— Znak rozpoznawczy, o którym nikt nie słyszał? Nie obraź się Fergus, ale to nie trzyma się kupy.
Podzieliła się swoimi odczuciami, nie kryjąc powątpiewania w głosie. Gdyby na przykład pomniejsze sklepy z różdżkami zostały okradzione albo jakieś sklepy z ingrediencjami pokroju włosów jednorożca, to może. Ale z tego, co słyszała i czytała, włamanie było bardziej aktem wandalizmy niż rzeczywistej kradzieży.
— Z żabą na móżdżek się zamienili, ale masz rację, jak poszło to do Nokturnu, to brygadziści mogą mieć spory problem z dowiedzeniem się, co i jak.
Wstała, otrzepała dłonie i ściągnęła rękawiczki, odwracając się do Ollivandera.
— To nie jest wiedza tajemna rodem z działu ksiąg zakazanych w Hogwarcie. — uśmiechnęła się i zaraz też zaczęła mu tłumaczyć. — Po pierwsze jesteśmy w rezerwacie, który jest pilnie strzeżony przez ministerstwo. Po drugie zwierzętami w nim opiekują się magizoolodzy i jednym z ich obowiązków jest prowadzić obserwacje osobników różnych gatunków. Spotkaliśmy się tutaj, bo to właśnie na wschodzie parku stado jednorożców pojawiało się najczęściej przez kilka ostatnich dni, przynajmniej taką informację dostałam z biura.
Ruchem głowy wskazała kierunek i zaraz też podjęła w tamtą stronę marsz. Była pewna, że Ollivander nie pozostanie daleko w tyle, więc podjęła na nowo:
— Być może tutaj są, być może nie. Niedługo się o tym przekonamy. Szukaj drzew poznaczonych rysami od rogów, wyżartej trawy, łajno to akurat najłatwiej zobaczyć.
Żwawo powędrowali dalej, ale Regina nie była już tak rozmowna. Skupiała się na dźwiękach ptaków i innych zwierząt oraz wypatrywała śladów, o których wspominała Fergusowi. Nawet cieszyła się, że zgodził się na wspólne poszukiwania. Samotność czasem była miła, ale ostatnimi czasy bardziej doskwierała Olbrzymce.