12.01.2023, 19:56 ✶
Wywrócił oczami, widząc spacer Theodore’a w pełnej, na dodatek chyba sporo za dużej zbroi. Nie mógł się jednak nie roześmiać, widząc jego zaangażowanie. Emblematy, kolorystyka i obecność miecza od razu wskazywały na postać Godryka Gryffindora, jednak Fergus zazwyczaj aż za bardzo analizował i stąd wziął mu się król Artur. I na tę postać Lovegood się w tym stroju nadawał, zwłaszcza że wyobrażenia jednego i drugiego rycerza pokrywały się ze sobą. Baśnie, zwłaszcza te czarodziejskie, miały to do siebie, że im dłużej znajdowały się w obiegu, tym więcej wersji miały, w zależności od tego, w jakim regionie je opowiadano. Ewoluowały niczym plotka, jak przy tej zabawie, gdy szepczesz coś komuś na ucho, a dziesiąta z kolei osoba usłyszy coś zupełnie przeciwnego do tego, co powiedziałeś.
- Naprawdę nosili coś takiego tysiąc lat temu? – zaśmiał się, wciąż siedząc na drewnianej ladzie i nie odrywając wzroku od aktora. Nic dziwnego, że wszyscy byli wtedy wychudzeni. Poruszanie się w czymś takim musiało kosztować sporo energii, nawet jeśli wspierane było magią. – Bardzo robocza. Poprawią ci to, prawda? – upewnił się, wskazując na za duże rękawice i inne widoczne na pierwszy rzut oka mankamenty. Lepiej, żeby Theodore nie wywrócił się, idąc po scenie. Chociaż patrząc na to, jak pewnie poruszał się teraz, upadek raczej mu nie groził.
- Kim mam być, skoro budujemy razem to więzienie? Helgą? – zapytał, sięgając do tyłu dłonią, by rozplątać włosy i poprawił je dla efektu, jakoby już pasował do roli. Nie nadawał się do roli Hufflepuff, właściwie kiepski był z niego aktor, choć kłamać umiał całkiem dobrze, kiedy zachodziła ku temu potrzeba. Ze wszystkich pozostałych i tak pewnie najprędzej wcisnęliby mu Rowenę Ravenclaw, nie tylko ze względu na bycie absolwentem tego domu, ale też po prostu dlatego, że miał już na sobie niebieską szatę. – A jaki, rogogon węgierski? – dopytał i podniósł jedną z rękawiczek, które wylądowały obok niego, by im się przyjrzeć. Zaraz jednak odrzucił ją z powrotem, nie znajdując w niej nic intrygującego poza zapachem starości. Przeciągnął się, próbując rozprostować kości i zsunął z lady, by stanąć tuż obok Lovegooda. Jeszcze bardziej czuł od niego odór starości, choć znajdowali się przecież w przestarzałym, zakurzonym sklepie.
- Nie, sprzątałem na zapleczu – wyjaśnił. – Wierz mi, ze wolałbym się zdrzemnąć, ale wykorzystuję okazję, że jestem sam i nie mam nic większego do roboty – dodał jeszcze i obszedł chłopaka dookoła, przyglądając się jego bordowej szacie. – O czym w ogóle ma być ten spektakl, pomijając smoka i założycieli Hogwartu?
@Theodore Lovegood
- Naprawdę nosili coś takiego tysiąc lat temu? – zaśmiał się, wciąż siedząc na drewnianej ladzie i nie odrywając wzroku od aktora. Nic dziwnego, że wszyscy byli wtedy wychudzeni. Poruszanie się w czymś takim musiało kosztować sporo energii, nawet jeśli wspierane było magią. – Bardzo robocza. Poprawią ci to, prawda? – upewnił się, wskazując na za duże rękawice i inne widoczne na pierwszy rzut oka mankamenty. Lepiej, żeby Theodore nie wywrócił się, idąc po scenie. Chociaż patrząc na to, jak pewnie poruszał się teraz, upadek raczej mu nie groził.
- Kim mam być, skoro budujemy razem to więzienie? Helgą? – zapytał, sięgając do tyłu dłonią, by rozplątać włosy i poprawił je dla efektu, jakoby już pasował do roli. Nie nadawał się do roli Hufflepuff, właściwie kiepski był z niego aktor, choć kłamać umiał całkiem dobrze, kiedy zachodziła ku temu potrzeba. Ze wszystkich pozostałych i tak pewnie najprędzej wcisnęliby mu Rowenę Ravenclaw, nie tylko ze względu na bycie absolwentem tego domu, ale też po prostu dlatego, że miał już na sobie niebieską szatę. – A jaki, rogogon węgierski? – dopytał i podniósł jedną z rękawiczek, które wylądowały obok niego, by im się przyjrzeć. Zaraz jednak odrzucił ją z powrotem, nie znajdując w niej nic intrygującego poza zapachem starości. Przeciągnął się, próbując rozprostować kości i zsunął z lady, by stanąć tuż obok Lovegooda. Jeszcze bardziej czuł od niego odór starości, choć znajdowali się przecież w przestarzałym, zakurzonym sklepie.
- Nie, sprzątałem na zapleczu – wyjaśnił. – Wierz mi, ze wolałbym się zdrzemnąć, ale wykorzystuję okazję, że jestem sam i nie mam nic większego do roboty – dodał jeszcze i obszedł chłopaka dookoła, przyglądając się jego bordowej szacie. – O czym w ogóle ma być ten spektakl, pomijając smoka i założycieli Hogwartu?
@Theodore Lovegood