11.08.2024, 22:23 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.08.2024, 22:24 przez Bard Beedle.)
Kolejna tura 15.08.72. Tutaj macie przesunięcie czasu i świt. Wciąż możecie pójść do zaklętej wody (na prywatach oczywiście też możecie bawić się kośćmi na drinki czy wodę). Zbieranie się dopiero w kolejnej turze. Jeśli ktoś chce, może wrzucić posta z opuszczeniem imprezy jeszcze przed przesunięciem, to spoko, można też spokojnie rzucić na początku posta oczywiście jakieś odpowiedzi na ostatnie linie dialogowe i podsumowania, co zrobił po nich, ale w dalszej części dobrze się odnieść do rana
.
*
Setki złocistych punktów przemknęły po nocnym niebie, jeden po drugim, a potem wygasły: deszcz Perseidów, ostatni tego lata przeminął. Wciąż jednak trwała zabawa – grała muzyka, Tedy serwował drinki (choć potem znów zrobił sobie drobną przerwę, by nieśmiało poprosić o taniec Dorę), na stołach czekały przekąski, a na grillu smażyło się mięso. Zabawa zaczęła powoli wygasać gdzieś po drugiej – kilku gości znikło, wracając do domów, parę osób zdecydowało się przejść po plaży w mroku, rozświetlanym tylko przez ogromny księżyc i miliardy gwiazd. Inni mogli przysiąść na kocach z drinkami, i skorzystać z wyciągniętych w pewnym momencie przez Brennę dodatkowych poduszek oraz podgrzewanych zaklęciami koców, czy to siedząc po prostu i spoglądając na fale, czy nawet przysypiając na plaży.
Niedługo przed piątą niebo na wschodzie zaczęło bladnąć, jakby coś wysysało z niego kolory, a potem, gdy czerń powoli pojaśniała, pojawiły się róż, złoto i odcienie fioletu, malujące barwami nie tylko niebo, ale także i morze. Powoli nadchodził świt.
Mewa przeleciała z krzykiem tuż nad wodą. Inna bezczelnie wylądowała na jednym ze stołów i triumfalnie uniosła ze sobą kawałek jabłka. Tedy kiwał się zaspany na jednym z koców, owinięty innym, w barwach Hufflepuffu – porzucił bar już dobre dwie godziny temu, tak że gościom pozostawały wina i piwa. Aurora znikła jakiś czas temu, pozostawiając po sobie całe mnóstwo szkiców, rozłożonych na stole, przytwierdzonych do niego muszelkami, by nie ukradł ich wiatr – przedstawiały uczestników imprezy, pojedynczo czy parami, scenki z zabawy: z tańca, z siedzenia na kocach, czy stania przy morzu albo… jeżdżenia na niedźwiedziu – i kto chciał, mógł go sobie zabrać albo wyrzucić, upewniając, że nie pozostanie żaden ślad po jego obecności tutaj. Aurora żadnego nie zabrała ze sobą.
Zaczynał się nowy dzień.
![[Obrazek: _132749204_devontorquayfayerae2702.jpg]](https://ichef.bbci.co.uk/news/976/cpsprodpb/9D66/production/_132749204_devontorquayfayerae2702.jpg)
.*
Setki złocistych punktów przemknęły po nocnym niebie, jeden po drugim, a potem wygasły: deszcz Perseidów, ostatni tego lata przeminął. Wciąż jednak trwała zabawa – grała muzyka, Tedy serwował drinki (choć potem znów zrobił sobie drobną przerwę, by nieśmiało poprosić o taniec Dorę), na stołach czekały przekąski, a na grillu smażyło się mięso. Zabawa zaczęła powoli wygasać gdzieś po drugiej – kilku gości znikło, wracając do domów, parę osób zdecydowało się przejść po plaży w mroku, rozświetlanym tylko przez ogromny księżyc i miliardy gwiazd. Inni mogli przysiąść na kocach z drinkami, i skorzystać z wyciągniętych w pewnym momencie przez Brennę dodatkowych poduszek oraz podgrzewanych zaklęciami koców, czy to siedząc po prostu i spoglądając na fale, czy nawet przysypiając na plaży.
Niedługo przed piątą niebo na wschodzie zaczęło bladnąć, jakby coś wysysało z niego kolory, a potem, gdy czerń powoli pojaśniała, pojawiły się róż, złoto i odcienie fioletu, malujące barwami nie tylko niebo, ale także i morze. Powoli nadchodził świt.
Mewa przeleciała z krzykiem tuż nad wodą. Inna bezczelnie wylądowała na jednym ze stołów i triumfalnie uniosła ze sobą kawałek jabłka. Tedy kiwał się zaspany na jednym z koców, owinięty innym, w barwach Hufflepuffu – porzucił bar już dobre dwie godziny temu, tak że gościom pozostawały wina i piwa. Aurora znikła jakiś czas temu, pozostawiając po sobie całe mnóstwo szkiców, rozłożonych na stole, przytwierdzonych do niego muszelkami, by nie ukradł ich wiatr – przedstawiały uczestników imprezy, pojedynczo czy parami, scenki z zabawy: z tańca, z siedzenia na kocach, czy stania przy morzu albo… jeżdżenia na niedźwiedziu – i kto chciał, mógł go sobie zabrać albo wyrzucić, upewniając, że nie pozostanie żaden ślad po jego obecności tutaj. Aurora żadnego nie zabrała ze sobą.
Zaczynał się nowy dzień.
![[Obrazek: _132749204_devontorquayfayerae2702.jpg]](https://ichef.bbci.co.uk/news/976/cpsprodpb/9D66/production/_132749204_devontorquayfayerae2702.jpg)