• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 4 5 6 7 8 … 11 Dalej »
[12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esmé

[12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esmé
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
178cm, ciemne

Esmé Rowle
#12
18.08.2024, 16:08  ✶  

Enigmatyczne wypowiedzi, nadmuchane ego, pozorny stoicyzm i wiele, wiele innych drobnych elementów jakie stanowiły osobę Esmé podsuwały teorię, że ten... rozumie wiele. Że przez swoje stosunkowo krótkie życie zobaczył wiele, poczuł wiele i przemyślał jeszcze więcej, co pozwalało mu na znacznie lepszą nawigację w labiryntach współczesnego świata. Bzdura. Każdy argument za tą teorią, oprócz nadmuchanego ego, dało się obalić - jeżeli tylko znało się tego ekstrawaganckiego rzemieślnika nieco lepiej i nieco bardziej. Wystarczyło go jednak poznać tylko nieco, by zaraz odkryć, że nie stroni od towarzystwa kobiet, doskonale czuje się w próbach uwodzenia, a chwile wspólnych uniesień są mu potrzebne tak, jak woda do życia. I to był kolejny argument, by powiedzieć, że tak - Esmé rozumie kobiety. Sam Rowle, podejrzany o takie głębokie zrozumienie płci przeciwnej, wybuchłby pewnie śmiechem - nawet jeżeli wciąż, niezmiennie, cierpiał na marazm.

Nie zrozumiał zatem też wypowiedzi Ger, że nie zamieszkałaby z nim, ale mogłaby tutaj bywać. Przecież... już nie mieszkała z nim i nadal tutaj bywała. Właśnie tutaj była. Co to za zmiana? A może chodziło o coś zupełnie innego. Tutaj znów dało się skorzystać ze strzępek informacji o samym kaletniku, by podejrzewać go o rozwinięty zmysł dedukcji. Rozwinięty na tyle, by domyślić się niektórych oczywistych rzeczy. I to byłaby kolejna pomyłka - to że często dedukował, tworzył dziwaczne scenariusze i przy każdym stawiał znak zapytania nie oznaczało, że jego dedukcja była często trafna. Jasne, trafiał i to często, ale tylko dlatego, że robił to nieustannie. Na dwadzieścia strzałów może trafiał jednym, może nawet nie w środek tarczy, może nawet wcale nie w tarczę, a niebezpiecznie blisko niej. Tym razem natychmiast poczuł, że wypowiedź Geraldine nie była taką, jaką ta chciała podać, chociaż wcale nie oskarżał ją o kłamstwo. W tym temacie musiał tkwić jakiś problem komunikacyjny między nimi - coś co chciała mu przekazać i coś, co on źle zrozumiał. Lub źle na to zareagował. Czy czuł, że powinien drążyć temat? Nie, w żadnym wypadku. Porażka to porażka, należało umieć je przyjmować i tutaj, niestety, czuł że właśnie poniósł jedną z nich. Zdecydowanie jednak zapamiętał tę interakcję, bo to że dedukcja nie trafiła w cel natychmiast, nie oznaczało, że została zakończona. Będzie trwać i trwać, aż wreszcie Esmé dotrze do satysfakcjonującej konkluzji jego rozważań. Tak, satysfakcjonującej, a nie celnej.

- Jesteś zawsze mile widziana. - odparł, aby było jasne, że nie ma nic przeciwko jej odwiedzinom - nawet jeżeli chodziło jej o to, że będzie odwiedzać go często. - Niezależnie od problemów Twoich czy moich. - doprecyzował, bo przecież Ger mogła czuć się winna, przychodząc tutaj z problemem, "narażając" kaletnika na jakieś niebezpieczeństwo. Jedyne czego mogła być winna, to poprawy jakości życia tego niepoprawnego hedonisty. Nawet jeżeli miałoby to kosztować go życie, to wolał umrzeć pełen emocji, niż żyć wieki bez nich. Mało kto to rozumiał, niestety.

Oh, porażki bolały tym bardziej, im lepiej czuliśmy się w danym obszarze. Esmé potrafił stracić do siebie cały szacunek, gdy przy obróbce skóry popełniał błąd żółtodzioba. A przecież to się zdarzało, bo był tylko i aż człowiekiem. Jego egzystencja definiowana była głównie przez jego rzemiosło, a dopiero później przez jego dziwaczną osobę, toteż duma i ego cierpiały na tym najbardziej. Ciężko było porównać w tym przypadku jego fach, do zawodu Geraldine. Z Doppelgangerem, z tego co mówiła, walczyła po raz pierwszy i dopiero uczyła się jak sobie z nim radzić. Rowle pamiętał swoje pierwsze zmagania ze skórą Buchorożca i... wolałby je zapomnieć, bo spędzało mu to sen z powiek, gdy próbował zasypiać. Poniekąd potrafił zrozumieć jej uczucie, jednak w dużej mierze miał odmienne zdanie.

- Nieustannie oddycham, a niekiedy zachłysnę się własną śliną. - rzucił tekstem, który w jego popisowym stylu - nie był tłumaczony dalej. Był jednak bezpośrednią odpowiedzią na wypowiedź Ger. Najszczerszą jaką mógł jej podać, bo... co z tego, że była łowcą tyle lat? Czy to sprawiało, że zakazano jej popełniać błędy? O ile w ogóle dało się mówić w tym przypadku o błędach, bo zdaniem Esmé - żadnego nie popełniła. Z jego perspektywy zwyczajnie nie potrafiła zdać sobie sprawy, że właśnie to co robi teraz, to walka z Doppelgangerem. Nie każdy potwór walczy w ten sam sposób, przecież to wiedziała, a jednak uznawała tę część za śledztwo i tropienie, a pewnie bezpośrednią konfrontację za rzeczywistą walkę. Rowle, całe szczęście, oszczędził jej lekcji z jej fachu, będąc zupełnym laikiem w tym temacie. Niemniej, poczuwał się, jakby był nieco bardziej doświadczony, bo... Doppelganger walczył bardzo ludzko - jego walka tkwiła w spektrum społeczeństwa, a nie dziczy i natury. W tym środowisku Esmé, nieskromnie rzecz ujmując, był całkiem niezły. Nigdy nie wykorzystywał swoich umiejętności, by rzeczywiście coś ugrać, coś co zmieni jego życie w zauważalny sposób, bo uznawał to za... tanie sztuczki. Tak czy inaczej - tutaj, na Nokturnie, warto było je znać.
- Niemożliwe. - odparł na jej podejrzenia, że trwa to cztery lata już. Oczywiście wypalił tonem pewnym, chociaż gówno wiedział na temat istoty, z którą zmaga się jego droga łowczyni. - Żadna istota, ni człowiek, ni potwór, nie przetrwałaby cztery lata po kłótni z Madame Fontaine. - takie były fakty. Złe słowo na temat tej kobiety szepnięte w najciemniejszej uliczce Nokturnu potrafiło sprawić, że dłonie nieszczęśnika uszczuplone zostały o jednego lub kilka palców. Czasami tracono i więcej, niż tylko palce, bo wpływy Madame Fontaine sięgały tak daleko, jak nie sięgały wpływy Dantego. Tyle Esmé wiedział, bo koniec końców - nie zapędzał się zbyt często do Podziemnych Ścieżek. Nie potrzebował tamtych usług, chociaż... często go kusiło, by odwiedzić te rejony i oddać się wrażeniom, które na powierzchni nie były osiągalne. Albo były, lecz ich osiąganie nie było aż tak ciekawe.

"Rozumiesz?" To pytanie ugodziło go niczym sztylet, jednak oprócz drobnego drgnięcia, nie dał po sobie poznać bólu. Z tego rodzaju cierpieniem zmagał się przez niemalże całe swoje życie, toteż był poniekąd do niego przyzwyczajony. Poniekąd. Wpatrzony teraz w podłogę słuchał jak Geraldine oznajmia, że nie pozwoli, aby jej rodzinie cokolwiek się stało, że nie może tej sprawy tak zostawić. Rowle miał odmienne zdanie - z Nokturnem bywało jak z ruchomymi piaskami. Im więcej wierzgasz, im bardziej próbujesz się uwolnić, tym głębiej w nie zapadasz. Ale nie zamierzał tego tłumaczyć bo...

- Nie rozumiem. - mruknął beznamiętnie, unosząc spojrzenie. - I nie jesteś w stanie mi tego wytłumaczyć. - dodał, by nawet nie siliła się. Nie był w stanie zrozumieć relacji między rodziną, bo zasmakował ich... tak dawno temu. Jego własna matka była dla niego mglistym wspomnieniem, a reszta? Ciężko ich było nazwać nawet rodziną. Element społecznego wizerunku, który odsuwany był w cień na każdym kroku i tym bardziej teraz - gdy dumnie ogłaszał siebie rezydentem Nokturnu. Dla czystokrwistych było to jak splunięcie w twarz. Ale i tak nie potrafił się od nich odciąć, tak jak i oni nie mogli odciąć się od niego. Sytuację tę najlepiej obrazowała metafora szafki, za szkłem której znajdowała się porcelana, lecz półka opadła i cała krucha zastawa opierała się o szybę. Jeżeli otworzysz szafkę, to wszystko się potłucze, ale sytuacja się rozwiąże. Dlatego i Esmé, i familia Rowle pozostawiała tę szafkę zamkniętą - nie rozwiązując problemu.

Wiedział, że nie będzie chciała, aby wyruszał na Nokturn sam. Powierzchnia była dla niego jak najbardziej bezpieczna, lecz tego samego nie mógł powiedzieć o Podziemnych Ścieżkach. Nie znał dokładnie wejścia, musiałby trochę krążyć po omacku, a to oznaczało, że nie był też szczególnie mile widziany tam poniżej. Tym bardziej nie mógł zabrać tam Geraldine, toteż nie zamierzał nawet wspominać o tym miejscu za bardzo. Poza tym - mieszkańcy podziemi mogliby nie być zadowoleni, że sprowadza kogoś... spoza Nokturnu.

- Dobrze, pójdziemy razem, ale pod jednym warunkiem - zmienia się dynamika naszego duetu. Tym razem to ja prowadzę i to Ty się mnie słuchasz. - jasne, Geraldine była silna, sprytna, posiadała talent magiczny jakiego brakowało kaletnikowi, fundusze i wiele, wiele więcej, ale nie znała Nokturnu. Nie wiedziała kiedy milczeć, a kiedy mówić. Nie wiedziała kiedy unieść pięść, a kiedy ją opuścić. Jej samowolka mogłaby sprowadzić na nią tylko jeszcze więcej kłopotów, a jeżeli się nie zgodzi... cóż, trudno, Esmé nie pójdzie wcale, by później wyruszyć samemu. Jeżeli zamierzała narażać się wbrew jego ostrzeżeniom, to... droga wolna. Cena jest znana. - Żeby było jasne - nie będziemy próbowali odwiedzać ani Madame Fontaine, ani Szczurów, ani Herbaciarni Changów. Tam nie mogę Cię zaprowadzić. - i tutaj nie było dyskusji. Pomijając to, że nie powinien jej tam prowadzić, bo nie była "stąd", to zwyczajnie chodziło o mieszanie się w relacje ze zbyt niebezpiecznymi ludźmi. Nawet jeżeli fałszywy braciszek coś z nimi rzeczywiście działał, to pojawienie się tam teraz prawdziwej Geraldine Yaxley tylko problem zaogniało.

Delikatnie uśmiechnął się pod nosem, dalej gładząc Ger po ramieniu, przytulając ją do siebie. Miała dobre serduszko, za dobre nawet, jak na kogoś jego pokroju. Ciągle stawiała innych ponad sobą co... było zdecydowanie tematem na rozmowę, ale innym razem. Nie teraz. Teraz miała inne problemy, bardziej bezpośrednie.

- Rozmawialiśmy już o tym, Ger. - rzucił półgłosem, patrząc gdzieś w przód, za witrynę swojej pracowni i na ulicę, po której z rzadka ktoś przechodził. - Lubię ryzyko. - groźby Doppelgangera nie były mu straszne, wizja śmierci również, chociaż pewnie było to głupie gadanie kogoś, kto śmierć widział w odległości. Nawet jeżeli otarł się o nią w Windermere. Nie uważał jednak, by był jakkolwiek zagrożony przez potwora, który próbował wyeliminować Geraldine. Nie był tak wspaniałą osobą, jak ona, by się pod niego podszywać. Mógł przecież wybrać kogoś nieistotnego, kogoś z Nokturnu i pewnie nikt by się nie domyślił, że ukradł komuś tożsamość. Ale nie, jednak nie, jednak zdecydował się na słynną Geraldine Yaxley - łowczynię potworów. Bo przecież najciemniej było pod latarnią, czyż nie?

Kogoś od pieczętowania mógł spróbować wykombinować, ale wszystko po kolei. Wiedział już wystarczająco, aby mogli wyruszyć na małe śledztwo po ulicach Nokturnu. Nie zamierzał jednak tego naglić, bo sama Ger nie wydawała się mentalnie na siłach, by gonić. Chociaż najpewniej zapierałaby się rękami i nogami, że jest zupełnie inaczej. Esmé nie zamierzał sugerować nawet, by ruszali, trzymał ją w objęciach, zasiadając na ladzie i... milcząc. Niech to trwa tak długo, jak tego potrzebowała. I, cóż, on też tego potrzebował. Ciepło, bliskość drugiej osoby. W końcu był ćmą, prawda?

W trakcie powoli układał sobie ścieżkę, którą powinni przejść się i wypytać o Thorana. Rowle kojarzył trochę ludzi z Podziemnych Ścieżek, którzy jednak nie tkwili tam na stałe, a jedynie bywali - rezydując jednak na powierzchni. To z nimi należało wymienić kilka słów, zweryfikować że też kojarzą Thorana, że też kojarzą, że nie dogadywał się z Madame Fontaine, ale... no właśnie, dogadywał się ze Szczurami? Dopiero teraz tknęło to kaletnika, że ta informacja niezbyt miała sens. Szczury były pod komendą Madame, zatem jakim cudem z nimi miał dobry kontakt, a z nią nie? Wspomnienia wydawały się całkiem celne oprócz tego jednego punktu. Podejrzane, ale nie dzielił się tym jeszcze z łowczynią. Możliwe, że był to fałszywy trop specjalnie zaprojektowany przez Thorana tak, aby sprowadzić ich na manowce i odsunąć od rzeczywistej prawdy. Ot, kolejna dedukcja i scenariusz, na końcu którego Esmé stawiał pytajnik.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Esmé Rowle (16012), Geraldine Greengrass-Yaxley (13292)




Wiadomości w tym wątku
[12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esmé - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 20.07.2024, 20:53
RE: [12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esme - przez Esmé Rowle - 24.07.2024, 01:28
RE: [12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esme - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 24.07.2024, 11:29
RE: [12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esme - przez Esmé Rowle - 26.07.2024, 03:49
RE: [12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esme - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 26.07.2024, 10:55
RE: [12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esme - przez Esmé Rowle - 31.07.2024, 01:37
RE: [12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esme - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 31.07.2024, 11:10
RE: [12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esme - przez Esmé Rowle - 04.08.2024, 04:26
RE: [12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esme - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 04.08.2024, 20:24
RE: [12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esme - przez Esmé Rowle - 09.08.2024, 03:03
RE: [12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esme - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 13.08.2024, 10:06
RE: [12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esmé - przez Esmé Rowle - 18.08.2024, 16:08
RE: [12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esmé - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 18.08.2024, 21:05
RE: [12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esmé - przez Esmé Rowle - 28.08.2024, 02:33
RE: [12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esmé - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 30.08.2024, 23:42
RE: [12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esmé - przez Esmé Rowle - 08.09.2024, 02:14
RE: [12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esmé - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 14.09.2024, 11:31
RE: [12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esmé - przez Esmé Rowle - 27.09.2024, 03:30
RE: [12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esmé - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 03.10.2024, 11:43

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa