11.08.2024, 22:52 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.08.2024, 22:53 przez Basilius Prewett.)
– Ja... Chyba muszę się nad tym zastanowić – powiedział, uznając że jeśli będzie nad tym dzisiaj myślał nawet chwilę dłużej, to chyba zwariuje, potknie się przez to szaleństwo na schodach i sam zostanie kolejnym zagrożeniem dla życia Brenny. Czy któraś z tych teorii miała sens? Niby tak. To znaczy inaczej, żadna z nich nie brzmiała, jak całkowity stek bzdur, który należało zlekceważyć. O klątwach pokoleniowych siłą rzeczy się uczył, natomiast jeśli chodziło o gwiazdy, to nauka o ich niekorzystnych układach nie była raczej czymś, co go ogromnie fascynowało, ale miał przecież dokładnie zapisane daty wszystkich ich spotkań (w niektórych przypadkach zanotował nawet godzinę), więc pewnie gdyby poprosić o pomoc eksperta dałoby się temu przyjrzeć.
Jedno było jednak pewne. Z jakiegoś powodu ciągle spotykali się w te szczegolne daty i zakładał, że miało to jakąś przyczynę. I raczej nie była to kwestia tego, że już jako dziecko nie za bardzo chciał jeść mięso na co ciotka Ethel mówiła Jeśli nie zjesz całego obiadu, to przyjdzie po ciebie Longbottom i przekona cię byś nie chodził do kasyn. Zmarszczył brwi. To chyba nie była normalna rzecz do mówienia dziecku.
– Nic ci nie jest? – spytał podbiegając do Brenny. – Na Matkę, przepraszam, nie chciałem, chciałem tylko odepchnąć cię od chmury. – powiedział, obrzucając ją kontrolnym spojrzeniem. Głową? Była. Wszystko na głowie? Było. Ręcę? Żywe. Nogi? Tak samo, chociaż w butach miała dziury. A potem spojrzał na wyżartą w podłodze dziurę i zbladł jeszcze bardziej. I wtedy chmura pojawiła się znowu i walnęła piorunem tuż obok Brenny. Basilius odwrócił się jakby wstąpiły w niego nowe siły i przyjrzał się wszystkim na korytarzu, obrzucając każdego znacznie bardziej zirytowany spojrzeniem, niż planował.
– Kto czaruje te chmurę? Przyznać się.
Nikt się nie przyznał.
Jedno było jednak pewne. Z jakiegoś powodu ciągle spotykali się w te szczegolne daty i zakładał, że miało to jakąś przyczynę. I raczej nie była to kwestia tego, że już jako dziecko nie za bardzo chciał jeść mięso na co ciotka Ethel mówiła Jeśli nie zjesz całego obiadu, to przyjdzie po ciebie Longbottom i przekona cię byś nie chodził do kasyn. Zmarszczył brwi. To chyba nie była normalna rzecz do mówienia dziecku.
– Nic ci nie jest? – spytał podbiegając do Brenny. – Na Matkę, przepraszam, nie chciałem, chciałem tylko odepchnąć cię od chmury. – powiedział, obrzucając ją kontrolnym spojrzeniem. Głową? Była. Wszystko na głowie? Było. Ręcę? Żywe. Nogi? Tak samo, chociaż w butach miała dziury. A potem spojrzał na wyżartą w podłodze dziurę i zbladł jeszcze bardziej. I wtedy chmura pojawiła się znowu i walnęła piorunem tuż obok Brenny. Basilius odwrócił się jakby wstąpiły w niego nowe siły i przyjrzał się wszystkim na korytarzu, obrzucając każdego znacznie bardziej zirytowany spojrzeniem, niż planował.
– Kto czaruje te chmurę? Przyznać się.
Nikt się nie przyznał.