14.08.2024, 22:15 ✶
Siedzę z Patrickiem
Rytm dobowy Florence właściwie nie istniał - dyżury w szpitalu odbywały się w różnych porach, zdarzały się nagłe wezwania, nie czuła się więc szczególnie wyczerpana tym, że tę noc spędziła na plaży zamiast we własnym łóżku. Lekkie zmęczenie więcej miało wspólnego z otoczeniem przez mrowie ludzi i głośne dźwięki niż z niewyspaniem, mimo to pozostała nad morzem Devon do rana, większość czasu po tańcach z losowaniem spędzając u boku Patricka.
Chociaż gdzieś po drodze nie omieszkała uprzejmie spytać odpowiadającego za drinki chłopaka, co takiego stało się na plaży, że Cameron Lupin wymagał pomocy medycznej, i dowiedziała się o dwóch niefortunnych upadkach miotlarskich, do których doszło, zaledwie odwróciła wzrok. O ile postępowanie brata jej nie dziwiło, a brak rozsądku Lupina wywołał po prostu odrobinę rozczarowania, o tyle zupełnie nie pojmowała, co kierowało jej jakże rozważnym kuzynem, który przecież ledwo kilka dni temu spadł z innej miotły.
Nie ruszyła jednak ganić żadnego z nich. Takich rzeczy nie robiło się w tłumie.
A gdy niebo rozświetlił deszcz Perseidów, miała tylko jedną prośbę do spadających gwiazd: niech „jej” chłopcy przetrwają całe to zamieszanie w Anglii i wyjdą z niego obronną ręką.
*
Nad ranem siedziała z Patrickiem na jednym z koców, a podejrzliwe spojrzenie jasnych oczu utkwiła w bracie, paradującym po plaży z miotłą. Zastanawiała się, czy po tych wszystkich drinkach spróbuje na nią wsiąść i w ten sposób wrócić do domu – bo za żadne skarby nie zamierzała na to pozwolić. Mogła teleportować ich oboje.
- …zapomniałabym – powiedziała, kiedy zabawa zaczęła powoli wygasać, niektórzy goście znikali z zabawy, a inni zabierali się za porządkowanie i zbieranie rzeczy. Z torebki wyciągnęła trzy fiolki oraz lusterko dwukierunkowe. – To eliksir odporności na ogień, pomyślałam, że przyda ci się, gdybyś znowu postanowił wchodzić w płomienie. A to lusterko ma zasięg mniej więcej obszaru Londynu. Mam drugie. Może będzie przydatne, jeśli… potrzebowałbyś medyka i niekoniecznie chciał iść do Munga – powiedziała z pewnym wahaniem, wyciągając w jego stronę przedmioty. Myślała o tamtym wieczorze, kiedy wyczuła, że był w niebezpieczeństwie: o ranach, które zadała mu wampirzyca i o tym, że najwyraźniej nie mógł lub nie chciał udać się do miejsca, w którym opis tych obrażeń zostałby udokumentowany.
Rytm dobowy Florence właściwie nie istniał - dyżury w szpitalu odbywały się w różnych porach, zdarzały się nagłe wezwania, nie czuła się więc szczególnie wyczerpana tym, że tę noc spędziła na plaży zamiast we własnym łóżku. Lekkie zmęczenie więcej miało wspólnego z otoczeniem przez mrowie ludzi i głośne dźwięki niż z niewyspaniem, mimo to pozostała nad morzem Devon do rana, większość czasu po tańcach z losowaniem spędzając u boku Patricka.
Chociaż gdzieś po drodze nie omieszkała uprzejmie spytać odpowiadającego za drinki chłopaka, co takiego stało się na plaży, że Cameron Lupin wymagał pomocy medycznej, i dowiedziała się o dwóch niefortunnych upadkach miotlarskich, do których doszło, zaledwie odwróciła wzrok. O ile postępowanie brata jej nie dziwiło, a brak rozsądku Lupina wywołał po prostu odrobinę rozczarowania, o tyle zupełnie nie pojmowała, co kierowało jej jakże rozważnym kuzynem, który przecież ledwo kilka dni temu spadł z innej miotły.
Nie ruszyła jednak ganić żadnego z nich. Takich rzeczy nie robiło się w tłumie.
A gdy niebo rozświetlił deszcz Perseidów, miała tylko jedną prośbę do spadających gwiazd: niech „jej” chłopcy przetrwają całe to zamieszanie w Anglii i wyjdą z niego obronną ręką.
*
Nad ranem siedziała z Patrickiem na jednym z koców, a podejrzliwe spojrzenie jasnych oczu utkwiła w bracie, paradującym po plaży z miotłą. Zastanawiała się, czy po tych wszystkich drinkach spróbuje na nią wsiąść i w ten sposób wrócić do domu – bo za żadne skarby nie zamierzała na to pozwolić. Mogła teleportować ich oboje.
- …zapomniałabym – powiedziała, kiedy zabawa zaczęła powoli wygasać, niektórzy goście znikali z zabawy, a inni zabierali się za porządkowanie i zbieranie rzeczy. Z torebki wyciągnęła trzy fiolki oraz lusterko dwukierunkowe. – To eliksir odporności na ogień, pomyślałam, że przyda ci się, gdybyś znowu postanowił wchodzić w płomienie. A to lusterko ma zasięg mniej więcej obszaru Londynu. Mam drugie. Może będzie przydatne, jeśli… potrzebowałbyś medyka i niekoniecznie chciał iść do Munga – powiedziała z pewnym wahaniem, wyciągając w jego stronę przedmioty. Myślała o tamtym wieczorze, kiedy wyczuła, że był w niebezpieczeństwie: o ranach, które zadała mu wampirzyca i o tym, że najwyraźniej nie mógł lub nie chciał udać się do miejsca, w którym opis tych obrażeń zostałby udokumentowany.