Gerry była ciekawa. Zastanawiała się jak to jest nie wiedzieć i dowiedzieć się nagle, nie potrafiła sobie wyobrazić, że tak po prostu cały świat, który zna okazuje się być tylko częścią wszystkiego. Zdawała sobie sprawę, że może to być trudne dla tych osób, dlatego też próbowała im pomóc. W Hogwarcie zawsze stawała w ich obronie, dlatego, że wydawało jej się, że i tak dużo na nich spadło, musiała im pomóc radzić sobie z czystokrwistymi, którzy nie mieli oporów pokazywać im, że to nie jest ich świat.
Może i ona była wychowywana w magicznej rodzinie, jednak to, co było jej wpajane przez lata nieco różniło się z tym, w jaki sposób się zachowywała. Na pewno szkoła miała na to wpływ i ludzie z którymi przebywała. Czasem też nie do końca potrafiła się dogadać z członkami swojego rodu, właśnie ze względu na to, że jej poglądy różniły się od tych ich. Nie bała się mówić o tym na głos, twierdzili, że kiedyś zrozumie, zmądrzeje, jednak na przestrzeni lat nic się nie zmieniło. Wydawać by się mogło, że coraz bardziej odstaje i nie pasuje. Czasem nie było to takie proste, bo mimo tych różnic rodzina była dla niej ważna. Nie potrafiłaby się od nich odciąć tak po prostu. Czuła, że moment kiedy przyjdzie jej to zrobić zbliża się wielkimi krokami. Konflikt czarodziejów stawał się coraz bardziej jawny i prędzej, czy później każdy będzie musiał wybrać stronę po której stanie. Miała świadomość, że nie podąży ślepo za przekonaniami rodziny, przez co stanie się ich wrogiem.
Nie zerwała kontaktów z rodziną, spotykała się z nimi od czasu do czasu, póki mogła, wiedziała, że niedługo może nie być mile widziana. Szczególnie, że nie kryła się ze swoimi przekonywaniami. Wszyscy wiedzieli, że Geraldine ma w gronie swoich najbliższych osoby półkrwi, czy mugolaków. Miała jedynie nadzieję, że nikomu z jej najbliższych nie stanie się krzywda, na pewno by ją to zabolało, w końcu jaka by nie była to jednak rodzina.
Ten dzień był jednak inny od wszystkich. Zupełnie przestała zastanawiać się nad tym, co ją ostatnio dręczyło. Jej myśli kierowały się ku mężczyźnie, który miał spędzić z nią ten wieczór. Nie był już chłopcem, zdecydowanie i wystawił jej dzisiaj mandat, nie spodziewałaby się takiego obrotu sprawy, w końcu w Hogwarcie wydawał się jej być nawet bardziej lekkomyślny niż ona, a teraz pilnował by wszyscy stosowali się do zasad. Całkiem zabawny obrót sytuacji.
Dzisiaj spotkali się bez świadków. W przeciwieństwie do tych lat, kiedy dzielili dormitorium. Wtedy Yaxley przejmowała się tym, co mówili na jej temat, nie podobało jej się to, że wystarczyła krótka rozmowa, którą ktoś przyuważył i pojawiały się plotki. Teraz było zupełnie inaczej, informacje o tym spotkaniu nie powinny dojść do nikogo. Nie, żeby jej przeszkadzało, gdyby było inaczej, w końcu ta młodziutka, nieśmiała dziewczyna została w Hogwarcie. Gerry aktualnie nie bała się już mówić o tym, co czuje, nie uważała, że powinna milczeć, na przestrzeni lat nauczyła się sięgać po to, czego chciała.
Dzisiaj poczuła, że coś się dzieje. To uczucie zaatakowało ją znienacka, miała wrażenie, że zapoczątkowało się już dawno, jednak wtedy nie była tego świadoma. Postanowiła więc tak po prostu wyjść wieczorem w jego towarzystwie. Zobaczyć, co z tego wyjdzie, w końcu nie wiadomo, czy jeszcze raz pojawiłaby się taka szansa, a najlepiej było reagować, kiedy przychodziła taka szansa.
- Tak, wtedy wszystkie wbrew pozorom byłyśmy naprawdę zgrane. Można było liczyć na nie w tej kwestii.- Jakoś zawsze łatwiej było się do siebie zbliżyć w przypadku wspólnej niedoli. - Miałeś szczęście, że byłeś w stanie spać, ja miewałam takie momenty, że cały świat wirował i nie byłam w stanie zmrużyć oka.- Początki upijania się wcale nie bywały lekkie, sporo się musiała nauczyć, aby dojść do wprawy. - Oj tam głupi, młodość rządzi się swoimi prawami. Mieliśmy sporo szczęścia, że nikt się nie dowiedział o tych wybrykach i udało nam się bez problemu skończyć szkołę.- W końcu gdyby ktoś coś chlapnął nieodpowiednim osobom, wszyscy mieliby przesrane.
Miała świadomość, że może trochę przesadziła z informacją na temat wagi swojego płaszcza, aczkolwiek w kieszeniach znajdował się między innymi sztylet, który miała zawsze przy sobie, różdżka i inne rzeczy pierwszej potrzeby, uśmiechnęła się kiedy zobaczyła jak Thomas teatralnie ugina się, kiedy wziął go do ręki. - Ostrzegałam! - Żeby nie było.
- Do końca życia?- Lustrowała go uważnie wzrokiem. - Nie jestem pamiętliwa, no i mam wrażenie, że ten mandat to wcale nie taka duża zapłata, w końcu udało mi się Cię wyciągnąć na piwo.- Może okoliczności, w których przyszło im na siebie trafić nie były do końca przyjemne, jednak przynajmniej pojawiła się okazja. - Zawsze mógł mi go wystawić jakiś starszy komisarz, który lata młodości ma już dawno za sobą, w takim przypadku jednak myślę, że niejedna mogłaby mi pozazdrościć mandatu.- Mrugnęła do niego uśmiechając się przy tym od ucha do ucha.
- Oczywiście, nigdzie się nie wybieram, będę grzecznie czekać.- Odprowadziła go wzrokiem, kiedy się oddalał. Nie musiała długo czekać, aby pojawił się przy stoliku ponownie z dwoma kuflami piwa. Nie czekała specjalnie długo na to, aby upić pierwszy łyk. - Nie ma to, jak zimne piwo.-
- Jedną z zalet mojej pracy jest to, że mogę ją wykonywać kiedy mam ochotę. Tak szczerze, to nie mogłam się za bardzo skupić.- Nie umknęło jej uwadze to, że Thomas wspomniał o tym, że czekał na ich spotkanie. Uśmiechnęła się więc jeszcze bardziej szeroko. - Trochę podróżuje, jednak mieszkam w Londynie, przynajmniej oficjalnie, trochę mnie ostatnio męczyło bycie ciągle w drodze, staram się więc szukać zleceń bliżej domu. Do tego wszystkiego ta cała sytuacja, sam wiesz jak jest, zrobiło się dosyć niebezpiecznie, pewnie to odczuwacie?- Była ciekawa jak to wygląda z jego strony, w końcu pracował jako brygadzista. Na pewno mieli więcej roboty, teraz kiedy śmierciożercy panoszyli się po ulicach. Upiła kolejny łyk piwa, sięgnęła też lewą ręką po paczkę fajek, wyciągnęła jednego papierosa i go odpaliła, zaciągnęła się dymem. - Naprawdę dobrze Cię widzieć.- Powiedziała jeszcze, jakoś odczuła taką potrzebę.