13.01.2023, 16:27 ✶
Skrzatka zrobiła wielkie oczy, zatrzęsła się, ale odwiesiła płaszcz Sauriela na wieszaku.
– N-niech p-pan tak nie ż-ża-żartuje – wydusiła z siebie w końcu. – Za-zaraz poproszę p-panienkę – wysyłała, ewidentnie czując strach przed Saurielem, który roztaczał wokół siebie taką a nie inną aurę swoim wizerunkiem. Zaprowadziła go więc do salonu, gdzie go na moment zostawiła i wybiegła z pomieszczenia.
Victoria była ubrana schludnie, ale nie z przepychem jak ostatnio. Normalnie – ale we własnym stylu "normalnie". Lubiła sukienki, ale lubiła też skórę w najróżniejszym wydaniu. Dzisiaj jednak była w sukience; w kolorze ciemnej, głębokiej zieleni, lekko obcisłej na tułowiu, luźnej od pasa do kolan, z zachęcającym, choć nie wyzywającym, dekoltem, w lekkim makijażu. Jej jedyną biżuterią był długi naszyjnik niknący pod materiałem sukienki. Włosy miała rozpuszczone i lekką miękką falą układały jej się na plecach. Weszła do salonu po chwili, wcześniej schodząc z piętra schodami i na moment się zawahała. Głównie dlatego, że nie spodziewała się, że przyjdzie z gitarą.
– Cześć – już byli trochę poza "dobry wieczór, panno Lestrange/panie Rookwood" – no chyba, że dla żartu. Jakoś dziwnie by jej było go w ten sposób tutaj witać, zwłaszcza, że byli sami, a nie w obecności własnych rodziców. – Gitara? – uniosła wyżej brwi zdziwiona. Nie, nie spodziewała się żadnych kwiatków, nie kiedy umówili się sami, bez pomocy rodziców. Możliwe, że Anna nawet nie wiedziała o tym spotkaniu.
– N-niech p-pan tak nie ż-ża-żartuje – wydusiła z siebie w końcu. – Za-zaraz poproszę p-panienkę – wysyłała, ewidentnie czując strach przed Saurielem, który roztaczał wokół siebie taką a nie inną aurę swoim wizerunkiem. Zaprowadziła go więc do salonu, gdzie go na moment zostawiła i wybiegła z pomieszczenia.
Victoria była ubrana schludnie, ale nie z przepychem jak ostatnio. Normalnie – ale we własnym stylu "normalnie". Lubiła sukienki, ale lubiła też skórę w najróżniejszym wydaniu. Dzisiaj jednak była w sukience; w kolorze ciemnej, głębokiej zieleni, lekko obcisłej na tułowiu, luźnej od pasa do kolan, z zachęcającym, choć nie wyzywającym, dekoltem, w lekkim makijażu. Jej jedyną biżuterią był długi naszyjnik niknący pod materiałem sukienki. Włosy miała rozpuszczone i lekką miękką falą układały jej się na plecach. Weszła do salonu po chwili, wcześniej schodząc z piętra schodami i na moment się zawahała. Głównie dlatego, że nie spodziewała się, że przyjdzie z gitarą.
– Cześć – już byli trochę poza "dobry wieczór, panno Lestrange/panie Rookwood" – no chyba, że dla żartu. Jakoś dziwnie by jej było go w ten sposób tutaj witać, zwłaszcza, że byli sami, a nie w obecności własnych rodziców. – Gitara? – uniosła wyżej brwi zdziwiona. Nie, nie spodziewała się żadnych kwiatków, nie kiedy umówili się sami, bez pomocy rodziców. Możliwe, że Anna nawet nie wiedziała o tym spotkaniu.