Dzisiejsza wizyta Richarda była niezapowiedziana. Ostatnim razem, jak był tutaj w czerwcu, po dwumiesięcznej nieobecności w Norwegii od maja, zjawił u końca miesiąca, aby załatwić kilka spraw. Zamknąć je. Przeprowadzić się do Londynu. Mając nadzieję, że już na stałe. Aby być bliżej Roberta i wspierać go w działaniach, interesach. Poinformował dzieci, że jeżeli chcą, mogą również się przenieść, albo tutaj zostać. Nie tylko on zrobił Scarlett niespodziankę, ale to samo zrobili mu chłopcy, zjawiając się w kamienicy rodzinnej.
W lipcu, Richard miał pojawić się u samego końca. Miał bywać tutaj raz w miesiącu. Pilne sprawy zmusiły go zjawić się wcześniej.
Czekając na powrót Scarlett, wypalił już w gabinecie dwa papierosy. Na stole także stała szklanka z nalanym whisky. Siedział za biurkiem, w spokoju przeglądając swoją dokumentację osiągnięć, aby się upewnić, że to wystarczy. Miał nawet napoczęte pisanie życiorysu.
Słyszał pukanie, ale nie reagował. Rzucił jedynie przelotnie spojrzeniem, dostrzegając Scarlett, która zakomunikowała swoje przybycie. Wrócił od razu do skończenia czytania dokumentu
- Tak samo jak Twoi bracia, pojawiając się w Londynie.Odniósł się do Charlesa i Leonarda, którzy bez zapowiedzi, dość szybko podjęli decyzję o przeprowadzce.
Nie reagował na przytulenie, nie odtrącał, znając córkę od lat, że uwielbiała to robić. Myśląc, że w ten sposób zyska sobie jego przychylność? Uwagę? Zauważenie?
Dokończył czytać, aby dopiero po krótkiej chwili udzielić jej odpowiedzi.
- Nie. Nic się nie stało. Charles wspomniał, że miał problem z dwoma klientami, więc umówiłem spotkania.Odpowiedział ze spokojem, chowając dokument do teczki. Oparł się wygodniej o oparcie fotela, po czym uraczył córkę swoim neutralnym spojrzeniem.
- Jak sobie radzisz?
Zapytał. Niby z troski, ale bardziej dla formalności. Zostawiając ją tutaj, z marszu narzucił odpowiedzialność za siebie. Lecz odkąd ukończyła Durmstrang, nie minęło dużo czasu. Wolał mieć pewność, że nie wpakowała się w nic, z czego musiałby znów ją wyciągać.