18.08.2024, 02:33 ✶
Południowe stragany
Edge związał swoje buty i poświęcił tej czynności naprawdę dużo niezbędnego czasu. Tak, mógł zrobić to szybko i na odpierdol, większość ludzi pewnie nie zdziwiłaby się, widząc go rozmemłanego, ale komuś, kto tak dużo się ruszał, skakał, kopał... to było zadziwiająco istotne, żeby mieć te sznurówki dobrze zawiązane. W pierwszej chwili nie zrozumiał więc, co Laurent robi. Założył, że przeszedł się gdzieś na bok, ale nigdzie się stąd przecież nie ruszy bez tego koszyka, a kiedy wreszcie zawiązał te sznurówki na kokardkę i zadarł głowę...
Co...?
Te słowa tak bardzo mu do Laurenta nie pasowały. Momentalnie jego obraz blondyna się załamał - bo z jednej strony warczenie na kogoś, kto rzucił w niego świeczką, było urocze, ale z drugiej - ten monolog, jaki został wypluty w kierunku Mulciberów stanowił zaprzeczenie wszelkich wartości, którymi Flynn się kierował. Zabrakło mu więc języka w gębie. Jak miałby zawtórować czemuś takiemu? A później odejść z nim z tego miejsca jak gdyby nigdy nic? To, co trajkotały te przygłupy, było zabawne i stojąc za Prewettem nie darował sobie wywrócenia oczami i wykonania ręką gestu, naprowadzającego ich na to, co o tym myślał - że bez sensu kłapali dziobami, bo on i tak wiedział swoje. Ich wysryw był najlepszym potwierdzeniem braku jakiejkolwiek pomyłki w stanowczym osądzie, nawet jeżeli miał swoje źródło w zwyczajnej zazdrości.
Milczałby, gdyby nie to, że Sophie postanowiła do nich podejść. On po prostu nie wytrzymał. Parsknął śmiechem, kiedy tak machała tymi wątłymi rączkami ewidentnie wyprana z energii, przy okazji kilka drobinek jego śliny poleciało prosto na jej piegowatą twarz. Mała ruda szmata będzie mu opowiadać, że wyroby ze sklepu znajdującego się na Ścieżkach są dostępne dla wszystkich.
- Fajna fundacja wyciągnięta z pizdy ty ruda małpo, szlamowaty plebs docenia. Oby te dzieciaki co kradną różdżki na ulicach wsadziły wam je wszystkie w dupę. - Drugie zdanie powiedział ciszej, mamrocząc nieco, bo strasznie dużo się tu pojawiło ludzi i uh, w dodatku ta Guinevere... Nie dało się ukryć, że opalona ślicznotka szybko wpadła mu w oko. Z ciekawością zmierzył ją spojrzeniem i nawet nieco pożałował wyglądania teraz jak siedem nieszczęść. Zagwizdałby pewnie na jej widok jak skończony wieśniak, ale gdyby spróbował, przegrałby z kretesem rzut na charyzmę i co najwyżej ją opluł. Zamiast tego wykonał rozkaz pana - zastosował się do tego idziemy wypowiedzianego słodkim, chociaż zdenerwowanym głosem i faktycznie podążył za nim bez choćby cienia sprzeciwu. Narobił mu pewnie strasznego obciachu, więc mógł przynajmniej nie protestować przy próbie ewakuacji.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.