17.08.2024, 23:59 ✶
– Niepotrzebnie. Mam dość łatwy dostęp do eliksirów, a te konkretne wygrałam na loterii na Lammas. Podobne lusterka mamy też ja i Geraldine – powiedziała Florence. Nie była osobą, która pozwoliłaby się wykorzystywać ludziom, ale nie patrzyła na to zupełnie w tej kategorii. Patrick był jej przyjacielem, jednym z bardzo niewielu – może poza rodziną takich było dwoje? Nigdy nie nadużywał jej lojalności, i zawsze uważała, że każde z nich ofiarowuje dokładnie tyle, ile może i chce, na rożnych polach. Lusterko mogło się przydać do szybkiej komunikacji, i nie był jedyną osobą, która mogła na tym skorzystać. A choć przez ułamek sekundy zastanawiała się, czy nie zaoferować zwierciadła młodszemu bratu, doszła do wniosku, że ten niekoniecznie chciałby pewnie, by siostra tak łatwo mogła zawsze nawiązać kontakt, a poza tym… on nie działał w podziemnej organizacji. – Tak, będę się już zbierać. Dziękuję za miły wieczór – stwierdziła, pochylając się, by musnąć ustami jego policzek. Szczerze: bo to był miły wieczór, nawet jeżeli była pewnie mniej rozrywkowa od większości osób na tej plaży i znała zaledwie kilka z nich. Nie zamierzała jednak udawać się teraz do Warowni.
Florence podniosła się z koca i odruchowo poprawiła ubranie, upewniając się, że na jasnej tunice nie został piasek. Odgarnęła z twarzy włosy – morski wiatr, taniec i godziny spędzone na plaży sprawiły, że wprawdzie Bulstrode nie była rozczochrana, ale jej fryzura była nieco mniej idealna niż zwykle. A potem ruszyła w stronę brata, ani myśląc poprzestać na ostrzeżeniach czy spoglądaniu potępiająco. Nie śledziła go może czujnym wzrokiem przez całą zabawę, ale widziała go przy barze przynajmniej parę dwa czy trzy razy.
Nie powiedziała jednak ani słowa na temat tej miotły. Może po części z obawy, że jeżeli zacznie go obsztorcowywać, wsiądzie na nią tylko po to, by pokazać, że może.
O Geraldine, z którą przy tym barze stał, też nie powiedziała słowa. Postanowiła odłożyć to na później.
– Chyba pora wracać do domu? – spytała, bardzo wymownym gestem unosząc dłoń, gotowa schwycić go pod ramię, by aportować ich oboje do punktu aportacyjnego na Horyzontalnej, w pobliżu ich kamienicy.
Florence podniosła się z koca i odruchowo poprawiła ubranie, upewniając się, że na jasnej tunice nie został piasek. Odgarnęła z twarzy włosy – morski wiatr, taniec i godziny spędzone na plaży sprawiły, że wprawdzie Bulstrode nie była rozczochrana, ale jej fryzura była nieco mniej idealna niż zwykle. A potem ruszyła w stronę brata, ani myśląc poprzestać na ostrzeżeniach czy spoglądaniu potępiająco. Nie śledziła go może czujnym wzrokiem przez całą zabawę, ale widziała go przy barze przynajmniej parę dwa czy trzy razy.
Nie powiedziała jednak ani słowa na temat tej miotły. Może po części z obawy, że jeżeli zacznie go obsztorcowywać, wsiądzie na nią tylko po to, by pokazać, że może.
O Geraldine, z którą przy tym barze stał, też nie powiedziała słowa. Postanowiła odłożyć to na później.
– Chyba pora wracać do domu? – spytała, bardzo wymownym gestem unosząc dłoń, gotowa schwycić go pod ramię, by aportować ich oboje do punktu aportacyjnego na Horyzontalnej, w pobliżu ich kamienicy.
Postać opuszcza sesję