13.08.2024, 21:45 ✶
Basilius uśmiechnął się nieco na to stwierdzenie i pokręcił głową.
– W takim razie chyba możemy się szykować na turniej zimowych sportów w Limbo – powiedział w końcu, bo czasem może przewracał oczami na teksty Moody, ale jednak w jego odczuciu potrafiła być sympatyczna.
Zmarszczył brwi, słuchając wyjaśnień związanych z tą całą weselną sytuacją.
– Millie miała na sobie sukienkę? Elegancką? – spytał szczerze zdziwiony, nawet jeśli miało to przecież sens, skoro wybrała się na wesele Blacków. T-shirtu i jeansów raczej nie mogła założyć na tehi typu okazję, zwłaszcza że bił też się o nią jakiś Rosier. Po prostu... Po prostu ciężko było mu wyobrazić ją sobie w sukience. Ciekawe z kim w ogóle przyszła, skoro najwyraźniej nie z Atreusem. Tym Rosierem? – Zaraz, na weselu była amortencja? Czy oni zwariowali?
Aha. A więc tak się bawili Blackowie. Albo takie kawały ktoś im urządzał. Chyba zaczynał się cieszyć, że praca i zmęczenie skutecznie sprawiły, że zrezygnował z udania się na tę uroczystość. Na Merlina, czemu ktoś uznał, że doprawianie drinków w taki sposób, to dobry pomysł, nawet jako żart wobec gospodarzy? Przynajmniej miał już odpowiedź na swoje pytanie odnośnie tamtej bójki. Nie znaczyło to jednak, że nie pojawiły się kolejne. Pytania. Nie bójki.
– A to że ciągle tańczyłeś dzisiaj z Brenną to też jakieś pomówienia i drinki, czy naprawdę aż tak się przyjaźnicie? – zapytał, niby od niechcenia, odrywając wzrok od kuzyna, by spojrzeć na zielono-błekitną taflę płytkiej wody, która zebrała się w skałkach. I to było to co sprawiło, że starszosiostrzano-kuzynkowy radar Florence nie włączył się, gdy spadł z miotły? Aż dziwne. Czasem miał wrażenie, że starsza Bulstrode wyczułaby, że zrobili coś głupiego, nawet w obliczu klęski żywiołowej.
!magicznawoda
– W takim razie chyba możemy się szykować na turniej zimowych sportów w Limbo – powiedział w końcu, bo czasem może przewracał oczami na teksty Moody, ale jednak w jego odczuciu potrafiła być sympatyczna.
Zmarszczył brwi, słuchając wyjaśnień związanych z tą całą weselną sytuacją.
– Millie miała na sobie sukienkę? Elegancką? – spytał szczerze zdziwiony, nawet jeśli miało to przecież sens, skoro wybrała się na wesele Blacków. T-shirtu i jeansów raczej nie mogła założyć na tehi typu okazję, zwłaszcza że bił też się o nią jakiś Rosier. Po prostu... Po prostu ciężko było mu wyobrazić ją sobie w sukience. Ciekawe z kim w ogóle przyszła, skoro najwyraźniej nie z Atreusem. Tym Rosierem? – Zaraz, na weselu była amortencja? Czy oni zwariowali?
Aha. A więc tak się bawili Blackowie. Albo takie kawały ktoś im urządzał. Chyba zaczynał się cieszyć, że praca i zmęczenie skutecznie sprawiły, że zrezygnował z udania się na tę uroczystość. Na Merlina, czemu ktoś uznał, że doprawianie drinków w taki sposób, to dobry pomysł, nawet jako żart wobec gospodarzy? Przynajmniej miał już odpowiedź na swoje pytanie odnośnie tamtej bójki. Nie znaczyło to jednak, że nie pojawiły się kolejne. Pytania. Nie bójki.
– A to że ciągle tańczyłeś dzisiaj z Brenną to też jakieś pomówienia i drinki, czy naprawdę aż tak się przyjaźnicie? – zapytał, niby od niechcenia, odrywając wzrok od kuzyna, by spojrzeć na zielono-błekitną taflę płytkiej wody, która zebrała się w skałkach. I to było to co sprawiło, że starszosiostrzano-kuzynkowy radar Florence nie włączył się, gdy spadł z miotły? Aż dziwne. Czasem miał wrażenie, że starsza Bulstrode wyczułaby, że zrobili coś głupiego, nawet w obliczu klęski żywiołowej.
!magicznawoda