17.08.2024, 01:08 ✶
— N-niektórzy latają z różdżkami, inni z m-miksturami — odparł bez większego wahania, jakby powtarzał sobie tą frazę już nie pierwszy raz. Jakoś musiał sobie wmawiać, że nie był bezużyteczny dla Heather i swoich bliskich w obliczu nadchodzącego konfliktu.
W zwyczajnych okolicznościach odpowiednio wydestylowana dawka stresu faktycznie mogła pomóc - to był po prostu dobry motywator. Z czysto teoretycznego punktu widzenia Cameron nie umiał temu zaprzeczyć, ponieważ wtedy umysł od razu sam pospieszał człowieka do działania. Wyostrzał zmysły i zapewniał gwałtowny przypływ energii. Na pewno działało to dobrze w momencie, gdy człowiek nie miał innych zmartwień, jednak gdy taka osoba i tak już wiele nosiła na swoich barkach... Cóż, wtedy niekoniecznie to pomagało. Chociaż co poniektórzy zapewne stwierdziliby, że wówczas stres ułatwia priorytetyzację zadań i obowiązków.
Może Lupin nie przyznałby się do tego od razu, ale doceniał wyzwania stawiane mu przez pracę w Szpitalu św. Munga. Owszem, zdarzało się, że czuł się niedoceniany lub wykorzystywany. Niektóre osoby z personelu potrafiły go zagonić do zadań w ogóle niezwiązanych z jego stażem, ale kiedy przychodziło co do czego, faktycznie czuł, że wynosi z nauki w Akademii Munga nowe i cenne doświadczenia. Gdyby tylko jego życie osobiste nie było tak chaotyczne, to może nawet poradziłby sobie z tymi wszystkimi przeciwnościami losu, a tak? Zagrożenie ze strony terrorystów na horyzoncie, najlepszy przyjaciel ukrywał się pod fałszywym nazwiskiem na wsi, a jego narzeczona w każdej chwili mogła zostać wezwana do kolejnego incydentu z udziałem czarnoksiężników. Jak tu zachować spokój?
— Eliksir wiggenowy, ale z częściowym w-wykorzystaniem alternatywnych s-składników. W s-s-sensie z-zamienników, c-co nie? — stwierdził, składając ręce na piersi. — Jeśli na końcu uda mi się go d-doprowadzić do od-odpowiedniej temperatury, to powinien z-zachować właściwości regenerujące i t-tylko minimalnie zmienić smak. Przygotowałem też inny preparat zagęszczający.
Wprawdzie w Horyzontach Zaklęć zazwyczaj sugerowano zastosowanie kilku kropel ślubu gumochłona, jednak w tym przypadku Lupin chciał spróbować czegoś innego, co kojarzył z rozpakowywania najnowszych dostaw w rodzinnej aptece. Gdyby dokładniej przeszukał magazynek, to zapewne znalazłby wszystkie zalecane składniki, ale może szukał wyzwania właśnie na polu eliksirowarstwa? Od czasu ataku na Beltane cały czas miał z tyłu głowy pracę w szpitalu polowym, kiedy cierpieli na braki w dostawach z Doliny i Londynu. W grę wchodziło dawkowanie pozostałych specyfików lub sięganie właśnie po zamienniki i sklecanie na szybko mikstur o krótszym czasie działania. Kto wie, kiedy ta potrzeba znowu zapuka do ich drzwi?
— … Eliksir zdzierający skórę? — odłożył tłuczek do moździerza na bok i przesunął się bliżej stanowiska pracy Basiliusa. — T-to na jakieś zaawansowane l-leczenie oparzeń? — Przeniósł wzrok z miseczki wypełnionej ziołami na twarz uzdrowiciela. — W sensie, żeby móc p-potem za-zaaplikować jakieś mazidło regenerujące? Czy na coś hmm innego?
W zwyczajnych okolicznościach odpowiednio wydestylowana dawka stresu faktycznie mogła pomóc - to był po prostu dobry motywator. Z czysto teoretycznego punktu widzenia Cameron nie umiał temu zaprzeczyć, ponieważ wtedy umysł od razu sam pospieszał człowieka do działania. Wyostrzał zmysły i zapewniał gwałtowny przypływ energii. Na pewno działało to dobrze w momencie, gdy człowiek nie miał innych zmartwień, jednak gdy taka osoba i tak już wiele nosiła na swoich barkach... Cóż, wtedy niekoniecznie to pomagało. Chociaż co poniektórzy zapewne stwierdziliby, że wówczas stres ułatwia priorytetyzację zadań i obowiązków.
Może Lupin nie przyznałby się do tego od razu, ale doceniał wyzwania stawiane mu przez pracę w Szpitalu św. Munga. Owszem, zdarzało się, że czuł się niedoceniany lub wykorzystywany. Niektóre osoby z personelu potrafiły go zagonić do zadań w ogóle niezwiązanych z jego stażem, ale kiedy przychodziło co do czego, faktycznie czuł, że wynosi z nauki w Akademii Munga nowe i cenne doświadczenia. Gdyby tylko jego życie osobiste nie było tak chaotyczne, to może nawet poradziłby sobie z tymi wszystkimi przeciwnościami losu, a tak? Zagrożenie ze strony terrorystów na horyzoncie, najlepszy przyjaciel ukrywał się pod fałszywym nazwiskiem na wsi, a jego narzeczona w każdej chwili mogła zostać wezwana do kolejnego incydentu z udziałem czarnoksiężników. Jak tu zachować spokój?
— Eliksir wiggenowy, ale z częściowym w-wykorzystaniem alternatywnych s-składników. W s-s-sensie z-zamienników, c-co nie? — stwierdził, składając ręce na piersi. — Jeśli na końcu uda mi się go d-doprowadzić do od-odpowiedniej temperatury, to powinien z-zachować właściwości regenerujące i t-tylko minimalnie zmienić smak. Przygotowałem też inny preparat zagęszczający.
Wprawdzie w Horyzontach Zaklęć zazwyczaj sugerowano zastosowanie kilku kropel ślubu gumochłona, jednak w tym przypadku Lupin chciał spróbować czegoś innego, co kojarzył z rozpakowywania najnowszych dostaw w rodzinnej aptece. Gdyby dokładniej przeszukał magazynek, to zapewne znalazłby wszystkie zalecane składniki, ale może szukał wyzwania właśnie na polu eliksirowarstwa? Od czasu ataku na Beltane cały czas miał z tyłu głowy pracę w szpitalu polowym, kiedy cierpieli na braki w dostawach z Doliny i Londynu. W grę wchodziło dawkowanie pozostałych specyfików lub sięganie właśnie po zamienniki i sklecanie na szybko mikstur o krótszym czasie działania. Kto wie, kiedy ta potrzeba znowu zapuka do ich drzwi?
— … Eliksir zdzierający skórę? — odłożył tłuczek do moździerza na bok i przesunął się bliżej stanowiska pracy Basiliusa. — T-to na jakieś zaawansowane l-leczenie oparzeń? — Przeniósł wzrok z miseczki wypełnionej ziołami na twarz uzdrowiciela. — W sensie, żeby móc p-potem za-zaaplikować jakieś mazidło regenerujące? Czy na coś hmm innego?