11.08.2024, 23:47 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.08.2024, 23:49 przez Basilius Prewett.)
Basilius, po tym jak wywalił na siebie talerz z jedzeniem, który podsuneła mu Brenna, poszedł po kolejne piwo, a potem wrócił na swój koc, by w spokoju poobserwować gwiazdy i w końcu nieco odpocząć. Po jakimś czasie jednak Atreus zaciągnął go na spacer na co ten się chętnie zgodził.
– W porządku. A ty? – odpowiedział krótko, ale jego kuzyn mógł zauważyć, że Prewettowi wciąż towarzyszyła ta dziwna energia co na początku, sugerując że chyba było lepiej, niż po prostu w porządku. Basilius może i był blady jak zwykle, a pod jego oczami dało się zauważyć sine plamy, ale jednak jego kroki na chrzeszczącym piasku, wydawał się szybsze niż zwykle, a ciemne oczy błyszczały jakoś tak weselej. Muszla, którą miał na szyi, może nie dodawała jakoś szalenie dużo energii, ale wystarczyło jej na tyle, by wpłynąć również na pozytywne nastawienie Prewetta. Nic tylko czekać, aż przestanie działać, a on się potknie i rozwali nos. Najśmieszniejsze w sumie było to, że nie miał pojęcia, jak jego organizm się potem zachowa, bo przecież równie dobrze nadwrężone zbyt dużym wysiłkiem, na które naturalnie nie miało tyle energii ciało, mogło później po prostu odmówić współpracy, ale przecież bez ryzyka nie było zabawy. Niby mógłby się poradzić w tej sprawie Florence, ale... Nie chciał.
– Millie? – zdziwił się, gdy zbliżali się do ukrywających wodę skałek. Czasami zapominał, że nie wszyscy reagowali dobrze na jego klnącą i zakładającą dziwne rzeczy na temat cudzej seksualności przyjaciółkę od kawy i czerstwych bułek o dziwnych godzinach nocnych, która krzyczała, że ją truł, gdy dawał jej witaminy. – Wiesz, Millie w rzeczywistości potrafi być całkiem sympatyczna. – Ale to chyba dobrze, że Moody wciąż wywoływała w ludziach mieszane uczucia. Znacznie bardziej wolał, by ktoś na nią narzekał, niż mówił, jak to po pobycie w Lecznicy jego przyjaciółka stała się pasywnym zombie bez żadnej energii. Zmarszczył brwi. – Zresztą, bazując na tym co słyszałem o weselu Blacków, sam powinieneś o tym doskonale wiedzieć – powiedział, zerkając uważnie na kuzyna.
– W porządku. A ty? – odpowiedział krótko, ale jego kuzyn mógł zauważyć, że Prewettowi wciąż towarzyszyła ta dziwna energia co na początku, sugerując że chyba było lepiej, niż po prostu w porządku. Basilius może i był blady jak zwykle, a pod jego oczami dało się zauważyć sine plamy, ale jednak jego kroki na chrzeszczącym piasku, wydawał się szybsze niż zwykle, a ciemne oczy błyszczały jakoś tak weselej. Muszla, którą miał na szyi, może nie dodawała jakoś szalenie dużo energii, ale wystarczyło jej na tyle, by wpłynąć również na pozytywne nastawienie Prewetta. Nic tylko czekać, aż przestanie działać, a on się potknie i rozwali nos. Najśmieszniejsze w sumie było to, że nie miał pojęcia, jak jego organizm się potem zachowa, bo przecież równie dobrze nadwrężone zbyt dużym wysiłkiem, na które naturalnie nie miało tyle energii ciało, mogło później po prostu odmówić współpracy, ale przecież bez ryzyka nie było zabawy. Niby mógłby się poradzić w tej sprawie Florence, ale... Nie chciał.
– Millie? – zdziwił się, gdy zbliżali się do ukrywających wodę skałek. Czasami zapominał, że nie wszyscy reagowali dobrze na jego klnącą i zakładającą dziwne rzeczy na temat cudzej seksualności przyjaciółkę od kawy i czerstwych bułek o dziwnych godzinach nocnych, która krzyczała, że ją truł, gdy dawał jej witaminy. – Wiesz, Millie w rzeczywistości potrafi być całkiem sympatyczna. – Ale to chyba dobrze, że Moody wciąż wywoływała w ludziach mieszane uczucia. Znacznie bardziej wolał, by ktoś na nią narzekał, niż mówił, jak to po pobycie w Lecznicy jego przyjaciółka stała się pasywnym zombie bez żadnej energii. Zmarszczył brwi. – Zresztą, bazując na tym co słyszałem o weselu Blacków, sam powinieneś o tym doskonale wiedzieć – powiedział, zerkając uważnie na kuzyna.