17.08.2024, 23:00 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.08.2024, 04:43 przez Thomas Figg.)
Mimo tych wszystkich współprac Thomas nie zdołał poznać bardziej Cathala, nie żeby się przed tym wzbraniał, ale jakoś nigdy tej dwójce z tym po drodze nie było. Wystarczała im ta znajomość pozostawiona na stopie bycia współpracownikami, bez konieczności je rozwijania dalszego. Obaj skupiali się raczej na rozwikływaniu zagadek (w przypadku Figga to zdejmowaniu klątw i rozbrajaniu pułapek) niż siedzeniu przy ognisku i dyskutowaniu o swoich życiach. Dlatego też z błogą nieświadomością przyjął do siebie fakt, że Shafiq przyznał mu rację - nawet potraktował to jako swego rodzaju wygraną.
- To prawda, w początkowej części o tym jest, jednak w momencie kiedy zdecydował się podlecieć zbyt blisko słońca, może i nie była to czysta arogancja ale połączona z upojeniem wolnością, to jednak nadal ona tam była - wzruszył ramionami, to nic dziwnego, że ludzie na swój sposób interpretowali różne rzeczy. Teraz jął się zastanawiać czy czasem Ikar i Dedal nie mieli czegoś wspólnego z czarami, a tak naprawdę ich skrzydła nie były z wosku ale rzucili je na swoje ręce i po prostu młodzieniec w trakcie lotu utracił przemianę. Zanotował sobie w pamięci, że musi kiedyś wybrać się do Grecji na badania. Było tak wiele ciekawych rzeczy do przebadania i potwierdzenia, obawiał się, że nie starczy mu życia, aby się nimi wszystkimi zająć.
*
Podążając za Cathalem nie odzywał się tylko rozglądał po kompleksie i przysłuchiwał słowom badacza tajemnic. Widział po drodze dowody działań innego klątwołamacza. Znowu miał to uczucie, ze stanowczo czegoś mu nie mówi, ale nie potrafił ulokować tego w konkretnym miejscu, nie zamierzał tez węszy na wszystkie możliwe sposoby, żeby dowiedzieć się co to jest takiego. Dobrze wiedział, że zadając jak najwięcej pytań nie związanych ze swoim zadaniem może narazić się na ostracyzm ze strony Shafiqa i tym samym brak kolejnych zleceń. Dlatego nie zamierzał pieklić się i domagać wyjaśnień, nie były mu przecie potrzebne.
Zeszli niezły kawałek, nim doprowadzono go do ściany...
- Zadał sobie cholernie dużo trudu, żeby zabezpieczyć ten gabinet, albo trzymał tam coś niesamowicie ważnego albo był paranoikiem, nie wiem które gorsze. Paranoicy lubili nakładać kilka klątw ochronnych na siebie, traktowali je jak cebule - mruknął i kucnął przed barierą, musnął ją palcami jakby chciał tym wybadać co się na nią składa. Nim wejdą będzie musiał coś sprawdzić. Wyjął ze swojej torby kamień i przetransmitował go w szczura (samca dokładnie, bo zakładał, ze bariera na kobiety zadziała również na inne gatunki), któremu obwiązał sznurek wokół brzucha.
- Chce coś sprawdzić tylko - wyjaśnił puszczając zwierzę przodem, aby spróbowało pokonać barierę samodzielnie, innej drogi nie miało.