18.08.2024, 12:40 ✶
Południowe stragany
Stoisko Potterów
tltr: trochę siara w pseudociuchach bumowych podchodzi do kolejnej rozróby, więc odbijam na moment do Brenny
Ginny podobała się Millie, nie takiego towarzystwa spodziewała się zwiedzając poszczególne straganiki, ale też nie narzekała. Bertie też czynił honory udając wcielając się w jej brata, trzeba było tylko zmrużyć oczy, przekrzywić głowę i nie zwracać uwagi na promienny uśmiech, inny kolor włosów i zapewne ogólnie aurę wysyconą słodyczą zamiast nieustanną czujnością.
Przemieszczali się do alkoholu ale nie trzeba było być geniuszem percepcji, by zobaczyć, że dzieje się tam jakaś kolejna niezbyt przyjemna akcja. Millie zdała sobie sprawę z dwóch spraw - cały czas miała na sobie swój fancy strój przerobionego funkcjonariusza magipolicji, z resztą przed momentem występowała jako twarz bumu na scenie, meanwhile działy się tam rzeczy, w których może powinna zainterweniować. A... jakby nie było, tak na prawdę nie była na służbie.
Chwila zastanowienia z niewielkim dodatkiem rozpaczliwego rozglądania się po okolicy pozwoliła jej znaleźć rozwiązanie.
- Zaraz do Was wrócę Berciu, daj mi moment, pójdę się przywitać z Brenną - powiedziała delikatnie ciągnąc towarzysza za rękaw w dziecięcym geście i nie czekając na odpowiedź pomknęla do stoiska Potterów
- Bejbe! Czy to nie powinno być tak, że Ty robisz fancy szmancy występ na scenie, a ja komuś pomagam prowadzić kram? - zapytała Brennę z uśmiechem, wymijając ladę i obejmując przyjaciółkę. Widziały się ostatnio podczas odwiedzin Longbottomówny w lecznicy i Millie nie była pewna, czy dotarły do niej wieści o skróceniu pobytu w Lecznicy, o tym, że dziś mogła w końcu odetchnąć wolnością. Pomijając wszystko przyjemnie było się przytulić, to była niewątpliwie też doskonała możliwość by stojąc na palcach szepnąć do ucha obsługującej stanowisko:
- Pomożesz mi z tymi zielonymi włosami i tym pseudomundurem? Mogłabym to rozproszyć sama, ale ee... ręce mi się trzęsą po tym pierdolonym wykonie, troche się boje, że skończę goła w tłumie.
Stoisko Potterów
tltr: trochę siara w pseudociuchach bumowych podchodzi do kolejnej rozróby, więc odbijam na moment do Brenny
Ginny podobała się Millie, nie takiego towarzystwa spodziewała się zwiedzając poszczególne straganiki, ale też nie narzekała. Bertie też czynił honory udając wcielając się w jej brata, trzeba było tylko zmrużyć oczy, przekrzywić głowę i nie zwracać uwagi na promienny uśmiech, inny kolor włosów i zapewne ogólnie aurę wysyconą słodyczą zamiast nieustanną czujnością.
Przemieszczali się do alkoholu ale nie trzeba było być geniuszem percepcji, by zobaczyć, że dzieje się tam jakaś kolejna niezbyt przyjemna akcja. Millie zdała sobie sprawę z dwóch spraw - cały czas miała na sobie swój fancy strój przerobionego funkcjonariusza magipolicji, z resztą przed momentem występowała jako twarz bumu na scenie, meanwhile działy się tam rzeczy, w których może powinna zainterweniować. A... jakby nie było, tak na prawdę nie była na służbie.
Chwila zastanowienia z niewielkim dodatkiem rozpaczliwego rozglądania się po okolicy pozwoliła jej znaleźć rozwiązanie.
- Zaraz do Was wrócę Berciu, daj mi moment, pójdę się przywitać z Brenną - powiedziała delikatnie ciągnąc towarzysza za rękaw w dziecięcym geście i nie czekając na odpowiedź pomknęla do stoiska Potterów
- Bejbe! Czy to nie powinno być tak, że Ty robisz fancy szmancy występ na scenie, a ja komuś pomagam prowadzić kram? - zapytała Brennę z uśmiechem, wymijając ladę i obejmując przyjaciółkę. Widziały się ostatnio podczas odwiedzin Longbottomówny w lecznicy i Millie nie była pewna, czy dotarły do niej wieści o skróceniu pobytu w Lecznicy, o tym, że dziś mogła w końcu odetchnąć wolnością. Pomijając wszystko przyjemnie było się przytulić, to była niewątpliwie też doskonała możliwość by stojąc na palcach szepnąć do ucha obsługującej stanowisko:
- Pomożesz mi z tymi zielonymi włosami i tym pseudomundurem? Mogłabym to rozproszyć sama, ale ee... ręce mi się trzęsą po tym pierdolonym wykonie, troche się boje, że skończę goła w tłumie.