12.08.2024, 08:46 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.08.2024, 08:55 przez Brenna Longbottom.)
Bardzo nie chciała uchodzić za zmęczoną, bo potem bliscy się o nią martwili, a przecież tak naprawdę, energii miała całkiem sporo, a tego ranka po prostu… trochę jej zabrakło przez ostatnie dwie doby czasu na sen, ale też próbowała tego nie pokazywać. Gdyby Lestrange wspomniał coś o tym, że kreuje się na nieogarniętą, to by się roześmiała, ale jakby powiedział, że na zmęczoną, już trochę by się przejęła, że trzeba bardziej się postarać. by na taką nie wyglądać. Było jednak pewnie w tym coś zabawnego, że chociaż każde z nich było podejrzliwe wobec drugiego, to chyba on był bardziej podejrzliwy od niej.
Nie, żeby nie było tak, że oboje mają rację. Choć akurat to, że nigdy nie została aurorem nie było efektem żadnych kalkulacji, a podejścia do życia, pracy i charakteru.
Wzruszyła lekko, ledwo dostrzegalnie, ramionami, na pytające spojrzenie Rodolphusa. Jako żywo, nikt do tej pory nie wspominał jej o żadnych kradzieżach banków – Brenna w ogóle nie była pewna, jak miałoby do takiej kradzieży dojść. Oczyma wyobraźni już widziała wpychanie budynku do wielkiego wora, chociaż zakładała, że jednak takie kradzieże przebiegały inaczej, na przykład przez wymianę zarządu. Tylko jak tu wymienić gobliński zarząd, skoro tylko gobliny potrafiły bezpiecznie poruszać się w podziemiach?
Nie zdążyła mu odpowiedzieć na zarzut o bycie zbyt miłym – Brenna zresztą uważała, że być zbyt miłym jest trudno, i głównie dotyczy to sytuacji, w których ktoś cię paskudnie traktuje i wykorzystuje, a jednak czasem udawało się takie sytuacje uspokoić bez eskalacji. Niestety, tym razem Lestrange sięgnął po różdżkę, a goblin runął, chyba z zamiarem uduszenia go: chociaż jak chciał to zrobić, to Brenna nie miała pojęcia, musiałby chyba przystawić sobie jakiś stołek. Syknęła cicho, gwałtownie sięgając również po różdżkę, w próbie spętania mu rąk.
(kształtowanie)
Szybko rzucone zaklęcie zadziałało niezbyt mocno, zamiast kajdanek na dłoniach goblina pojawił się sznur, wystarczył jednak, by na krótką chwilę utrudnić manewrowanie rękami. A gobliny może i były małe, za to bywały cholernie silne - wystarczyło popatrzeć na te wszystkie ich posągi w Hogwarcie, z toporami i młotami, a Brenna aż za dobrze wiedziała, ile takie ważą. Doskoczyła do goblina, chcąc odciągnąć go od Rodolphusa.
- Państwa proszę o rozejście się! - zawołała do czarodziejów, próbując schwycić napastnika, w cichej nadziei, że chociaż oni skorzystają z okazji i uznają, że nie warto brać udziału w bójce i sprowadzać na siebie kłopotów. Bo jakby się przyłączyli, to ona totalnie nie miała przy sobie wystarczająco dużo kajdanek, nie wspominając już o tym, że było wokół trochę za dużo ludzi na walkę ze wszystkimi.
(af)
Nie, żeby nie było tak, że oboje mają rację. Choć akurat to, że nigdy nie została aurorem nie było efektem żadnych kalkulacji, a podejścia do życia, pracy i charakteru.
Wzruszyła lekko, ledwo dostrzegalnie, ramionami, na pytające spojrzenie Rodolphusa. Jako żywo, nikt do tej pory nie wspominał jej o żadnych kradzieżach banków – Brenna w ogóle nie była pewna, jak miałoby do takiej kradzieży dojść. Oczyma wyobraźni już widziała wpychanie budynku do wielkiego wora, chociaż zakładała, że jednak takie kradzieże przebiegały inaczej, na przykład przez wymianę zarządu. Tylko jak tu wymienić gobliński zarząd, skoro tylko gobliny potrafiły bezpiecznie poruszać się w podziemiach?
Nie zdążyła mu odpowiedzieć na zarzut o bycie zbyt miłym – Brenna zresztą uważała, że być zbyt miłym jest trudno, i głównie dotyczy to sytuacji, w których ktoś cię paskudnie traktuje i wykorzystuje, a jednak czasem udawało się takie sytuacje uspokoić bez eskalacji. Niestety, tym razem Lestrange sięgnął po różdżkę, a goblin runął, chyba z zamiarem uduszenia go: chociaż jak chciał to zrobić, to Brenna nie miała pojęcia, musiałby chyba przystawić sobie jakiś stołek. Syknęła cicho, gwałtownie sięgając również po różdżkę, w próbie spętania mu rąk.
(kształtowanie)
Rzut W 1d100 - 3
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut W 1d100 - 21
Slaby sukces...
Slaby sukces...
Szybko rzucone zaklęcie zadziałało niezbyt mocno, zamiast kajdanek na dłoniach goblina pojawił się sznur, wystarczył jednak, by na krótką chwilę utrudnić manewrowanie rękami. A gobliny może i były małe, za to bywały cholernie silne - wystarczyło popatrzeć na te wszystkie ich posągi w Hogwarcie, z toporami i młotami, a Brenna aż za dobrze wiedziała, ile takie ważą. Doskoczyła do goblina, chcąc odciągnąć go od Rodolphusa.
- Państwa proszę o rozejście się! - zawołała do czarodziejów, próbując schwycić napastnika, w cichej nadziei, że chociaż oni skorzystają z okazji i uznają, że nie warto brać udziału w bójce i sprowadzać na siebie kłopotów. Bo jakby się przyłączyli, to ona totalnie nie miała przy sobie wystarczająco dużo kajdanek, nie wspominając już o tym, że było wokół trochę za dużo ludzi na walkę ze wszystkimi.
(af)
Rzut PO 1d100 - 86
Sukces!
Sukces!
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.