17.08.2024, 20:04 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.08.2024, 20:07 przez Sebastian Macmillan.)
Sebastian w żadnym razie nie planował żadnych wycieczek do Limbo. Wprawdzie nie był w stanie kontrolować swoich własnych ekskursji wymuszonych na nim przez rodzinne dziedzictwo, tak nie miał zamiaru przykładać ręki do żadnego uchylania bram między światem żywych i umarłych w polowych warunkach. Przecież to było jak proszenie się o kłopoty! Zwłaszcza w kontekście wydarzeń na Beltane i ignorancji osób zaangażowanych w otwarcie przejścia do czarodziejskich zaświatów. Matko, daj mi cierpliwość, pomodlił się bezgłośnie, przymykając na moment oczy, gdy dotarły do niego słowa powitania ze strony panny Longbottom. Skinął głową na słowa Atreusa.
— Nie. Tym razem nie chodzi o owce — odparł z zaciśniętymi zębami i zmełł w nich wszystkie rzeczy niewypowiedziane. Na przykład takie mające na celu udowodnienie Brennie, że składanie ofiar ze zwierząt hodowlanych było tradycją bardzo głęboko zakorzenioną w historii ich społeczności i nawet ona była częścią tego cyklu, bez względu na to, czy jej się to podobało, czy nie. Niestety w tym przypadku musiał darować sobie ten wielowątkowy wykład. — Jedna z kapłanek, która była obecna podczas... incydentu... zwierzyła się przełożonym kowenu, że zobaczyła w płomieniach twarz swego zmarłego ojca. Mam sprawdzić okolicę na wypadek powtórki.
Wszelkie próby dojścia do realnego porozumienia z Isobell jak dotąd zawiodły, a Macmillan był wystarczający mądry, aby nie wdawać się w dyskusje na temat postępowania Arcykapłanki. Miał okazję przyglądać się jej pracy i poświęceniu w stosunku do Matki i wiernych przez całe lata i bardzo chciał tkwić w przeświadczeniu, że kobieta chciała jak najlepiej. Jednak nawet on musiał przyznać, że składanie ofiar z baranków a zażynanie młodziutkich kapłanek na ołtarzu to były dwie zupełnie różne od siebie kwestie. Nie zamierzał dolewać oliwy do ognia i próbować tłumaczyć ludziom, z czego mogły wynikać decyzje Isobell, bo... Wtem podskoczył, gdy nagle usłyszał spośród kamieni słowo ''egzorcysta''. Mimowolnie cofnął się o pół kroku.
— Normalni ludzie zazwyczaj nie reagują na nas tak radośnie — odparł z nieznośnym brakiem emocji w głosie, przyglądając się uważnie ubiorowi czarownicy w poszukiwaniu znajomych oznakowani Ministerstwa Magii. Kolejna Brygadzistka? Niewymowna? A może pracownica Departamentu Magicznych Wypadków i Katastrof? Problemami z Limbo interesowała się zdecydowanie zbyt duża liczba frakcji. Mimo to wysłuchał nieznajomej. — Bardzo słowny ten duch, skoro wprost powiedział, że jest z czegoś niezadowolony.
Mimowolnie zerknął w kierunku zakrwawionego ołtarza, jednak zdziwił się, gdy czarownica wskazała w zupełnie inną stronę.
— Czy jak poltergeist ciśnie w twoją głowę cegłą, a ty w wyniku ataku się wykrwawisz, to czy można przypisać mu twoje zabójstwo? — rzucił w stronę Brenny, gdy ta zadała mu pytanie. Machnął sztywno dłonią, po czym westchnął ciężko. Nie musiała odpowiadać. — Czy duch może cię zabić? Tak, może. Jak zapewne kojarzycie z Hogwartu, obecność duchów może znacznie wychłodzić miejsca, w których akurat przebywają. Gdyby bardzo duża grupa duchów zdecydowałaby się was zadręczyć w małym pomieszczeniu, możliwe, że wykończyłaby was niska temperatura i brak możliwości ucieczki. Oprócz tego w grę wchodzi oczywiście opętanie, ale to częściej tyczy się bytów z Limbo. Wówczas może dojść do przejęcia waszego ciała i zepchnięcia waszej świadomości na tak daleki margines. Czy to się liczy jako śmierć? Możecie zdecydować sami.
— Nie. Tym razem nie chodzi o owce — odparł z zaciśniętymi zębami i zmełł w nich wszystkie rzeczy niewypowiedziane. Na przykład takie mające na celu udowodnienie Brennie, że składanie ofiar ze zwierząt hodowlanych było tradycją bardzo głęboko zakorzenioną w historii ich społeczności i nawet ona była częścią tego cyklu, bez względu na to, czy jej się to podobało, czy nie. Niestety w tym przypadku musiał darować sobie ten wielowątkowy wykład. — Jedna z kapłanek, która była obecna podczas... incydentu... zwierzyła się przełożonym kowenu, że zobaczyła w płomieniach twarz swego zmarłego ojca. Mam sprawdzić okolicę na wypadek powtórki.
Wszelkie próby dojścia do realnego porozumienia z Isobell jak dotąd zawiodły, a Macmillan był wystarczający mądry, aby nie wdawać się w dyskusje na temat postępowania Arcykapłanki. Miał okazję przyglądać się jej pracy i poświęceniu w stosunku do Matki i wiernych przez całe lata i bardzo chciał tkwić w przeświadczeniu, że kobieta chciała jak najlepiej. Jednak nawet on musiał przyznać, że składanie ofiar z baranków a zażynanie młodziutkich kapłanek na ołtarzu to były dwie zupełnie różne od siebie kwestie. Nie zamierzał dolewać oliwy do ognia i próbować tłumaczyć ludziom, z czego mogły wynikać decyzje Isobell, bo... Wtem podskoczył, gdy nagle usłyszał spośród kamieni słowo ''egzorcysta''. Mimowolnie cofnął się o pół kroku.
— Normalni ludzie zazwyczaj nie reagują na nas tak radośnie — odparł z nieznośnym brakiem emocji w głosie, przyglądając się uważnie ubiorowi czarownicy w poszukiwaniu znajomych oznakowani Ministerstwa Magii. Kolejna Brygadzistka? Niewymowna? A może pracownica Departamentu Magicznych Wypadków i Katastrof? Problemami z Limbo interesowała się zdecydowanie zbyt duża liczba frakcji. Mimo to wysłuchał nieznajomej. — Bardzo słowny ten duch, skoro wprost powiedział, że jest z czegoś niezadowolony.
Mimowolnie zerknął w kierunku zakrwawionego ołtarza, jednak zdziwił się, gdy czarownica wskazała w zupełnie inną stronę.
— Czy jak poltergeist ciśnie w twoją głowę cegłą, a ty w wyniku ataku się wykrwawisz, to czy można przypisać mu twoje zabójstwo? — rzucił w stronę Brenny, gdy ta zadała mu pytanie. Machnął sztywno dłonią, po czym westchnął ciężko. Nie musiała odpowiadać. — Czy duch może cię zabić? Tak, może. Jak zapewne kojarzycie z Hogwartu, obecność duchów może znacznie wychłodzić miejsca, w których akurat przebywają. Gdyby bardzo duża grupa duchów zdecydowałaby się was zadręczyć w małym pomieszczeniu, możliwe, że wykończyłaby was niska temperatura i brak możliwości ucieczki. Oprócz tego w grę wchodzi oczywiście opętanie, ale to częściej tyczy się bytów z Limbo. Wówczas może dojść do przejęcia waszego ciała i zepchnięcia waszej świadomości na tak daleki margines. Czy to się liczy jako śmierć? Możecie zdecydować sami.