Kiedy skończył wyjaśniać Sophie pewne kwestie przewinienia, jakie wiązały się z sytuacją Charlesa, a także przedstawiając przy okazji wynikły problem z rozdysponowaniem zakupionych kontrowersyjnych świeczek, głos zabrał Charles. Odważnie podjął już teraz temat dotyczący jego wyprowadzki. Richard miał to poruszyć w kolejnej części rozmowy z młodzieżą, lecz jego młodszy syn sam to zrobił.
Gdy go tak słuchał, nie przypominał sobie, aby mówił mu coś o braku wsparcia rodziny. Decyzja o jego wyprowadzce wyszła z polecenia Roberta a Richard miał tym się zająć. Charles go nie zrozumiał podczas rozmowy? Specjalnie komunikację obrał z nim w języku norweskim. Dalej to już musiał palce dłoni przesunąć na czoło. Czy Charles wyolbrzymił część sytuacji? Na to wyglądało.
Mógłby odpowiedzieć Charlesowi, ale gdy ten skończył, Leonard się zakrztusił. Sophie zaczęła wyrażać swoje zdanie na ten temat. Tak zwany, protest? Nawiązała do swoich numerów jakie wykręcała Robertowi. Uparcie chciała napisać listy.
- Sophie, usiądź.Polecił. Poczekał też aż każde z nich swoje zdanie wypowie na temat sytuacji Charlesa, jaka została poruszona. Czuł na sobie ich spojrzenia. Wyczekiwania.
- Jeżeli napiszemy listy do Roberta i Lorien, żadnego nie wyślemy. Nie wiem gdzie się udali. Gdzie zatrzymali. Robert nie zostawił mi żadnej informacji.
Słowa kierował do wszystkich. Kolejne, szczególnie do Sophie.
- Chcecie napisać list? Napiszcie i zostawcie w gabinecie. Jak Robert wróci, to przeczyta. Możecie spróbować go przekonać. Uprzedzam tylko, że on zdania nie zmieni tak szybko. Kuzynkę sobie odpuść Sophie. To sprawa, którą muszę sam omówić z Charlesem.
Odniósł się pierw do tych kluczowych pojedynczych spraw. Obserwując ich, odniósł wrażenie pewnego wsparcia dla Charlesa. Sophie i Leonard nie kryli niezadowolenia podjętą decyzją przez Roberta. Richardowi nie przychodziło to łatwo. Szanował brata, ale musiał też podjąć działania karzące swojego syna. Odbył z nim surową rozmowę, zagroził wydziedziczeniem, ale nie zostawi go bez wsparcia.
- Gdyby Charles nie zgodził się na wywiad, nie wywinąłby więcej niż jeden numer. Robert nie byłby zmuszony do podjęcia tak drastycznych decyzji.
Sięgnął po dzbanek z kawą i uzupełnił sobie kubek, nalewając. Po czym odstawił na miejsce. Spojrzenie skierował na Leonarda.
- To nie jest żart. Robert nie chce widzieć Charlesa w tej kamienicy. Zwolnił go z pracy przy rodzinnym interesie. Gdyby nie to, że jest moim synem, wyrzuciłby go za drzwi jeszcze wczoraj. Tak jak zrobił to ze mną mój ojciec. Zaraz po ślubie.
Upił łyk kawy, dając im chwilę do namysłu. Cały czas był poważny. Nie ukrywał że cała ta sytuacja mu się nie podobała. Była jak zapętlone koło przeszłości zacierające z teraźniejszością. W kwestii wyrzucania z domu. Bo sam to przeżył. Potwierdził przy tym słowa Charlesa. Poprawiając nieco, czyja to była decyzja. Wspomniał nawet coś, czego mogli nie wiedzieć. Richard doświadczył już tego odrzucenia.
- Charles odbył ze mną poważną rozmowę i wie jak wygląda jego sytuacja. Liczenie na rodzinę na polegać na tym, że pomożesz mu poszukać mieszkanie.
Te słowa skierował do Leonarda. Mógłby poruszyć kwestię tego, że on sam przyczynił się częściowo do upadku reputacji Charlesa w rodzinie. Za podawanie nieodpowiednich propozycji na biznes, nie wiedząc jakie konsekwencje z tego mogą wyniknąć. Wiedział o kontrowersyjnych świeczkach na Lammas, nie zareagował. Nie ostrzegł brata. Czy zasugerował mu konsultowanie interesu z ojcem czy wujem? Richard zastanawiał się, czy taki był jego zamiar, cel. Zaszkodzić młodszemu, własnemu bratu. W wywiadzie Charles wspomniał o Leonardzie, wziął jednak całą winę na siebie. Richard to pamiętał.
- Ja w obcym kraju nie przetrwałbym bez pomocy swojego brata. I jestem tym młodszym. Czy Charles może liczyć na Twoje wsparcie? Jedyne co możemy zrobić, to pomóc znaleźć mu mieszkanie. Jeżeli masz inne propozycje, to chętnie wysłucham.
Deadline odpisów: 17.08 (sobota), północ / dowolna kolejka, 1 post na turę