11.08.2024, 22:13 ✶
Faktycznie, mógł wyrażać się w bardziej zrozumiały sposób. Walki w podejrzanych dzielnicach magicznego Londynu faktycznie były zupełnie inną parą kaloszy w porównaniu z rozgrywkami na terenie siedziby Srebrnych Różdżek czy towarzyskich pojedynków pokazowych na skwerku po uzyskaniu odpowiednich pozwoleń od Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów. W cieniu wysokich budynków Alei Śmiertelnego Nokturnu mogło wydarzyć się wiele i rzadko kiedy było to coś przyjemnego.
Oczywiste więc było, że etykieta między pretendentami nie były jedyną różnicą, gdy różdżka Brygadzisty czy Aurora krzyżowała się z różdżką przestępcy, czy handlarza z czarnego rynku. Wówczas dochodziło do starcia, które... W gruncie rzeczy w żadnym stopniu nie było sprawiedliwe. Postronnym mogła stać się krzywda, toteż na nich także trzeba było uważać. Złapanie złodzieja czy nawet pomniejszego czarnoksiężnika nie było warte ryzykowania czyjegoś życia. Bo Nokturn, chociaż uchodził za niebezpieczną dzielnicę, nie gromadził w dzielnicy, tylko podejrzanych typów. Niektórzy po prostu nie mieli wyboru.
— Może przynajmniej dostałbyś kartkę z gratulacjami od mojej siostry — rzucił, bo chociaż nie mógł mieć pewności, że Sauriel znał się z Brenną osobiście, tak mógł domniemywać, że jej reputacja już dawno wydarła się poza biura Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów. — Czasem mam wrażenie, że chętnie sama by mi przywaliła w głowę, żebym tylko był z nią bardziej... zgodny. Małe wstrząśnienie mózgu mogłoby to potencjalnie załatwić.
Uśmiechnął się krzywo. Wprawdzie nie podejrzewał siostry o podobne okrucieństwo, tak miał świadomość tego, że jego poglądy na pewne sprawy mocno ją martwiły. Zwłaszcza w obecnym klimacie społeczno-klimatycznym, kiedy to praktycznie każdemu wypadało patrzeć na ręce. Miał zbyt dużą wiarę w ludzi i pomimo serii ataków Śmierciożerców z minionych lat, jak i bliższych incydentów pokroju Beltane, dalej chciał wierzyć, że większości ludzi zależało przede wszystkim na tym, aby przetrwać i móc cieszyć się życiem. Nie doszukiwał się wszędzie zdrad, oszustw i nawet, na co poniektóre rody czystej krwi patrzył życzliwym okiem.
— Otworzę — potwierdził, przerzucając dwukrotnie różdżkę z jednej dłoni do drugiej i przesuwając się na swoje miejsce.
Gdy był gotów, wziął głęboki oddech i wykonał nagły ruch nadgarstkiem, splatając energię magiczną w pierwsze zaklęcie w ich wykonaniu, jakie miało tego wieczora rozświetlić tę salę. Jego celem było sięgnięcie po magię Kształtowania i uformowanie ognistej wstęgi, która miała polecieć prosto w Sauriela. Dosyć typowy jak na niego posunięcie rozpoczynające pojedynek. Podczas rozgrywek klubu pojedynków sięgał po niego dosyć często, jednak... Czy i teraz mógł zaufać swojej własnej magii? A może starcie z nieznanym w gruncie rzeczy oponentem stanie się jego przekleństwem?
Oczywiste więc było, że etykieta między pretendentami nie były jedyną różnicą, gdy różdżka Brygadzisty czy Aurora krzyżowała się z różdżką przestępcy, czy handlarza z czarnego rynku. Wówczas dochodziło do starcia, które... W gruncie rzeczy w żadnym stopniu nie było sprawiedliwe. Postronnym mogła stać się krzywda, toteż na nich także trzeba było uważać. Złapanie złodzieja czy nawet pomniejszego czarnoksiężnika nie było warte ryzykowania czyjegoś życia. Bo Nokturn, chociaż uchodził za niebezpieczną dzielnicę, nie gromadził w dzielnicy, tylko podejrzanych typów. Niektórzy po prostu nie mieli wyboru.
— Może przynajmniej dostałbyś kartkę z gratulacjami od mojej siostry — rzucił, bo chociaż nie mógł mieć pewności, że Sauriel znał się z Brenną osobiście, tak mógł domniemywać, że jej reputacja już dawno wydarła się poza biura Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów. — Czasem mam wrażenie, że chętnie sama by mi przywaliła w głowę, żebym tylko był z nią bardziej... zgodny. Małe wstrząśnienie mózgu mogłoby to potencjalnie załatwić.
Uśmiechnął się krzywo. Wprawdzie nie podejrzewał siostry o podobne okrucieństwo, tak miał świadomość tego, że jego poglądy na pewne sprawy mocno ją martwiły. Zwłaszcza w obecnym klimacie społeczno-klimatycznym, kiedy to praktycznie każdemu wypadało patrzeć na ręce. Miał zbyt dużą wiarę w ludzi i pomimo serii ataków Śmierciożerców z minionych lat, jak i bliższych incydentów pokroju Beltane, dalej chciał wierzyć, że większości ludzi zależało przede wszystkim na tym, aby przetrwać i móc cieszyć się życiem. Nie doszukiwał się wszędzie zdrad, oszustw i nawet, na co poniektóre rody czystej krwi patrzył życzliwym okiem.
— Otworzę — potwierdził, przerzucając dwukrotnie różdżkę z jednej dłoni do drugiej i przesuwając się na swoje miejsce.
Gdy był gotów, wziął głęboki oddech i wykonał nagły ruch nadgarstkiem, splatając energię magiczną w pierwsze zaklęcie w ich wykonaniu, jakie miało tego wieczora rozświetlić tę salę. Jego celem było sięgnięcie po magię Kształtowania i uformowanie ognistej wstęgi, która miała polecieć prosto w Sauriela. Dosyć typowy jak na niego posunięcie rozpoczynające pojedynek. Podczas rozgrywek klubu pojedynków sięgał po niego dosyć często, jednak... Czy i teraz mógł zaufać swojej własnej magii? A może starcie z nieznanym w gruncie rzeczy oponentem stanie się jego przekleństwem?
(Kształtowanie) Wyczarowanie wstęgi ognia x2
Rzut PO 1d100 - 9
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut PO 1d100 - 92
Sukces!
Sukces!
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞