Stoję gdzieś z boku z Samem
Spodziewała się, że raczej nie będzie to dla niego tak oczywiste, jak mogło się jej wydawać. Próbowała zrobić to najdelikatniej jak potrafiła, ale chyba musiała zmienić metodę. Może rzeczywiście lepiej po prostu dojść do sedna, w jak najprostszy sposób.
Odetchnęła głęboko, musiała się też nieco uspokoić, bo dla niej nie było to wcale takie łatwe. Nie spodziewała się, że w ogóle poruszą ten temat podczas ogniska, wiedziała jednak, że prędzej, czy później będzie musiała mu o tym powiedzieć, szczególnie, że zaczęli dyskutować o wcale nie tak dalekim terminie ich ślubu. Cóż, przynajmniej będzie miała to za sobą. Nie zamierzała tego przed nim ukrywać przez całe życie, bo to byłoby zbyt wiele.
- Sam, chcę ci powiedzieć, że Mabel jest twoim dzieckiem. - Wiedziała, że to może być dużo, że nie powinna trzymać tego w tajemnicy przez tyle czasu, jednak wybrała wtedy taką drogę, a nie inną. Teraz musiała się pogodzić z konsekwencjami. Decyzje które kiedyś podjęła wtedy wydawały jej się właściwie. Teraz wszystko działo się szybko, chciała mieć pewność, że jakoś się to ułoży, że nie zraniła go tym za bardzo, chociaż miała świadomość, że to nie było nic takiego, tylko naprawdę spore kłamstwo, raczej nie kłamstwo tylko ukrywanie prawdy, bo przecież nigdy nie zapytał jej czy Mabel jest jego. Nie chciała, żeby był z nią na siłę, a ostatnio raczej nie miała sposobności, aby przejść do tego tematu, szczególnie kiedy ledwie kilka dni temu wszystko zaczęło się układać.