16.08.2024, 22:27 ✶
Słyszysz mnie, Morfeuszu?
Delikatny kobiecy głos sięgnął twych uszu, ale ciebie coraz mocniej wzywał do siebie sen. Wokół nie było nikogo - tylko ty i rytualne płomienie, od których zaczynało cię mdlić - słodkość w ustach stawała się nie do zniesienia.
Zaśnij...
W pierwszej chwili nie chciałeś zasnąć, bo to było jak ukłucie najgorszego - panicznie poruszyłeś ręką, ale nie udało ci się utrzymać równowagi - wyciągnięta do przodu dłoń pozwoliła jedynie uniknąć zetknięcia się twojego czoła z podłogą. Choroba? Jeżeli tak, nie mogłeś teraz odpłynąć, chociaż ten słodki szept wcale nie brzmiał groźnie. Wręcz przeciwnie, zapraszał cię do czegoś, ale do czego...?
Zaśnij, to coś ci pokażę...
Nawet jeżeli się temu opierałeś, na końcu sięgnął cię sen.
W tym śnie widziałeś samego siebie stojącego na wzniesieniu. Spoglądałeś w dół na rozległą dolinę pokrytą kolorowymi, jesiennymi liśćmi. Pogoda była brudna, deszczowa i smutna - jak późną jesienią, ale coś w tej scenie było kompletnie nie tak. Liście zawirowały w powietrzu, otoczyły cię z każdej strony, zmieniając swe barwy od złota po ognistą, płomienną czerwień, aż wreszcie... zaczęły płonąć. TY zacząłeś płonąć. Biegłeś przez tę dolinę jak pochodnia, a wokół ciebie te liście - tańczyły wokół ciebie jak złośliwe iskry wokół rozżarzonych węgli. Wkrótce cały pejzaż staje się roztopionym morzem ognia. Biegniesz. Biegniesz ile sił w nogach, towarzyszysz swojej spopielającej się kopii w ognistym biegu, a kiedy płonący ty rozpadasz się - prawdziwy ty nie przestajesz biec. Za płonącym wrzosowiskiem, za gęstą, zniszczoną przez wichurę Knieją, kryje się twój dom. W akompaniamencie trzasku ognia stawiasz kolejne kroki i coraz wyraźniej to rozumiesz - musisz dobiec do Doliny, zanim będzie za późno, zanim...
Pojawi się nad nią Mroczny Znak.
Deszczowe chmury przybrały kształt wszystkich twoich obaw, a później przeszył je piorun. Widziałeś, jak zza drzew wyłania się siwy dym.
A później budzisz się i myślisz - czy to był zwykły sen, czy sen proroczy?
Wszystkie świece i węgle na ołtarzu zgasły.
Delikatny kobiecy głos sięgnął twych uszu, ale ciebie coraz mocniej wzywał do siebie sen. Wokół nie było nikogo - tylko ty i rytualne płomienie, od których zaczynało cię mdlić - słodkość w ustach stawała się nie do zniesienia.
Zaśnij...
W pierwszej chwili nie chciałeś zasnąć, bo to było jak ukłucie najgorszego - panicznie poruszyłeś ręką, ale nie udało ci się utrzymać równowagi - wyciągnięta do przodu dłoń pozwoliła jedynie uniknąć zetknięcia się twojego czoła z podłogą. Choroba? Jeżeli tak, nie mogłeś teraz odpłynąć, chociaż ten słodki szept wcale nie brzmiał groźnie. Wręcz przeciwnie, zapraszał cię do czegoś, ale do czego...?
Zaśnij, to coś ci pokażę...
Nawet jeżeli się temu opierałeś, na końcu sięgnął cię sen.
Widzenie I: Taniec Ognistych Liści
W tym śnie widziałeś samego siebie stojącego na wzniesieniu. Spoglądałeś w dół na rozległą dolinę pokrytą kolorowymi, jesiennymi liśćmi. Pogoda była brudna, deszczowa i smutna - jak późną jesienią, ale coś w tej scenie było kompletnie nie tak. Liście zawirowały w powietrzu, otoczyły cię z każdej strony, zmieniając swe barwy od złota po ognistą, płomienną czerwień, aż wreszcie... zaczęły płonąć. TY zacząłeś płonąć. Biegłeś przez tę dolinę jak pochodnia, a wokół ciebie te liście - tańczyły wokół ciebie jak złośliwe iskry wokół rozżarzonych węgli. Wkrótce cały pejzaż staje się roztopionym morzem ognia. Biegniesz. Biegniesz ile sił w nogach, towarzyszysz swojej spopielającej się kopii w ognistym biegu, a kiedy płonący ty rozpadasz się - prawdziwy ty nie przestajesz biec. Za płonącym wrzosowiskiem, za gęstą, zniszczoną przez wichurę Knieją, kryje się twój dom. W akompaniamencie trzasku ognia stawiasz kolejne kroki i coraz wyraźniej to rozumiesz - musisz dobiec do Doliny, zanim będzie za późno, zanim...
Pojawi się nad nią Mroczny Znak.
Deszczowe chmury przybrały kształt wszystkich twoich obaw, a później przeszył je piorun. Widziałeś, jak zza drzew wyłania się siwy dym.
A później budzisz się i myślisz - czy to był zwykły sen, czy sen proroczy?
Wszystkie świece i węgle na ołtarzu zgasły.