13.08.2024, 11:04 ✶
Może i lepiej, że Philip nie był takim towarzystwem jak podczas rejsu, bo zgodnie z jego słowami ów rejs nie skończył się najlepiej.
Z resztą, ostatecznie nie taki cel był tej wizyty, choć w gruncie rzeczy jaki on był tak na prawdę? Anthony obserwował swojego gościa z rosnącym współczuciem skrywającym się za stalową ścianą pozornie zobojętniałych tęczówek. Nie zazdrościł mu ostatniego czasu, bardzo nie chciał być na jego miejscu. I z pewnością by nie był, bo kto normalny wchodzi na statek, który może z taką łatwością zatonąć?! Jego strach przed wodą skutecznie pozbawiał go tej wątpliwej przyjemności pływania, a słowa Notta tylko i wyłącznie go w tym utwierdzały.
– Ambicja to potężna pani. Pozwala nam sięgnąć gwiazd, ale też niejednokrotnie wodzi nas na pokuszenie, by potem widowiskowo zgnieść jak robaka w poczuciu niższości wobec otoczenia – stwierdził fakt, kołysząc swój kieliszek niespiesznie. – Jeśli nie nauczysz się jej kiełznać, dosiadać jak jednego z Twoich rumaków ale też pozostawiać w stajni gdy potrzeba... To trudna lekcja, ale nie do odrobienia, nawet w naszym wieku. – Tym razem wypił zawartość, widząc, że spotkanie dobiega końca. Philip ledwie trzymał się na nogach, może nie była to woda zapomnienia, jedna z odnóg Styksu, ale niewątpliwie dobry jej zamiennik.
Shafiq podniósł się z poduchy, wygładzając zagniecenia. Okryty czernią, zdawał się być jeszcze wyższy i jeszcze szczuplejszy, nieprzystępny, nawet jeśli przystojną twarz zdobił łagodny uśmiech. Dłonie złożył za sobą i kiwnął głową na złocisty dywan, który leżał przez ten cały czas spokojnie obok nich.
– Dzisiaj na pewno nie polatasz, przynajmniej nie na smoku. Rano dam Ci namiary na odpowiednie miejsce, a na razie czas odpocząć. No już, nie kwestionuj, przejdź na dywan – popędził go, a gdy Philip zajął miejsce, gest różdżką pozwolił temu niecodziennemu środkowi transportu wznieść się na pół metra i podążyć za spowitą w czerń postacią.
– Byłbym złym przyjacielem, gdybym pozwolił Ci w tym stanie wyjść. Na szczęście pokoi gościnnych tu pod dostatkiem. Z resztą wiesz przecież, dobrze kojarzę, że już kiedyś tu spałeś, prawda? – bankiety, bankieciki, cały pawilon, cały kompleks wokół ogrodów zbudowany był po to, by nie wpuszczać gości do głównej rezydencji, której piętro dźwigało prywatną kolekcję rzeźb i wspomnień Anthony'ego, zaś piwnica skrywała skarby tego smoczego lorda.
Zamiast do głównej siedziby, dywan poleciał do najbliższych drzwi, które otworzyły się oczywiście wspierane magią i odsłoniły niewielki, acz przyjemny pokój w stylu rzymskim co było oczywiste w stosunku do całości ogrodu. Łóżko nie było wielkie, ale materac wygodny. Na niego też Philip zostałz dywanu sturlany. Obok na szafce czekała karafka wypełniona wodą i szklanka, którą gospodarz właśnie postanowił napełnić.
– Śpij i nie śnij. Dziś nie musisz pamiętać – wybrzmiało spod drzwi jak zaklęcie, jak spełnienie życzenia, urok, który Anthony mógł rzucić, a może tylko dobrze życzyć umęczonemu nieprzychylnym losem zawodnikowi. Dywan powrócił do stóp swojego właściciela i przemknął na miejsce z którego przyleciał przed momentem.
Z resztą, ostatecznie nie taki cel był tej wizyty, choć w gruncie rzeczy jaki on był tak na prawdę? Anthony obserwował swojego gościa z rosnącym współczuciem skrywającym się za stalową ścianą pozornie zobojętniałych tęczówek. Nie zazdrościł mu ostatniego czasu, bardzo nie chciał być na jego miejscu. I z pewnością by nie był, bo kto normalny wchodzi na statek, który może z taką łatwością zatonąć?! Jego strach przed wodą skutecznie pozbawiał go tej wątpliwej przyjemności pływania, a słowa Notta tylko i wyłącznie go w tym utwierdzały.
– Ambicja to potężna pani. Pozwala nam sięgnąć gwiazd, ale też niejednokrotnie wodzi nas na pokuszenie, by potem widowiskowo zgnieść jak robaka w poczuciu niższości wobec otoczenia – stwierdził fakt, kołysząc swój kieliszek niespiesznie. – Jeśli nie nauczysz się jej kiełznać, dosiadać jak jednego z Twoich rumaków ale też pozostawiać w stajni gdy potrzeba... To trudna lekcja, ale nie do odrobienia, nawet w naszym wieku. – Tym razem wypił zawartość, widząc, że spotkanie dobiega końca. Philip ledwie trzymał się na nogach, może nie była to woda zapomnienia, jedna z odnóg Styksu, ale niewątpliwie dobry jej zamiennik.
Shafiq podniósł się z poduchy, wygładzając zagniecenia. Okryty czernią, zdawał się być jeszcze wyższy i jeszcze szczuplejszy, nieprzystępny, nawet jeśli przystojną twarz zdobił łagodny uśmiech. Dłonie złożył za sobą i kiwnął głową na złocisty dywan, który leżał przez ten cały czas spokojnie obok nich.
– Dzisiaj na pewno nie polatasz, przynajmniej nie na smoku. Rano dam Ci namiary na odpowiednie miejsce, a na razie czas odpocząć. No już, nie kwestionuj, przejdź na dywan – popędził go, a gdy Philip zajął miejsce, gest różdżką pozwolił temu niecodziennemu środkowi transportu wznieść się na pół metra i podążyć za spowitą w czerń postacią.
– Byłbym złym przyjacielem, gdybym pozwolił Ci w tym stanie wyjść. Na szczęście pokoi gościnnych tu pod dostatkiem. Z resztą wiesz przecież, dobrze kojarzę, że już kiedyś tu spałeś, prawda? – bankiety, bankieciki, cały pawilon, cały kompleks wokół ogrodów zbudowany był po to, by nie wpuszczać gości do głównej rezydencji, której piętro dźwigało prywatną kolekcję rzeźb i wspomnień Anthony'ego, zaś piwnica skrywała skarby tego smoczego lorda.
Zamiast do głównej siedziby, dywan poleciał do najbliższych drzwi, które otworzyły się oczywiście wspierane magią i odsłoniły niewielki, acz przyjemny pokój w stylu rzymskim co było oczywiste w stosunku do całości ogrodu. Łóżko nie było wielkie, ale materac wygodny. Na niego też Philip zostałz dywanu sturlany. Obok na szafce czekała karafka wypełniona wodą i szklanka, którą gospodarz właśnie postanowił napełnić.
– Śpij i nie śnij. Dziś nie musisz pamiętać – wybrzmiało spod drzwi jak zaklęcie, jak spełnienie życzenia, urok, który Anthony mógł rzucić, a może tylko dobrze życzyć umęczonemu nieprzychylnym losem zawodnikowi. Dywan powrócił do stóp swojego właściciela i przemknął na miejsce z którego przyleciał przed momentem.