15.08.2024, 20:02 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.08.2024, 00:54 przez Patrick Steward.)
Siedzę z Florence, żegnamy się, znikam
Po przyjrzeniu się niciom Basiliusa, Patrick podniósł się ze swojego miejsca i cofnął jeszcze nieco dalej, ku jednemu z wolnych koców. Potrzebował chwili spokoju. Paru sekund na to, by pobyć samemu ze sobą i ze swoimi myślami. Przymknął oczy. Podniósł głowę do góry i po prostu pozwalał by morskie powietrze uderzało w jego twarz i ramiona.
Tak naprawdę nie stało się nic złego. Nic go nie zdenerwowało. Nic nie zirytowało. Po prostu, odkąd dowiedział się, że być może już niedługo umrze, polubił… samotność? A może nawet nie samotność, ile przeżywanie chwili. Kiedyś, jako uczeń Hogwartu – w tym czasie przed Clare – uciekał na bok, bo bał się, że ktoś odkryje jego sekret rodzinny. Teraz jako świadomy, dorosły mężczyzna – zaczął doceniać chwile.
To była jedna z nich: uczestniczenie w zabawie na plaży. Zapach morza uderzający w nos. Szum dolatujący uszu, mieszający się z muzyką, z widmem tańczących na prowizorycznym parkiecie ciał. Słony wiatr, którego dotyk mógł jeszcze poczuć pod prysznicem, gdy słona woda będzie skapywała do odpływu. Zimne piwo w ręce, trzymane bardziej po to, by zająć ręce niż dlatego, żeby naprawdę chciał je wypić.
Naprawdę dobra chwila do zapamiętania.
Łatwo się było domyślić jakie życzenie mógł mieć, gdy na niebie pojawił się deszcz Perseidów. Nie prosił o własne życie.
*
Nad ranem po prostu przyglądał się Florence. Do połowy wypita butelka piwa stała obok koca, wbita w piach w taki sposób, by utrzymała się w pionie.
Zmarszczył brwi, gdy uzdrowicielka postanowiła wręczyć mu prezent.
- I teraz mi głupio, że ja nie mam nic dla ciebie – odpowiedział, przyjmując od niej eliksir i lusterko. Przy tym drugim prezencie trochę się zawahał, międlił je w ręku, zdając sobie sprawę z tego, że musiało być cenne i zastanawiając, czy nie Florence nie powinna wręczyć go któremuś z braci lub kuzynów. – Mam nadzieję, że takich sytuacji będzie jak najmniej – odpowiedział wreszcie. Nie próbował obiecywać, że w ogóle się nie zdarzą. – Robisz się już senna? Przesiedzeliśmy tu całą noc.
*
- I ja dziękuję – rzucił cicho, na pożegnanie, zaraz po tym jak Florence odsunęła się od niego a on ciągle jeszcze czuł dotyk jej warg na zimnym policzku. Nie ruszył się z miejsca, pozwalając jej na swobodne oddalenie się w kierunku brata.
Dopiero gdy miał pewność, że uzdrowicielka dołączyła do Atreusa, podniósł się z koca. Otrzepał spodnie, odniósł niedopite piwo barmanowi (na wszelki wypadek, cichaczem, wylewając wygazowaną resztkę alkoholu). Machnął na pożegnanie Brennie, ale nie pomógł jej w sprzątaniu. Zamiast tego przeszedł się jeszcze wzdłuż plaży, oddalając od pozostałych, by po kilkudziesięciu metrach z cichym trzaskiem się aportować.
Postać opuszcza sesję