14.08.2024, 21:11 ✶
Wieczór - rozmawiam z Atreusem i Ger // Poranek - pomagam przy sprzątaniu imprezy
Cóż, gdyby Tiara Przydziału ze Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie była w stu procentach obiektywna, to zapewne posłałby dziedzica Warowni prosto w objęcia Puchonów w mundurkach przyozdobionych herbem z wielkiego borsuka. Jakby na to nie patrzeć jego dobrotliwe, spokojne usposobienie i chęć dostrzegania w ludziach tego, co było w nich najlepsze, zdawały się cechami wyniesionymi wprost z Pokoju Wspólnego Hufflepuffu. A jednak, zamiast popchnąć go w tę stronę, przy Ceremonii Przydziału posadzono go przy stoliku Gryffindoru.
Chociaż bez wątpienia miał w sobie spore pokłady odwagi i determinacji, tak miał w sobie równie wiele opanowania, które skutecznie hamowało rozbujałą w tamtych czasach wyobraźnię. I to pośród Gryfonów znalazł najlepszą paczkę ludzi, jaką mógłby sobie zażyczyć. I tam też zapoznał się bliżej z Geraldine. Ona prowokowała go do tego, aby się bardziej starać, więcej ćwiczyć i dawać z siebie sto pięćdziesiąt procent, podczas gdy on tępił jej najgorsze instynkty i dawał pole do całkowitej szczerości - zarówno w osobistych rozmowach, jak i na arenie pojedynkowej. Układ idealny, który trwał po dziś dzień.
— Ja jestem tylko skromnym towarzyszem przyjęć. Wcielam się w taką rolę, jaką przydziela mi los — oświadczył na słowa Atreusa, nie mając zamiaru w żaden sposób żartować sobie z panny Yaxley. — Będę trwał na posterunku tak długo, jak tylko starczy mi sił. No... Chyba że na pewnym etapie Geraldine uzna, że jestem zdziadziały i trzeba mnie wymienić na młodszy model, bo nie dotrzymuje jej kroku podczas inwazji baru.
Skinął głową Thomasowi, gdy ten skorzystał z okazji, aby wyswobodzić Geraldine z ich towarzystwa. Zerknął kątem oka na Atreusa. Przez dłuższą chwilę zastanawiał się, czy powinien zwrócić mu uwagę na Brennę. To jest, jakoś subtelnie, żeby potem nie przyleciała do niego z pretensjami. Z drugiej strony, z tyłu głowie dalej miał słowa ich ostatniej sprzeczki i na samą myśl, że miałoby się to powtórzyć, robiło mu się słabo. Koniec końców westchnął tylko w ramach pożegnania, gdy Bulstrode postanowił się oddalić w poszukiwaniu innego gościa imprezy. Niech sobie panna Longbottom sama wyjaśnia swoje sprawy sercowe. Pod koniec deszczu Perseidów w głowie kołatała mu tylko jedna myśl: niech Brenna w końcu znajdzie swoje szczęście.
Następne godziny imprezy upłynęły... względnie spokojnie. W gruncie rzeczy większość czasu Erik spędził w głównym ''obozie'', wymykając się tylko w pewnym momencie na mały spacer z Isaaciem i Thomasem, który okazał się zupełnie odrębną przygodą samą w sobie, jednak kiedy zaczynało się już przejaśniać... Ogarnęło go zmęczenie. Spora liczba gości zdążyła zmyć się w ciągu nocy, zapewne licząc, że uda im się złapać kilka godzin snu, zamiast słońce na dobre zacznie górować na niebie.
Organizatorom takie prawo nie przysługiwało, a za takiego też uważał się Erik, toteż kiedy zauważył, że już nawet najwytrwalsi zawodnicy zbierali się do pożegnania się z Brenną, sam wziął się za sprzątanie i doprowadzanie okolic baru do porządku. Wprawdzie mógł po prostu wezwać Malwę i zrobić skrzatce niespodziankę, ale... Przecież to nie była jej wina, że zostawili po sobie bałagan, czyż nie? W każdym razie Longbottom pozostał na plaży do samego rana, zamierzając dopiąć z siostrą wszystkie kwestie dotyczące sprzątania i transportu niektórych zapasów z powrotem do Warowni.
Cóż, gdyby Tiara Przydziału ze Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie była w stu procentach obiektywna, to zapewne posłałby dziedzica Warowni prosto w objęcia Puchonów w mundurkach przyozdobionych herbem z wielkiego borsuka. Jakby na to nie patrzeć jego dobrotliwe, spokojne usposobienie i chęć dostrzegania w ludziach tego, co było w nich najlepsze, zdawały się cechami wyniesionymi wprost z Pokoju Wspólnego Hufflepuffu. A jednak, zamiast popchnąć go w tę stronę, przy Ceremonii Przydziału posadzono go przy stoliku Gryffindoru.
Chociaż bez wątpienia miał w sobie spore pokłady odwagi i determinacji, tak miał w sobie równie wiele opanowania, które skutecznie hamowało rozbujałą w tamtych czasach wyobraźnię. I to pośród Gryfonów znalazł najlepszą paczkę ludzi, jaką mógłby sobie zażyczyć. I tam też zapoznał się bliżej z Geraldine. Ona prowokowała go do tego, aby się bardziej starać, więcej ćwiczyć i dawać z siebie sto pięćdziesiąt procent, podczas gdy on tępił jej najgorsze instynkty i dawał pole do całkowitej szczerości - zarówno w osobistych rozmowach, jak i na arenie pojedynkowej. Układ idealny, który trwał po dziś dzień.
— Ja jestem tylko skromnym towarzyszem przyjęć. Wcielam się w taką rolę, jaką przydziela mi los — oświadczył na słowa Atreusa, nie mając zamiaru w żaden sposób żartować sobie z panny Yaxley. — Będę trwał na posterunku tak długo, jak tylko starczy mi sił. No... Chyba że na pewnym etapie Geraldine uzna, że jestem zdziadziały i trzeba mnie wymienić na młodszy model, bo nie dotrzymuje jej kroku podczas inwazji baru.
Skinął głową Thomasowi, gdy ten skorzystał z okazji, aby wyswobodzić Geraldine z ich towarzystwa. Zerknął kątem oka na Atreusa. Przez dłuższą chwilę zastanawiał się, czy powinien zwrócić mu uwagę na Brennę. To jest, jakoś subtelnie, żeby potem nie przyleciała do niego z pretensjami. Z drugiej strony, z tyłu głowie dalej miał słowa ich ostatniej sprzeczki i na samą myśl, że miałoby się to powtórzyć, robiło mu się słabo. Koniec końców westchnął tylko w ramach pożegnania, gdy Bulstrode postanowił się oddalić w poszukiwaniu innego gościa imprezy. Niech sobie panna Longbottom sama wyjaśnia swoje sprawy sercowe. Pod koniec deszczu Perseidów w głowie kołatała mu tylko jedna myśl: niech Brenna w końcu znajdzie swoje szczęście.
~~*~~
Następne godziny imprezy upłynęły... względnie spokojnie. W gruncie rzeczy większość czasu Erik spędził w głównym ''obozie'', wymykając się tylko w pewnym momencie na mały spacer z Isaaciem i Thomasem, który okazał się zupełnie odrębną przygodą samą w sobie, jednak kiedy zaczynało się już przejaśniać... Ogarnęło go zmęczenie. Spora liczba gości zdążyła zmyć się w ciągu nocy, zapewne licząc, że uda im się złapać kilka godzin snu, zamiast słońce na dobre zacznie górować na niebie.
Organizatorom takie prawo nie przysługiwało, a za takiego też uważał się Erik, toteż kiedy zauważył, że już nawet najwytrwalsi zawodnicy zbierali się do pożegnania się z Brenną, sam wziął się za sprzątanie i doprowadzanie okolic baru do porządku. Wprawdzie mógł po prostu wezwać Malwę i zrobić skrzatce niespodziankę, ale... Przecież to nie była jej wina, że zostawili po sobie bałagan, czyż nie? W każdym razie Longbottom pozostał na plaży do samego rana, zamierzając dopiąć z siostrą wszystkie kwestie dotyczące sprzątania i transportu niektórych zapasów z powrotem do Warowni.
Postać opuszcza sesję
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞