16.08.2024, 11:48 ✶
Chociaż dla Basiliusa wyrabianie eliksirów i maści, było raczej czymś co robił, bo w jego zawodzie było to po prostu przydatne, niż z wielkiej pasji do tego konkretnego zajęcia, to musiał przyznać że było to też w jakiś sposób mocno odstresowujące. Oczywiście nie tak bardzo jak partia pokera w kasynie, no i miło by było gdyby nie musiał robić tego tak często po ustalonych godzinach pracy (dziwne, że jeszcze nie zapomniał co to znaczy), ale i tak czasem przyjemnie było skupić się na zgniataniu odpowiednich ziół.
– Hm? – spytał, nieco wyrywany z własnych myśli, ostrożnie krojąc kilka ciemnych listków na jak najrówniejsze części. – Ah tak, patrząc co się dzieje, to chyba nauczyliśmy się przydatnej umiejętności.
Prewett oczywiście kojarzył Camerona, chociaż nie dane było im rozmawiać znowu jakoś szalenie często. Wiedział jednak, że Lupin obecnie kształci się pod okien Florence i... No cóż. Mógł życzyć chłopakowi jedynie, jak najlepiej, bo chociaż kochał swoją kuzynkę, a ta dla swojej rodziny była zdecydowanie milsza, tak doskonale wiedział, że potrafiła wzbudzić w swoich uczniach pewien... strach. Ale przynajmniej naprawdę się czegoś nauczą i, gdy już zostaną pełnoprawnymi uzdrowicielami, będą porządnie wykonywać swój zawód. No i Bulstrode tak naprawdę była mniej straszna, niż się wydawało, ale tego Prewett nie zamierzał nikomu mówić z dwóch powodów. Po pierwsze, czerpał duże korzyści z tego, że inni, obawiajacy się postrachu oddziału magimedycy prosili go w ramach przysługi o załatwienie z nią jakiś spraw w ich imieniu, a po drugie uważał, że lekki i kontrolowany stres za bardzo im nie zaszkodzi. I chociaż sam pewnie przyjąłby inną taktykę nauczania, gdyby był wykładowcą, tak najwyraźniej cokolwiek robiła Florence działało. Chyba, że Cameron zaczął się jąkać dopiero przez nią. Wtedy mieli problem.
Basilius ostrożnie przełożył pokrojone listki do drewnianej miseczki, a następnie sięgnął po kolejne zioła, aby je drobno posiekać, a przekrojone rośliny wydały z siebie na tyle silny aromat, że skutecznie maskowały nieprzyjemne zapachy, niektórych tworzonych tutaj eliksirów. Cameron mógł też zauważyć, że wszystko przy stanowisku Prewetta, było równo ułożone i odpowiednio posegregowane.
– To? A to tylko eliksir zdzierający skórę. Ostatnio zużyłem cały zapas – powiedział z uśmiechem na ustach, chociaż przez zmęczenie chyba nie wyraził się dość precyzyjnie, bo to nie tak, że torturował nim biednych pacjentów, a po prostu musiał pożyczyć dwie butelki, które akurat miał innym uzdrowicielom. – A ty?
Nie mógł się powstrzymać, by przy tym pytaniu nie zerknąć dyskretnie na stanowisko Lupina, by zobaczyć jak mu szło.
– Hm? – spytał, nieco wyrywany z własnych myśli, ostrożnie krojąc kilka ciemnych listków na jak najrówniejsze części. – Ah tak, patrząc co się dzieje, to chyba nauczyliśmy się przydatnej umiejętności.
Prewett oczywiście kojarzył Camerona, chociaż nie dane było im rozmawiać znowu jakoś szalenie często. Wiedział jednak, że Lupin obecnie kształci się pod okien Florence i... No cóż. Mógł życzyć chłopakowi jedynie, jak najlepiej, bo chociaż kochał swoją kuzynkę, a ta dla swojej rodziny była zdecydowanie milsza, tak doskonale wiedział, że potrafiła wzbudzić w swoich uczniach pewien... strach. Ale przynajmniej naprawdę się czegoś nauczą i, gdy już zostaną pełnoprawnymi uzdrowicielami, będą porządnie wykonywać swój zawód. No i Bulstrode tak naprawdę była mniej straszna, niż się wydawało, ale tego Prewett nie zamierzał nikomu mówić z dwóch powodów. Po pierwsze, czerpał duże korzyści z tego, że inni, obawiajacy się postrachu oddziału magimedycy prosili go w ramach przysługi o załatwienie z nią jakiś spraw w ich imieniu, a po drugie uważał, że lekki i kontrolowany stres za bardzo im nie zaszkodzi. I chociaż sam pewnie przyjąłby inną taktykę nauczania, gdyby był wykładowcą, tak najwyraźniej cokolwiek robiła Florence działało. Chyba, że Cameron zaczął się jąkać dopiero przez nią. Wtedy mieli problem.
Basilius ostrożnie przełożył pokrojone listki do drewnianej miseczki, a następnie sięgnął po kolejne zioła, aby je drobno posiekać, a przekrojone rośliny wydały z siebie na tyle silny aromat, że skutecznie maskowały nieprzyjemne zapachy, niektórych tworzonych tutaj eliksirów. Cameron mógł też zauważyć, że wszystko przy stanowisku Prewetta, było równo ułożone i odpowiednio posegregowane.
– To? A to tylko eliksir zdzierający skórę. Ostatnio zużyłem cały zapas – powiedział z uśmiechem na ustach, chociaż przez zmęczenie chyba nie wyraził się dość precyzyjnie, bo to nie tak, że torturował nim biednych pacjentów, a po prostu musiał pożyczyć dwie butelki, które akurat miał innym uzdrowicielom. – A ty?
Nie mógł się powstrzymać, by przy tym pytaniu nie zerknąć dyskretnie na stanowisko Lupina, by zobaczyć jak mu szło.