wynieść. Tylko co z ich reputacją, o którą tak bardzo się bali? Posłała mu więc ostrzegawcze spojrzenie. - Jeden.
Sama upiła łyk ze swojej szklanki, przekornie odwracając wzrok. Od niechcenia spoczął on na jej dłoni i palcu serdecznym, na którym nie było w tej chwili żadnego pierścionka. Przez kilka uderzeń serca obserwowała swoją dłoń, myśląc.
- Co to znaczy, że nie jest aż tak oczywisty? - zapytała, po raz kolejny celowo ignorując większość zaczepek, które wystosował w jej stronę. Nie chciała dać się wciągnąć w tę grę, bo nie miała w niej zbyt dużego doświadczenia. Bała się, że Anthony sprowadzi ją do parteru, a potem pokona. A ona nienawidziła przegrywać.