15.08.2024, 19:30 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.10.2024, 21:29 przez Neil Enfer.)
Czas zacząć patrzeć na pewne rzeczy z innej perspektywy, bo jest w tym cała masa korzyści.
- Mówię, że nie wierzę, że jesteś większym beztalenciem niż ja. Z resztą to nie jest ważne, w tej szkole jestem pierwszy na podium i nie dam sobie tego miejsca odebrać jakiemuś przyjezdnemu. - właśnie tak jest, bo jak sobie radzić z problemami to nie przez płacz, a przez śmiech.
Negował jego pewność siebie, że podołałby widokowi testrala? Ha! Co za tupet!
- Nie jestem delikatny. - obruszył się, chcąc jak najszybciej ukrócić gadanie, że jest słaby, że sobie nie poradzi i więcej w nim z baby niż z faceta.
Jak dobrze, że temat rozmowy lekko spłynął na zwierzaki jakie posiadali w szkole. Zacisnął usta, ale przytaknął mu. Tak jak sam mówił, lepiej mieć marne zwierzę niż żadne. Nie spodziewał się jednak wyznania o braku rodziny, chociaż czy było to wyznanie? Odwrócenie wzroku sugerowało, że tak, dlatego nie brał tego z mocną powagą, skoro samo wspomnienie o tym wywołuje w chłopaku dyskomfort.
- Sowa... No tak, muszę sobie jakąś kupić kiedyś. Na razie nie potrzebuję jej, bo i tak nikt do mnie listów nie pisze, rodzice nie umieją obsługiwać magicznej poczty. - co było upierdliwe, bo przez to miał z nimi ograniczony kontakt. - A jaka rasa? Jakaś duża? Bo zastanawiam się która byłaby lepsza dla mnie na przyszłość. Trochę dystansu musiałaby pokonywać. Swoją drogą ona karmi się sama, czy musisz jej coś dawać? - zagaił, bo teraz była okazja trochę się doedukować, szczególnie czy to nie był idealny do tego wieczór?
Gwiazdy powoli przewijały się przez niebo, wraz z księżycem oświetlając ogrody i piękny zamek akademii, podczas gdy w labiryncie co chwila rozbrzmiewały dźwięki rozmowy i śmiechu. Przypadkowe spotkania rzadko kiedy zmieniają się w dłuższe znajomości, ale tym razem być może dwie samotne gąsieniczki odnalazły kogoś z kim będą mogły rozwinąć skrzydła.
- Mówię, że nie wierzę, że jesteś większym beztalenciem niż ja. Z resztą to nie jest ważne, w tej szkole jestem pierwszy na podium i nie dam sobie tego miejsca odebrać jakiemuś przyjezdnemu. - właśnie tak jest, bo jak sobie radzić z problemami to nie przez płacz, a przez śmiech.
Negował jego pewność siebie, że podołałby widokowi testrala? Ha! Co za tupet!
- Nie jestem delikatny. - obruszył się, chcąc jak najszybciej ukrócić gadanie, że jest słaby, że sobie nie poradzi i więcej w nim z baby niż z faceta.
Jak dobrze, że temat rozmowy lekko spłynął na zwierzaki jakie posiadali w szkole. Zacisnął usta, ale przytaknął mu. Tak jak sam mówił, lepiej mieć marne zwierzę niż żadne. Nie spodziewał się jednak wyznania o braku rodziny, chociaż czy było to wyznanie? Odwrócenie wzroku sugerowało, że tak, dlatego nie brał tego z mocną powagą, skoro samo wspomnienie o tym wywołuje w chłopaku dyskomfort.
- Sowa... No tak, muszę sobie jakąś kupić kiedyś. Na razie nie potrzebuję jej, bo i tak nikt do mnie listów nie pisze, rodzice nie umieją obsługiwać magicznej poczty. - co było upierdliwe, bo przez to miał z nimi ograniczony kontakt. - A jaka rasa? Jakaś duża? Bo zastanawiam się która byłaby lepsza dla mnie na przyszłość. Trochę dystansu musiałaby pokonywać. Swoją drogą ona karmi się sama, czy musisz jej coś dawać? - zagaił, bo teraz była okazja trochę się doedukować, szczególnie czy to nie był idealny do tego wieczór?
Gwiazdy powoli przewijały się przez niebo, wraz z księżycem oświetlając ogrody i piękny zamek akademii, podczas gdy w labiryncie co chwila rozbrzmiewały dźwięki rozmowy i śmiechu. Przypadkowe spotkania rzadko kiedy zmieniają się w dłuższe znajomości, ale tym razem być może dwie samotne gąsieniczki odnalazły kogoś z kim będą mogły rozwinąć skrzydła.
Koniec sesji