Nora miała świadomość, że zawsze może na niego liczyć, ale trochę jej było głupio być wiecznie wrzodem na tyłku. Thomas powinien zająć się swoim życiem, a nie ciągle pomagać jej w tym, które ona sobie wybrała. Nie mogła być jego ciężarem, zbyt często prosiła go o pomoc, ale znowu znalazła się w sytuacji podbramkowej i nie znalazła innego wyjścia.
- Jesteś najlepszy. - Powiedziała, kiedy w salonie znalazła się lewitująca herbata. Sięgnęła po jeden kubek i upiła z niego niewielki łyk. Smak był przyjemny, inny od tych, które znała. Pewnie brat sięgnął po któryś ze swoich wynalazków. Nie przeszkadzało jej to wcale, że często pokazywał jej nowe smaki.
- Faktycznie, można znaleźć jakieś plusy tej sytuacji. - Dodała i wysiliła się na niewielki uśmiech. Zazwyczaj zostawała do końca, żeby pomóc w ogarnięciu miejsca, w któym odbywała się impreza, chociaż na to mogła się przydać, tak samo było z przygotowaniami, zawsze pojawiała się jako jedna z pierwszych.
- Zapakuje ci nawet dwa kartony, u nich ostatnio mieszka wiele ludzi. - Nora zaczęła się nawet gubić w tym, kto faktycznie mieszkał w Warowni, a kto przebywał tam tylko na chwilę. Nie miała pojęcia, czy Longbottomowie prowadzą jakiś rejestr.
- Zrobiłam coś złego Thomas. - Przeniosła w tej chwili wzrok na swoje buty. Najwyraźniej postanowiła się tym z nim jednak podzielić, bo nie chciała, żeby niepotrzebnie się martwił. Wcale nie tak łatwo było jej o tym mówić dlatego też spoglądała na swoje obuwie.
- Nie wiem, czy nie popsułam wszystkiego. - Nadal trochę na okrętkę, ale próbowała dojść do sedna tego, co właściwie wydarzyło się na plaży.