16.08.2024, 13:17 ✶
Millie nie dość, że miała na sobie sukienkę, to jeszcze sukienkę Rosierów? No tak, miało to sens jeśli przyszła na ten ślub w towarzystwie Rosiera.
– Hm – skomentował jedynie na dalsze rewelacje odnośnie pobytu przyjaciółki na wydarzeniu Blacków, ale uznał, że chyba nie było nic więcej do dodania. Bo co miał powiedzieć? Dalej się dziwić? Wypytywać Atreusa o szczegóły kreacji? Nie było sensu go o ten temat dalej męczyć. Najwyżej później podpyta Millie o to wszystko, bo pewnie sama będzie w stanie powiedzieć mu nieco więcej. Albo powie, aby się nie interesował. To też było możliwe.
Na komentarz kuzyna odnośnie wesela parsknął krótkim śmiechem i pokręcił głową. Tak, to chyba było najlepsze określenie tej całej sytuacji. Może barman po prostu nie przepadał za Blackami, lub samym panem młodym, i chciał zrobić mu wyjątkowo wredny żart? Dobrze, że u nich w rodzinie na razie nie szykowało się żadne wesele, bo jeszcze inni barmani zainspirowaliby się tamtym pomysłem.
– Muszla nie powinna działać o ile nie masz jej na szyi – powiedział, przyglądając mu się z uwagą, odwzajemniając spojrzenie niebieskich oczu, spojrzeniem brązowych, za ktorymi czaiła się teraz pewna ciekawość, a może i typowa dla interakcji Prewetta z częścią rodziny, złośliwość. – Więc robiłeś mu przysługę i jedynie zachęcałeś go do dalszego swatania, chociaż nie jesteś fanem tego pomysłu?
Czy wyobrażał to sobie? Brennę Longbottom w swojej rodzinie? Chyba nie. Swatanie Brenny z kimkolwiek? Też nie. To znaczy Longbottom z pewnością była inteligentną i ładną czarownicą o poczuciu humoru i przyzwoitym zawodzie, ale... Ale jednak dalej była Brenną.
– Nie, nie wyobrażam, ale wiesz, nie wyobrażałem sobie wielu rzeczy, na przykład tego że mi uwierzysz, że wygrano cię w karty, więc życie potrafi zaskakiwać – powiedział złośliwie i utkwił spojrzenie w wodzie, widząc...
Zmarszczył brwi. W tafli, dosłownie na chwilę mignął mu on sam pakujący rzeczy w swoim gabinecie, gotowy do wyjścia z pracy i zanim obraz się rozpłynął, do Basiliusa dotarło, że zegar na ścianie wskazywał na to, że Prewett opuszczał szpital idealnie o czasie, bez żadnych nadgodzin. Uśmiechnął się nieco, ale gdy wizja zniknęła, zerknął na kuzyna.
– Widziałeś coś? – spytał, taktycznie cofając się nieco od wody i pilnując, by Atreus nie pochylał się nad nią bardziej, bo może i nie była głęboka, ale jednak nie ufał zaczarowanym wodom, pokazujacym różne przyjemne obrazy.
– Hm – skomentował jedynie na dalsze rewelacje odnośnie pobytu przyjaciółki na wydarzeniu Blacków, ale uznał, że chyba nie było nic więcej do dodania. Bo co miał powiedzieć? Dalej się dziwić? Wypytywać Atreusa o szczegóły kreacji? Nie było sensu go o ten temat dalej męczyć. Najwyżej później podpyta Millie o to wszystko, bo pewnie sama będzie w stanie powiedzieć mu nieco więcej. Albo powie, aby się nie interesował. To też było możliwe.
Na komentarz kuzyna odnośnie wesela parsknął krótkim śmiechem i pokręcił głową. Tak, to chyba było najlepsze określenie tej całej sytuacji. Może barman po prostu nie przepadał za Blackami, lub samym panem młodym, i chciał zrobić mu wyjątkowo wredny żart? Dobrze, że u nich w rodzinie na razie nie szykowało się żadne wesele, bo jeszcze inni barmani zainspirowaliby się tamtym pomysłem.
– Muszla nie powinna działać o ile nie masz jej na szyi – powiedział, przyglądając mu się z uwagą, odwzajemniając spojrzenie niebieskich oczu, spojrzeniem brązowych, za ktorymi czaiła się teraz pewna ciekawość, a może i typowa dla interakcji Prewetta z częścią rodziny, złośliwość. – Więc robiłeś mu przysługę i jedynie zachęcałeś go do dalszego swatania, chociaż nie jesteś fanem tego pomysłu?
Czy wyobrażał to sobie? Brennę Longbottom w swojej rodzinie? Chyba nie. Swatanie Brenny z kimkolwiek? Też nie. To znaczy Longbottom z pewnością była inteligentną i ładną czarownicą o poczuciu humoru i przyzwoitym zawodzie, ale... Ale jednak dalej była Brenną.
– Nie, nie wyobrażam, ale wiesz, nie wyobrażałem sobie wielu rzeczy, na przykład tego że mi uwierzysz, że wygrano cię w karty, więc życie potrafi zaskakiwać – powiedział złośliwie i utkwił spojrzenie w wodzie, widząc...
Zmarszczył brwi. W tafli, dosłownie na chwilę mignął mu on sam pakujący rzeczy w swoim gabinecie, gotowy do wyjścia z pracy i zanim obraz się rozpłynął, do Basiliusa dotarło, że zegar na ścianie wskazywał na to, że Prewett opuszczał szpital idealnie o czasie, bez żadnych nadgodzin. Uśmiechnął się nieco, ale gdy wizja zniknęła, zerknął na kuzyna.
– Widziałeś coś? – spytał, taktycznie cofając się nieco od wody i pilnując, by Atreus nie pochylał się nad nią bardziej, bo może i nie była głęboka, ale jednak nie ufał zaczarowanym wodom, pokazujacym różne przyjemne obrazy.