13.08.2024, 08:13 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.08.2024, 00:10 przez Anthony Shafiq.)
Świat stawał się znów wyraźniejszym, rzeczywistym miejscem, bliższym zmysłom, choć wciąż nieco przez pryzmat okoliczności – nierealnym. Poprzedni wspólny poranek, ten który przydarzył im się w lipcu, był w jego świeżych wspomnieniach dużo bardziej niezręczny, zwłaszcza w tym jak bardzo nie spodziewał się, że kiedykolwiek nastąpi. Wspólny poranek dziś niósł ze sobą nową jakość rozmarzenia się...
Erik burczał coś pod nosem, odwrócony do niego plecami. Jego poranny głos zdecydowanie przypominał złowrogi pomruk wielkiego wilka, który nie zjadł rano jeszcze żadnej owcy, czy innego czerwonego kapturka. Shafiq rzucił okiem w kierunku stoliczka i pomyślał przez ułamek sekundy o tym, że kilka słodkich bułeczek może temu łakomczuchowi nie wystarczyć, ale mając w pamięci, że skrzat jest gdzieś w okolicy przestał zwracać sobie tym głowę.
Kto by z resztą myślał o śniadaniu w takiej chwili?
Obrażony wulgaryzmami w grece gość nie otrzymał swojej odpowiedzi od razu. Zamiast niej mógł poczuć powiew chłodu zza siebie, gdy ktoś włamał się pod kołdrę, głównie po to, by wpasować się w tę żywą, przyjemnie ciepłą układankę. Chłodna dłoń prześlizgnęła się po żebrach na pierś, a za nią reszta ciała przylgnęła ciasno na całej linii wyznaczanej łukiem kręgosłupa i dalej linią nóg. Policzek intruza rozpłaszczył się między nagimi łopatkami, jego głowa znajdowała się obecnie pod kołdrą, ale najwidoczniej wcale mu to nie przeszkadzało. Uścisk na moment zciaśnił się zaborczym gestem.
– Pytasz tak, jakby Cię tam nie było. – odmruczał mu w końcu zza pleców Anthony, pozwalający własnej dłoni powrócić do wieczornej eksploracji tułowia.
Erik burczał coś pod nosem, odwrócony do niego plecami. Jego poranny głos zdecydowanie przypominał złowrogi pomruk wielkiego wilka, który nie zjadł rano jeszcze żadnej owcy, czy innego czerwonego kapturka. Shafiq rzucił okiem w kierunku stoliczka i pomyślał przez ułamek sekundy o tym, że kilka słodkich bułeczek może temu łakomczuchowi nie wystarczyć, ale mając w pamięci, że skrzat jest gdzieś w okolicy przestał zwracać sobie tym głowę.
Kto by z resztą myślał o śniadaniu w takiej chwili?
Obrażony wulgaryzmami w grece gość nie otrzymał swojej odpowiedzi od razu. Zamiast niej mógł poczuć powiew chłodu zza siebie, gdy ktoś włamał się pod kołdrę, głównie po to, by wpasować się w tę żywą, przyjemnie ciepłą układankę. Chłodna dłoń prześlizgnęła się po żebrach na pierś, a za nią reszta ciała przylgnęła ciasno na całej linii wyznaczanej łukiem kręgosłupa i dalej linią nóg. Policzek intruza rozpłaszczył się między nagimi łopatkami, jego głowa znajdowała się obecnie pod kołdrą, ale najwidoczniej wcale mu to nie przeszkadzało. Uścisk na moment zciaśnił się zaborczym gestem.
– Pytasz tak, jakby Cię tam nie było. – odmruczał mu w końcu zza pleców Anthony, pozwalający własnej dłoni powrócić do wieczornej eksploracji tułowia.