- Dlaczego? - Wydawało jej się, że Brenna raczej nigdy się nie myliła, zdziwiło więc ją to, co powiedziała. To nie tak, że jej zdaniem Longbottom była nieomylna, chociaż może trochę?
Miejsce faktycznie nie wyglądało na zamieszkałe. Wokół panowała ciemność, najbliższa latarnia nie działała. Kamienica, która znajdowała się przed nimi raczej przypominała ruinę, niż miejsce, w którym ktokolwiek mógłby mieszkać, jednak nie wydawało się jej, żeby doszło do pomyłki. Musiały trafić pod dobry adres.
Sabat, który rozpoczął ten dzień był całkiem przyjemny, ale kiedy znajdowała się przed tym budynkiem wydawał się też bardzo oddalać w czasie. Tutaj nie było tłoczno i kolorowo, to miejsce bardzo różniło się od tego, w którym spędziła większość dnia.
Przyszło jej znaleźć się na patrolu z Brenną, z którą zresztą też rozpoczęła wizytę na Lammas, później zgubili ją gdzieś w tłumie, za co miała nawet do siebie żal, może bardziej powinna zadbać o Brennę, zbytnio skupiła się jednak na Cameronie, zresztą zawsze kiedy znajdował się obok pochłaniał większość jej zainteresowania. Jakoś tak już było, przynajmniej od pewnego czasu. Nie, żeby miała mu to za złe, chociaż czasem komplikowało spotkania z innymi ludźmi. Nie umiała jednak zaprzeczyć temu, że jakimś dziwnym trafem Cameron Lupin stał się całym jej światem i trochę przysłaniał jej wszystko inne co znajdowało się obok.
Heather wiedziała tylko tyle, że miały zająć się jakąś awanturą. Tyle, że tutaj było wyjątkowo cicho, jakby nic nie mogło przeszkodzić tej ciszy. - Strasznie tutaj spokojnie, nie masz takiego wrażenia? - Sprawa była o tyle poważna, że ktoś już się nią zajmował, i nie wrócił od kilku godzin. Musiały więc sprawdzić, czy ich koledzy byli bezpieczni. - To jak, wchodzimy do środka, chyba nie ma innego wyjścia. - Powiedziała cicho do Brenny. Nie miało większego sensu stanie na zewnątrz i oglądanie z tej perspektywy tego budynku. Musiały zobaczyć, co działo się w środku.