12.08.2024, 17:37 ✶
Sierpień zaczął się gwałtownie, później tylko przybrał na intensywności, ale w końcu wydawał się uspokajać. Przykazania ojca były jasne: niech nie wie nikt, nie zdradzaj nic... Bez uczuć - Charlie tak miał żyć. Lecz świat już wiedział. Wydawało mu się, że przechodnie wodzą za nim oczami, że pojawiają się uśmiechy, kątem oka wyłapał parę zwróconych w jego stronę palców, które równie dobrze mogły wskazywać zupełnie co innego. I chociaż miał świadomość, że rodzi się w nim paranoja i tak naprawdę nikt nie zwracał na niego większej uwagi, nie mógł pozbyć się wrażenia przesadnej, niechcianej popularności.
Rozum podpowiadał zamknięcie się w samotności i przeczekanie największej burzy, a mimo to, Charles postanowił na przekór swoim przekonaniom przemóc się i wyjść do ludzi. Pobliski lokal był pierwszym i jedynym wyborem, gdy nie znał żadnego porządnego magicznego pubu, a i nie był w nastroju na szukanie nowego miejsca. Zresztą, miał tylko napić się jednego, może dwóch piw i wrócić do domu. Nie sądził, by tego dnia znalazł towarzystwo, nie zwracał większej uwagi na innych gości lokalu. Daleki był od szukania kobiet wartych zagadnięcia, gdy ojciec jasno dał mu do zrozumienia, że miłostki powinien zostawić do czasu, aż się ustatkuje. Zatrudnienie wciąż było niewiadomą, samodzielne życie zaś pracą w toku.
Zatopiony w myślach nie spostrzegł nawet, jak nieznajomy zaszedł do baru, dopiero pojawiający się w zasięgu wzroku kieliszek nieco go otrzeźwił.
- Hm? - Podniósł wzrok na Lestrange'a, obracając się nieco na siedzeniu. Nie znał tej twarzy, nie przyglądał się jej jednak długo. - Tak, Charles. W czym mogę pomóc? - Zapytał niewinnie i poprosił w duchu wszystkich przodków, by znów nie chodziło o falliczne świeczki.
Rozum podpowiadał zamknięcie się w samotności i przeczekanie największej burzy, a mimo to, Charles postanowił na przekór swoim przekonaniom przemóc się i wyjść do ludzi. Pobliski lokal był pierwszym i jedynym wyborem, gdy nie znał żadnego porządnego magicznego pubu, a i nie był w nastroju na szukanie nowego miejsca. Zresztą, miał tylko napić się jednego, może dwóch piw i wrócić do domu. Nie sądził, by tego dnia znalazł towarzystwo, nie zwracał większej uwagi na innych gości lokalu. Daleki był od szukania kobiet wartych zagadnięcia, gdy ojciec jasno dał mu do zrozumienia, że miłostki powinien zostawić do czasu, aż się ustatkuje. Zatrudnienie wciąż było niewiadomą, samodzielne życie zaś pracą w toku.
Zatopiony w myślach nie spostrzegł nawet, jak nieznajomy zaszedł do baru, dopiero pojawiający się w zasięgu wzroku kieliszek nieco go otrzeźwił.
- Hm? - Podniósł wzrok na Lestrange'a, obracając się nieco na siedzeniu. Nie znał tej twarzy, nie przyglądał się jej jednak długo. - Tak, Charles. W czym mogę pomóc? - Zapytał niewinnie i poprosił w duchu wszystkich przodków, by znów nie chodziło o falliczne świeczki.