Jak chciał, to potrafił być naprawdę miły, żeby dać szwagierce swoją chusteczkę na otarcie łez, doprowadzenia się w miarę do porządku, aby nie rozmazać za bardzo makijażu. Obserwował jej zachowanie uważnie, być może też mając oko na jej ciało, gdyby czasem nieszczęsne pióra zechciały się pokazać. Nie sądził jednak, aby miałoby do tego dojść, kiedy się tak uspokajała.
Czy to jego obecność miała ten wpływ, czy muzyka, jaka docierała do ich uszu i serca? Nie umiał tego określić. Wyjaśnić. Ale z jakiegoś powodu Lorien działała na niego jak magnez przyciągający niż oddalający.
Jednym słowem ją rozbawił. Jakby nie wierzyła w to co mówił. Sam również się uśmiechał, rejestrując jak odwracała wzrok. Tym razem to ona siebie nazwała skrzatem. Richard nic na temat jej wzrostu teraz nie mówił. Nie myślał. Normalnie dalej by się z tego po swojemu nabijał.
Zrobiło mu się cieplej, kiedy w swojej odpowiedzi, prawie zdradziłaby jego imię. Prawdziwe, imię. Najpewniej wzięliby za pomyłkę z przemęczenia dzisiejszego wieczora. Z powodu wina jakiego piła i szampana. Że zaczęła mylić swojego męża z jego bratem bliźniakiem.
- Silna wewnętrznie.Wyjaśnił, co miał namyśli jego opętany muzyką umysł. Czy tam serce, które utkwiło w zarzuconej magicznej sieci obu willi. Próbujące uwolnić się z pułapki magii, z uroku. Odpowiedział bez zastanowienia, jakby chciał zgubić w ich rozmowie jej prawie błędnie wypowiedziane jego imię.
Lorien miała silny charakter. To pozwoliło jej osiągnąć stanowisko Sędziny Wizengamotu. Nie każda kobieta się do tego nadawała. Nie wzrost, ale osobowość w Pani Mulciber była kartą atutową.
Kobieta dochodziła do siebie. Widział to. Słyszał w jej głosie. Chcąc pogładzić jej policzek, odruchowo odsunęła twarz. Dała mu tym samym znak niczym kocica, nie lubiąca obcego dotyku. Nie robił tego na siłę. Zrozumiał przekaz. Umiał czytać z mowy ciała. Czy był to odruch na zasadzie "nie bo nie", czy ta obawa wiązała się z czymś więcej? Nie wnikał.
Chciał już zabrać dłoń, nie chcąc naruszać jej przestrzeni osobistej. Lorien jednak niczym kotka, powoli pozwoliła dotknąć policzkiem jego palców. Zaskoczyła go, milej. Jego uśmiech, kierowany do niej był czuły. Skoro pozwoliła dotknąć się, delikatnie, pozwolił ostrożnie przesunąć dłoń w stronę jej kosmyka włosów, aby zahaczyć za uchem.
Druga wolna dłoń Richarda, powędrowała na jej, spoczywającą na kolanach. Położył ją na jej wierzchu, jakby chciał tym gestem dać jej znać, że jest tutaj obok. Dla niej. Czy tak patrzyłby na nią Robert, gdyby mu kiedykolwiek zależało? Na to pytanie, musiała sama odnaleźć odpowiedź. Miała przed sobą jego kopię. Czule wpatrującą w jej oblicze. Dając sobą bezpieczeństwo. Ta dłoń, która zgarniała jej kosmyk włosów, zawędrowała za jej ciało, obejmując w ramieniu, chcąc ją przytulić do siebie. Schować bezbronnego ptaszka w swoim objęciu.
- Więc ja już chyba utonąłem. Masz przyciągające spojrzenie.Jakkolwiek by to dziwnie nie brzmiało. Ale Richard nie umiał za bardzo w jakieś bardziej miłe komplementy? Przynajmniej się starał. Próbował? Czy to samo z siebie wychodziło z niego?
- Nie wiem co się ze mną dzieje, ale jak na Ciebie dłużej patrzę, dostrzegam w Tobie więcej niż wcześniej. Nie doceniłem jak bardzo jesteś piękna.
"To pewnie przez niski wzrost." – dodałby, ale się powstrzymał. Nawet, jeżeli Lorien to tego rodzaju zaczepek była przyzwyczajona.
Wpatrując się w jej oblicze twarzy, ciągnęło go coś wewnętrznie, aby ją pocałować. Poczuć jej usta. W końcu udawał jej męża. Co złego może się stać? Nie chciał co prawda tego robić, ale działający urok nie pozwalał mu być sobą i mieć nad tym odpowiednią kontrolę.
Działanie uroku II tura