13.08.2024, 23:24 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.08.2024, 23:38 przez Anthony Shafiq.)
– Ślizgonki...? O czym, a... no tak, no tak. – Pokiwał głową ze zrozumieniem, odtwarzając szybko w pamięci ten straszliwy blamaż czasów szkolnych. Jedna rzecz udawać, że ma się dziewczynę w Egipcie, żeby wszystkie zainteresowane nim panny dały mu spokój. Druga podkochiwać się w koledze z roku, który w dodatku był przecież przyjacielem, był prefektem, siłą rzeczy spędzali ze sobą bardzo dużo czasu. Był na to zdecydowanie zbyt trzeźwy, nawet jeśli już kręciło mu się od tego wszystkiego w głowie. I jeszcze Jonathanowi przychodziło mówienie o tym z taką łatwością! Łypał na niego zazdrośnie znów podłączając swoje ciało, swój układ nerwowy do wina. – Nigdy nie byłem w to... dobry. Nie wiem, pewnie gdyby nie Alcuin to... z resztą nie ważne, tę historię akurat znasz – mruknął znad kryształu, rozcierając palcami nasadę nosa, próbując znaleźć jakąkolwiek stabilizację. Ta rozmowa zdecydowanie nie szła w stronę, którą oczekiwał, ale to czego się dowiedział było niepokojące.
– Wróćmy do hrabiego. Rozumiem, że masz powody podejrzewać, że ten list, to nie są słowa rzucone na wiatr, lub tylko poetyckie zwroty, mające przekonać Cię o niegasnącym z jego strony uczuciu? – zapytał pierwszy i ostatni raz, nie zamierzając wspominać o tym, jakie on dyrdymały wypisywał po pijaku do Erika, z listów, które wszystkie jak jeden spłonęły szczęśliwie w kominku. Również nie zamierzał chwalić się drugą porcją dyrdymałów wypisywanych na trzeźwo. W pewien sposób trudno było mu przyjąć do wiadomości, że jego dawny kompan paryskich zabaw jest kimś kogo powinien się obawiać. Gdyby powiedział mu to ktokolwiek spoza grupy Jeźdźców...
– Dobrze, poruszę delikatnie swoje francuskie kontakty, żeby wybadać sprawę i jego nastroje. Jeśli chcesz, skontaktuję się też z Victorią, ona bada tę... przypadłość dość zawzięcie, mogłaby podać nam cenne wskazówki, cenniejsze podejrzewam niż właściwy Departament. Do zimy pozostało sporo czasu, zdążymy więc obmyślić jakiś plan działania. Czy Morpheus i Charlotte wiedzą? – Bardzo płynnie przeszedł w tryb zadaniowy, w przestrzenie, gdzie jednak miał jakieś doświadczenie, a tak się składało, że w zarządzaniu kryzysem miał tego doświadczenia dość sporo.
Było tak dziwnie o tym rozmawiać w wannie, nie potrzebowali więc wiele, by zabrać się stamtąd dwie kondygnacje wyżej, na piętro, do skrzydła gościnnego i sypialni Jonathana. Anthony nie posiadał salonu - jego spotkania odbywały się w kuchni, gabinecie lub właśnie w eleganckich, klasycznych sypialniach, które przepychem i wystrojem przypominały bardziej luksusowe apartamenty. Dostęp do nich mieli tylko nieliczni, w tym Jonathan. Rozpalony kominek ogrzewał mężczyzn w eleganckich robdeszanach, sączących koniak i przesmykujących się po tematach innych niż niespełnione zauroczenia, czy ukrywani przed światem kochankowie. Anthony czuł, że Jonathanowi przyda się odskocznia, że miło będzie pożartować z jego nieobecności w OMSHMie, albo z tego że Kambodża według tak wielu osób leży w Afryce. Że lepiej rozmawiać o pracy i liście osób, które miały lecieć (Czy myślisz, że istniałby środek, jakiś eliksir, który po prostu wyłączył by Morpheusa? Bardzo się boję, że jego lęk wysokości totalnie zrujnowałby naszą podróż, a statek płynie tam całe wieki...), o dzieciach Charlotte czy w końcu nieśmiałych pytaniach o to co byłoby najlepszym prezentem urodzinowym dla Erika, choć to ostatnie pytanie padło tak nieśmiało i tak owinięte w bawełne, że ciężko było uznać odpowiedź Jonathana za wiarygodną.
Ogień dogasał, było już grubo po północy, gdy zdecydowali się zasnąć. Nim jednak gospodarz poszedł do siebie, uściskał mocno przyjaciela i przez dłuższą chwilę nie chciał go wypuścić, co było... dziwne. Zazwyczaj kto inny z ich dwójki inicjował jakiekolwiek uściski. W końcu, pośród ciszy przerywanej tylko tykaniem zegara Anthony powiedział cicho:
– Cieszę się, że mi powiedziałeś Jonathan. Cieszę się, że mi zaufałeś, to bardzo wiele dla mnie znaczy. Bo wiesz... ja nie mam już tych szesnastu lat i też coś mogę. Mogę Ci pomóc. Mogę Cię wesprzeć, mogę zdziałać więcej niż znaleźć dobrą wymówkę na to czemu znowu nie ma Cię w pracy. – Tak. Powiedział to głośno. – Wiem, po której stronie bije Twoje serce i choć czasem oponuję, żebyś nie przeszarżował, to tylko z troski. Ale jeśli już przeszarżujesz, to... proszę daj mi znać zanim wszystko stanie w ogniu, dobrze? Bo jestem obok i możesz na mnie liczyć. – Odsunął się powoli i ujął w dłonie jego barki pocierając je energicznie i niezręcznie, nie wiedząc do końca jak takie uściski zakończyć, żeby było nadal miło dla obu stron. – A teraz sen. W szufladzie są Twoje ulubione kadzidełka – dodał, bo dbanie o innych było jego językiem miłości, a Jonathan na liście kochanych przez niego osób znajdował się bardzo, bardzo wysoko.
– Wróćmy do hrabiego. Rozumiem, że masz powody podejrzewać, że ten list, to nie są słowa rzucone na wiatr, lub tylko poetyckie zwroty, mające przekonać Cię o niegasnącym z jego strony uczuciu? – zapytał pierwszy i ostatni raz, nie zamierzając wspominać o tym, jakie on dyrdymały wypisywał po pijaku do Erika, z listów, które wszystkie jak jeden spłonęły szczęśliwie w kominku. Również nie zamierzał chwalić się drugą porcją dyrdymałów wypisywanych na trzeźwo. W pewien sposób trudno było mu przyjąć do wiadomości, że jego dawny kompan paryskich zabaw jest kimś kogo powinien się obawiać. Gdyby powiedział mu to ktokolwiek spoza grupy Jeźdźców...
– Dobrze, poruszę delikatnie swoje francuskie kontakty, żeby wybadać sprawę i jego nastroje. Jeśli chcesz, skontaktuję się też z Victorią, ona bada tę... przypadłość dość zawzięcie, mogłaby podać nam cenne wskazówki, cenniejsze podejrzewam niż właściwy Departament. Do zimy pozostało sporo czasu, zdążymy więc obmyślić jakiś plan działania. Czy Morpheus i Charlotte wiedzą? – Bardzo płynnie przeszedł w tryb zadaniowy, w przestrzenie, gdzie jednak miał jakieś doświadczenie, a tak się składało, że w zarządzaniu kryzysem miał tego doświadczenia dość sporo.
Było tak dziwnie o tym rozmawiać w wannie, nie potrzebowali więc wiele, by zabrać się stamtąd dwie kondygnacje wyżej, na piętro, do skrzydła gościnnego i sypialni Jonathana. Anthony nie posiadał salonu - jego spotkania odbywały się w kuchni, gabinecie lub właśnie w eleganckich, klasycznych sypialniach, które przepychem i wystrojem przypominały bardziej luksusowe apartamenty. Dostęp do nich mieli tylko nieliczni, w tym Jonathan. Rozpalony kominek ogrzewał mężczyzn w eleganckich robdeszanach, sączących koniak i przesmykujących się po tematach innych niż niespełnione zauroczenia, czy ukrywani przed światem kochankowie. Anthony czuł, że Jonathanowi przyda się odskocznia, że miło będzie pożartować z jego nieobecności w OMSHMie, albo z tego że Kambodża według tak wielu osób leży w Afryce. Że lepiej rozmawiać o pracy i liście osób, które miały lecieć (Czy myślisz, że istniałby środek, jakiś eliksir, który po prostu wyłączył by Morpheusa? Bardzo się boję, że jego lęk wysokości totalnie zrujnowałby naszą podróż, a statek płynie tam całe wieki...), o dzieciach Charlotte czy w końcu nieśmiałych pytaniach o to co byłoby najlepszym prezentem urodzinowym dla Erika, choć to ostatnie pytanie padło tak nieśmiało i tak owinięte w bawełne, że ciężko było uznać odpowiedź Jonathana za wiarygodną.
Ogień dogasał, było już grubo po północy, gdy zdecydowali się zasnąć. Nim jednak gospodarz poszedł do siebie, uściskał mocno przyjaciela i przez dłuższą chwilę nie chciał go wypuścić, co było... dziwne. Zazwyczaj kto inny z ich dwójki inicjował jakiekolwiek uściski. W końcu, pośród ciszy przerywanej tylko tykaniem zegara Anthony powiedział cicho:
– Cieszę się, że mi powiedziałeś Jonathan. Cieszę się, że mi zaufałeś, to bardzo wiele dla mnie znaczy. Bo wiesz... ja nie mam już tych szesnastu lat i też coś mogę. Mogę Ci pomóc. Mogę Cię wesprzeć, mogę zdziałać więcej niż znaleźć dobrą wymówkę na to czemu znowu nie ma Cię w pracy. – Tak. Powiedział to głośno. – Wiem, po której stronie bije Twoje serce i choć czasem oponuję, żebyś nie przeszarżował, to tylko z troski. Ale jeśli już przeszarżujesz, to... proszę daj mi znać zanim wszystko stanie w ogniu, dobrze? Bo jestem obok i możesz na mnie liczyć. – Odsunął się powoli i ujął w dłonie jego barki pocierając je energicznie i niezręcznie, nie wiedząc do końca jak takie uściski zakończyć, żeby było nadal miło dla obu stron. – A teraz sen. W szufladzie są Twoje ulubione kadzidełka – dodał, bo dbanie o innych było jego językiem miłości, a Jonathan na liście kochanych przez niego osób znajdował się bardzo, bardzo wysoko.
Koniec sesji