16.08.2024, 19:56 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.08.2024, 20:27 przez Cedric Lupin.)
W swojej karierze medycznej wielokrotnie zdarzało mu się mierzyć ze skutkami przypadkowo, bądź źle rzuconych zaklęć, także był w stanie uwierzyć w jej historię. Jednocześnie w jego głowie pojawiło się jednak kilka pytań, na które miał ochotę otrzymać odpowiedzi. Bo kto do cholery rzuca tego typu zaklęcia bez namysłu? Jasne, obrażenia Brenny raczej nie stanowiły zagrożenia na dłuższą metę, ale wciąż były. Gdyby oberwała nieco mocniej, jej krtań mogłaby być w znacznie gorszym stanie.
— Naprawdę kiepsko idzie ci odciąganie mnie od zadawania pytań — rzucił, kręcąc przy tym głową z widoczną dezaprobatą. — Wiem, że mierzycie się z różnymi zagrożeniami z racji na obowiązki i potrafię to zaakceptować. Mniej mi się jednak podoba świadomość, że nasi ludzie potrafią być tak nierozsądni. Bo jak rozumiem, oberwałaś rykoszetem od kogoś z naszych? — kontynuował, rzucając jej nieco uważniejsze spojrzenie. Nie miał zamiaru dopytywać o szczegóły, nie wiedział nawet, czy odpowie mu chociaż na to. Nie mógł jednak przejść obok tego obojętnie. Ludzie musieli w końcu zacząć myśleć, szczególnie gdy chodzi o używanie magii w niebezpiecznym otoczeniu.
— Weź pod uwagę, że ja po prostu siedzę w szpitalu i przyjmuję pacjentów, a Ty biegasz po Londynie i okolicy, nadstawiając przy tym karku. Naprawdę nie mam do ciebie podejścia — odparł tylko, gdy wspomniała o małych ilościach odpoczynku.
— Jesteś wyczerpana, widać to na pierwszy rzut oka. Do zwiększenia ilości snu pewnie cię nie zmuszę, ale mogę dopilnować, żebyś coś jadła. Zacznę ci przysyłać do pracy solidniejsze posiłki. I słodycze. Może nie są najzdrowsze, ale mają sporo cukru. Z Twoim trybem życia zdecydowanie przyda ci się więcej energii — zadeklarował, lekko się uśmiechając. Pozytywny nastrój długo się go jednak nie trzymał. Wszystko przez to, że rozmowa nagle przeszła do omawiania jego problemów. Nie do końca chciał otwierać znowu tę puszkę, ale jednocześnie naprawdę chciał się komuś wygadać. Rozmowa z Jagodą była, hm, miła, ale nie pomogła mu się pozbierać. Kto wie, może Brenna zdoła mu jakoś pomóc? Doradzić? Viorica postawiła sprawę dość jasno, ale naprawdę ciężko było mu o tym wszystkim tak po prostu zapomnieć. Wisiorek, który od niej otrzymał, wciąż znajdował się na jego szyi. Jeszcze niedawno stanowił przyjemny element ubioru. Teraz natomiast ciążył mu niczym ciężki kamień uwiązany do jego ciała. Nie miał jednak serca go wyrzucić. Wiązało się z nim zbyt dużo przyjemnych wspomnień. Przyjemnych, a jednocześnie cholernie bolesnych.
Nie musiał zrobić niczego nie tak? W teorii powinno go to pocieszyć, ale z jakiegoś powodu zadziałało wręcz odwrotnie. Naprawdę wolałby, żeby to była jego wina. Wtedy mógłby próbować to jakoś naprawić.
— Naprawdę nie wiem, co się stało — głos miał dość chwiejny, jak gdyby zaraz mógł się rozkleić, co w sumie nie było dalekie od prawdy. — Przyjechaliśmy, zaczęliśmy się rozpakowywać. Potem poszliśmy na herbatę na werandzie... i w trakcie rozmowy rzuciła, że musi pobyć sama. Wtedy odbiegła — mówił coraz wolniej, a każde kolejne słowo boleśnie odtwarzało w jego głowie tę sytuację. — Potem, w domku... Płakała. Powiedziała... powiedziała, że boi się, że ktoś znowu ją skrzywdzi — teraz mówił już przez zęby i chociaż starał się ukryć twarz, patrząc w podłogę, to Brenna mogła zauważyć łzy, które powoli skapywały na gładki dywan. Dłonie zaciskały się na jego kolanach tak mocno, że knykcie pobielały.
Zazdroszczę temu, kto naprawdę będzie ciebie wart. — chciał powtórzyć również te słowa, ale nie dał rady. Po prostu go to przerosło. Przygarbił się nieco, chowając twarz w dłoniach. Teraz nawet nie potrafił już ukrywać swoich emocji. Zaszlochał cicho, jeszcze bardziej zwijając się w kłębek na fotelu.
— Naprawdę kiepsko idzie ci odciąganie mnie od zadawania pytań — rzucił, kręcąc przy tym głową z widoczną dezaprobatą. — Wiem, że mierzycie się z różnymi zagrożeniami z racji na obowiązki i potrafię to zaakceptować. Mniej mi się jednak podoba świadomość, że nasi ludzie potrafią być tak nierozsądni. Bo jak rozumiem, oberwałaś rykoszetem od kogoś z naszych? — kontynuował, rzucając jej nieco uważniejsze spojrzenie. Nie miał zamiaru dopytywać o szczegóły, nie wiedział nawet, czy odpowie mu chociaż na to. Nie mógł jednak przejść obok tego obojętnie. Ludzie musieli w końcu zacząć myśleć, szczególnie gdy chodzi o używanie magii w niebezpiecznym otoczeniu.
— Weź pod uwagę, że ja po prostu siedzę w szpitalu i przyjmuję pacjentów, a Ty biegasz po Londynie i okolicy, nadstawiając przy tym karku. Naprawdę nie mam do ciebie podejścia — odparł tylko, gdy wspomniała o małych ilościach odpoczynku.
— Jesteś wyczerpana, widać to na pierwszy rzut oka. Do zwiększenia ilości snu pewnie cię nie zmuszę, ale mogę dopilnować, żebyś coś jadła. Zacznę ci przysyłać do pracy solidniejsze posiłki. I słodycze. Może nie są najzdrowsze, ale mają sporo cukru. Z Twoim trybem życia zdecydowanie przyda ci się więcej energii — zadeklarował, lekko się uśmiechając. Pozytywny nastrój długo się go jednak nie trzymał. Wszystko przez to, że rozmowa nagle przeszła do omawiania jego problemów. Nie do końca chciał otwierać znowu tę puszkę, ale jednocześnie naprawdę chciał się komuś wygadać. Rozmowa z Jagodą była, hm, miła, ale nie pomogła mu się pozbierać. Kto wie, może Brenna zdoła mu jakoś pomóc? Doradzić? Viorica postawiła sprawę dość jasno, ale naprawdę ciężko było mu o tym wszystkim tak po prostu zapomnieć. Wisiorek, który od niej otrzymał, wciąż znajdował się na jego szyi. Jeszcze niedawno stanowił przyjemny element ubioru. Teraz natomiast ciążył mu niczym ciężki kamień uwiązany do jego ciała. Nie miał jednak serca go wyrzucić. Wiązało się z nim zbyt dużo przyjemnych wspomnień. Przyjemnych, a jednocześnie cholernie bolesnych.
Nie musiał zrobić niczego nie tak? W teorii powinno go to pocieszyć, ale z jakiegoś powodu zadziałało wręcz odwrotnie. Naprawdę wolałby, żeby to była jego wina. Wtedy mógłby próbować to jakoś naprawić.
— Naprawdę nie wiem, co się stało — głos miał dość chwiejny, jak gdyby zaraz mógł się rozkleić, co w sumie nie było dalekie od prawdy. — Przyjechaliśmy, zaczęliśmy się rozpakowywać. Potem poszliśmy na herbatę na werandzie... i w trakcie rozmowy rzuciła, że musi pobyć sama. Wtedy odbiegła — mówił coraz wolniej, a każde kolejne słowo boleśnie odtwarzało w jego głowie tę sytuację. — Potem, w domku... Płakała. Powiedziała... powiedziała, że boi się, że ktoś znowu ją skrzywdzi — teraz mówił już przez zęby i chociaż starał się ukryć twarz, patrząc w podłogę, to Brenna mogła zauważyć łzy, które powoli skapywały na gładki dywan. Dłonie zaciskały się na jego kolanach tak mocno, że knykcie pobielały.
Zazdroszczę temu, kto naprawdę będzie ciebie wart. — chciał powtórzyć również te słowa, ale nie dał rady. Po prostu go to przerosło. Przygarbił się nieco, chowając twarz w dłoniach. Teraz nawet nie potrafił już ukrywać swoich emocji. Zaszlochał cicho, jeszcze bardziej zwijając się w kłębek na fotelu.