12.01.2023, 20:10 ✶
Większość czarodziejów nie zastanawiała się, jak wygląda życie tych, którzy z dnia na dzień dowiedzieli się, że są ludźmi niczym z książek opisujących szeroko pojętą fantastykę. I o ile jako dziecko, łatwiej było przyjąć do wiadomości, że nagle stało się bohaterem tak niezwykłej historii, tak z czasem, gdy zaczynało się dorastać, coraz bardziej komplikowało to życie.
Thomas starał się dopasować, choć czasem wielu rzeczy nie potrafił zrozumieć, z innych zaś nie mógł zrezygnować. Dlatego tak często spędzał czas także w niemagicznej części Londynu, czy to kupując przedmioty codziennego użytku, czy też po prostu zachowując się jak mugol, otaczając się kulturą i cóż, normalnością. Do tego kochał mugolską muzykę, która była jego odskocznią i pasją. Balansował na granicy obu światów, starając się, by go nie rozerwały na kawałki. A nie było to wcale łatwe.
Jego rodzina nigdy do końca nie pojęła, kim jest i co robi. Kochał ich, ale nie potrafili zrozumieć całego tego czarodziejstwa. Uważali go czasem za świra z patykiem i miotłą. Nie cieszyli się z jego osiągnięć w szkole, na boisku, czy potem w pracy, bo według nich robił coś dziwnego i bezsensownego. Bawił się całe życie, zamiast zabrać się za jakąś pożyteczną pracę, na przykład na rodzinnej farmie. Rodzeństwo czasem mu zazdrościło, z czasem zaś zaczęli się z niego podśmiechiwać. Rodzice zaś ubolewali, że nie posiada żadnej praktycznej czy potrzebnej według nich wiedzy, czy umiejętności. Choć przecież ojciec zawsze tłukł mu do głowy podstawy mechaniki i majsterkowania, a matka nauczyła gotować, co by nie umarł z głodu, gdy zacznie sam mieszkać. Zamiast tego widzieli śmieszne czapki i sprzęty do sprzątania, które podobne były wyścigowe - co kończyło się tym, że matka potrafiła zamieść podłogę jego personalizowaną miotłą.
Nie lubił przez to wracać do domu, a jednocześnie nie chciał odcinać się od ludzi, którzy przecież mimo wszystko darzyli go miłością, choć trudną i czasem bolesną. Czasami sam nie wiedział, co ma ze sobą robić.
Tak naprawdę nie zauważył tego, że w Hogwarcie nie mieli okazję pobyć ze sobą bez gromady towarzyszących ich w różnych sytuacjach gryfonów, czy innych uczniów. Zresztą, o ile nie szukało się specjalnie samotności, rzadko kiedy można było spotkać się tylko we dwoje, bo mimo rozmiarów szkoły, ilość chodzących do niej młodych czarodziejów była na tyle duża, że potrafili wypełnić każdy kąt zamczyska.
Dziś więc wszystko było inaczej. Mieli czas, by porozmawiać tylko we dwoje, bez znajomych patrzących na ręce i skłonnych później zrobić sensację z niczego. Choć w pubie było kilka innych osób, tak udawało mu się poczuć pewną prywatność, wynikająca z zajętego przez nich stolika, przez co czuł się niemal swobodnie. Chociaż na przestrzeni lat Thomas po prostu wieloma rzeczami nauczył się też nie przejmować. Na przykład tym, że wszystkimi siłami powstrzymywał się, by nie utopić się w oczach stojącej przed nim kobiety.
- Myhm, zakładam, że po tej popijawie w pokojach dziewcząt odbywało się masowe trzymanie włosów nad muszlą. Ja pamiętam tylko, że położyłem się w ubraniu, po czym wstałem z takim kacem, że wstałem dopiero popołudniu, ciesząc się, że nie było następnego dnia zajęć. Bo bym na nie na pewno nie dotarł, a wtedy mogło się wszystko wydać. - Pokręcił głową. - Byliśmy tacy głupi, ale przynajmniej jest co wspominać. - Błysnął zębami. Cóż, teraz miał przynajmniej lepszą głowę, więc spokojnie mógł uraczyć się alkoholem, choć nie za dużą ilością, skoro jutro miał pojawić się jednak w pracy. Jedno czy dwa piwa nikomu jednak nie zaszkodziło. No, chyba że uczniakom, którymi kiedyś byli.
Pokręcił głową na komentarz o płaszczu, po czym przyjmując go, ugiął się pod nim teatralnie, by zaraz mrugnąć do Gerry i odnieść go. No dobrze, może lekki nie był, ale bez przesady. Choć pewnie nie zdziwiłby się, gdyby nagle wyjęła z niego młotek, zestaw do tworzenia eliksirów oraz kilkadziesiąt innych zapewne zbędnych na dzisiejszy wieczór rzeczy. Taka była już chyba jednak przypadłość kobiet, były zawodowymi zbieraczami przydasiów.
Dotarł do ich stolika, samemu naśladując gest Geraldine i wyjął z kieszeni swojej kurtki paczkę papierosów, rzucając ja niedbale na stół.
- Cieszę się, że tak szybko ci to uleciało z głowy, może się uda i nie będziesz mi tego wyrzygiwać do końca życia - zażartował, jednocześnie nieświadomie zaznaczając, że nie ma zamiaru tym razem tracić ponownie kontaktu. Na pewno nie teraz, kiedy los spotkał ich znów ze sobą, pokazując, jak dobrze mogli ze sobą spędzać czas.
- W takim razie pozwól, że na chwilę cię zostawię. - Znów puścił jej oczko, ruszając się po zamówienie. Nie było zbyt dużego ruchu, szybko wrócił więc z dwoma dużymi, szklanymi kuflami, wypełnionymi bursztynowym płynem przyozdobionym białą, kuszącą pianą. Postawił jeden z nich przed kobietą, drugi przed sobą i w końcu porządnie rozsiadł się, biorąc od razu porządny łyk alkoholu.
- Nawet nie wiesz, jak dłużył mi się dziś dzień w pracy i jak czekałem na ten moment. Ty miałaś coś później jeszcze do zrobienia, czy cieszyłaś się dniem wolnym? Choć pewnie, gdy pracujesz, to pewnie zajmuje ci to więcej niż kilka godzin pracy kończącym się powrotem do przytulnego domu? Pewnie dużo podróżujesz? - Zaciekawił się całkiem szczerze, pochylając się trochę w jej stronę, skupiając na niej całą swoją uwagę.
Thomas starał się dopasować, choć czasem wielu rzeczy nie potrafił zrozumieć, z innych zaś nie mógł zrezygnować. Dlatego tak często spędzał czas także w niemagicznej części Londynu, czy to kupując przedmioty codziennego użytku, czy też po prostu zachowując się jak mugol, otaczając się kulturą i cóż, normalnością. Do tego kochał mugolską muzykę, która była jego odskocznią i pasją. Balansował na granicy obu światów, starając się, by go nie rozerwały na kawałki. A nie było to wcale łatwe.
Jego rodzina nigdy do końca nie pojęła, kim jest i co robi. Kochał ich, ale nie potrafili zrozumieć całego tego czarodziejstwa. Uważali go czasem za świra z patykiem i miotłą. Nie cieszyli się z jego osiągnięć w szkole, na boisku, czy potem w pracy, bo według nich robił coś dziwnego i bezsensownego. Bawił się całe życie, zamiast zabrać się za jakąś pożyteczną pracę, na przykład na rodzinnej farmie. Rodzeństwo czasem mu zazdrościło, z czasem zaś zaczęli się z niego podśmiechiwać. Rodzice zaś ubolewali, że nie posiada żadnej praktycznej czy potrzebnej według nich wiedzy, czy umiejętności. Choć przecież ojciec zawsze tłukł mu do głowy podstawy mechaniki i majsterkowania, a matka nauczyła gotować, co by nie umarł z głodu, gdy zacznie sam mieszkać. Zamiast tego widzieli śmieszne czapki i sprzęty do sprzątania, które podobne były wyścigowe - co kończyło się tym, że matka potrafiła zamieść podłogę jego personalizowaną miotłą.
Nie lubił przez to wracać do domu, a jednocześnie nie chciał odcinać się od ludzi, którzy przecież mimo wszystko darzyli go miłością, choć trudną i czasem bolesną. Czasami sam nie wiedział, co ma ze sobą robić.
Tak naprawdę nie zauważył tego, że w Hogwarcie nie mieli okazję pobyć ze sobą bez gromady towarzyszących ich w różnych sytuacjach gryfonów, czy innych uczniów. Zresztą, o ile nie szukało się specjalnie samotności, rzadko kiedy można było spotkać się tylko we dwoje, bo mimo rozmiarów szkoły, ilość chodzących do niej młodych czarodziejów była na tyle duża, że potrafili wypełnić każdy kąt zamczyska.
Dziś więc wszystko było inaczej. Mieli czas, by porozmawiać tylko we dwoje, bez znajomych patrzących na ręce i skłonnych później zrobić sensację z niczego. Choć w pubie było kilka innych osób, tak udawało mu się poczuć pewną prywatność, wynikająca z zajętego przez nich stolika, przez co czuł się niemal swobodnie. Chociaż na przestrzeni lat Thomas po prostu wieloma rzeczami nauczył się też nie przejmować. Na przykład tym, że wszystkimi siłami powstrzymywał się, by nie utopić się w oczach stojącej przed nim kobiety.
- Myhm, zakładam, że po tej popijawie w pokojach dziewcząt odbywało się masowe trzymanie włosów nad muszlą. Ja pamiętam tylko, że położyłem się w ubraniu, po czym wstałem z takim kacem, że wstałem dopiero popołudniu, ciesząc się, że nie było następnego dnia zajęć. Bo bym na nie na pewno nie dotarł, a wtedy mogło się wszystko wydać. - Pokręcił głową. - Byliśmy tacy głupi, ale przynajmniej jest co wspominać. - Błysnął zębami. Cóż, teraz miał przynajmniej lepszą głowę, więc spokojnie mógł uraczyć się alkoholem, choć nie za dużą ilością, skoro jutro miał pojawić się jednak w pracy. Jedno czy dwa piwa nikomu jednak nie zaszkodziło. No, chyba że uczniakom, którymi kiedyś byli.
Pokręcił głową na komentarz o płaszczu, po czym przyjmując go, ugiął się pod nim teatralnie, by zaraz mrugnąć do Gerry i odnieść go. No dobrze, może lekki nie był, ale bez przesady. Choć pewnie nie zdziwiłby się, gdyby nagle wyjęła z niego młotek, zestaw do tworzenia eliksirów oraz kilkadziesiąt innych zapewne zbędnych na dzisiejszy wieczór rzeczy. Taka była już chyba jednak przypadłość kobiet, były zawodowymi zbieraczami przydasiów.
Dotarł do ich stolika, samemu naśladując gest Geraldine i wyjął z kieszeni swojej kurtki paczkę papierosów, rzucając ja niedbale na stół.
- Cieszę się, że tak szybko ci to uleciało z głowy, może się uda i nie będziesz mi tego wyrzygiwać do końca życia - zażartował, jednocześnie nieświadomie zaznaczając, że nie ma zamiaru tym razem tracić ponownie kontaktu. Na pewno nie teraz, kiedy los spotkał ich znów ze sobą, pokazując, jak dobrze mogli ze sobą spędzać czas.
- W takim razie pozwól, że na chwilę cię zostawię. - Znów puścił jej oczko, ruszając się po zamówienie. Nie było zbyt dużego ruchu, szybko wrócił więc z dwoma dużymi, szklanymi kuflami, wypełnionymi bursztynowym płynem przyozdobionym białą, kuszącą pianą. Postawił jeden z nich przed kobietą, drugi przed sobą i w końcu porządnie rozsiadł się, biorąc od razu porządny łyk alkoholu.
- Nawet nie wiesz, jak dłużył mi się dziś dzień w pracy i jak czekałem na ten moment. Ty miałaś coś później jeszcze do zrobienia, czy cieszyłaś się dniem wolnym? Choć pewnie, gdy pracujesz, to pewnie zajmuje ci to więcej niż kilka godzin pracy kończącym się powrotem do przytulnego domu? Pewnie dużo podróżujesz? - Zaciekawił się całkiem szczerze, pochylając się trochę w jej stronę, skupiając na niej całą swoją uwagę.